• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Synod - nadzieje i obawy

    ks. Tomasz Jaklewicz


    |

    GN 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:15

    Franciszek otworzy 4 października obrady XIV Zwyczajnego Zgromadzenia Synodu Biskupów poświęconego rodzinie. Nadzieje z nim związane mieszają się z obawami. Módlmy się o światło Ducha Świętego i o pomoc św. Jana Pawła II, papieża rodziny. 


    Niewątpliwie głęboki namysł Kościoła nad małżeństwem i rodziną w obliczu dzisiejszego kryzysu jest konieczny. Pierwszy, nadzwyczajny synod biskupów w październiku 2014 roku otworzył debatę, która ma mieć swoje zwieńczenie na kolejnym, tym razem zwyczajnym zgromadzeniu synodu. Później sam ojciec święty dokona podsumowania dyskusji, zbierze głosy i wyciągnie wnioski, które prawdopodobnie zostaną wydane w formie adhortacji. 
Są powody do niepokoju. Tocząca się od roku debata doprowadziła do podziału i napięć między zwolennikami liberalizacji nauki Kościoła i tymi, którzy opowiadają się za wiernością tradycyjnemu nauczaniu. Ten przedłużający się spór nie służy ani „zdrowym” rodzinom, ani tym, które są w kryzysie, czy też osobom żyjącym w tzw. sytuacjach nieuregulowanych. Wytworzyła się atmosfera niepewności wokół prawd, które wydawały się dotąd pewne. To nie służy duszpasterstwu, ewangelizacji, wzrostowi Kościoła.

    Wierzący kierują do papieża i synodu apele o wierność nauczaniu Kościoła na temat małżeństwa (patrz s.20). Rzecz to nieco zadziwiająca, ale być może to dobra strona tego zamieszania. Ochrzczeni angażują się mocniej w Kościół. 
Na synod trzeba patrzeć nie przez pryzmat politycznych sporów, ale z wiarą. Dlatego musimy otoczyć papieża i ojców synodalnych modlitwą. W historii Kościoła niektóre sobory wywoływały znacznie większe turbulencje. Ufajmy więc Duchowi Świętemu, który czuwa nad Ludem Bożym. Kiedy Piotr kroczący po wodzie zaczął tonąć, Pan Jezus podał mu rękę, by go uratować. Ewangelia przypadająca na 4 października 
(27. niedziela zwykła, rok B) to fragment mówiący o nierozerwalności małżeństwa. Trudno nie widzieć tego w kategoriach głosu samego Pana. Gdzie jak nie w słowie Bożym mamy szukać odpowiedzi także na dzisiejsze problemy? 


    Synod jako walka duchowa 


    Synod w 2014 roku zostawił poczucie niedosytu wszystkim stronom sporu, który się na nim zaznaczył. Nie dokonano gruntownej analizy przyczyn obecnego kryzysu, nie zaproponowano konkretnej odpowiedzi Kościoła na niepokojące zjawiska. Grupa biskupów, której przewodzi kard. Walter Kasper, zaproponowała zmiany idące w stronę liberalizacji nauczania Kościoła. Chodziło o dopuszczenie do Komunii Świętej osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach. Pojawiały się też postulaty uznania „elementów małżeństwa” w związkach pozasakramentalnych, mówiono również o jakiejś formie akceptacji dla związków homoseksualnych. Wszystkie te propozycje opatrzone były hasłem „zmian duszpasterskich” w duchu miłosierdzia. Podkreślano, że można dokonać tych zmian przy zachowaniu doktryny. Większość ojców synodalnych sprzeciwiła się tym propozycjom, uznając, że byłaby to w istocie zmiana doktrynalna, na którą w imię wierności Chrystusowi nie można się zgodzić. Sformułowania Instrumentum laboris sugerują, że te kwestie pozostają nadal otwarte. Można więc się spodziewać dalszego ciągu tej samej dyskusji.
Papież na zakończenie synodu w 2014 r. dał do zrozumienia, że widzi napięcia, które się pojawiły na sali synodalnej. Przypomniał, że jako papież jest „gwarantem posłuszeństwa i zgodności Kościoła z wolą Boga, Ewangelią Chrystusa i Tradycją Kościoła”. Wymienił też kilka pokus, które grożą synodowi. Istnieje pokusa „tradycjonalistów”, polegająca na „zamknięciu się w obrębie tego, co napisane (litera)”, oraz na tym, aby nie dać się zaskoczyć Bogu. Jest też pokusa „progresistów i liberałów”, polegająca na „destruktywnym naiwnym optymizmie, który w imię zwodniczego miłosierdzia opatruje rany, nie gojąc ich wcześniej ani nie lecząc”. Skoro mowa pokusach, to znaczy, że diabeł nie śpi. Na synodzie toczyła się duchowa walka. Wszystko wskazuje na to, że tak będzie i w tym roku. Franciszek nie zajął stanowiska w kontrowersyjnych kwestiach. Uznał, że konieczny jest rok rozeznania. 
Trwająca cały rok debata siłą rzeczy skoncentrowała się na problemach, które podzieliły ojców soborowych, odwracając uwagę od kwestii bardziej zasadniczych dla małżeństwa i rodziny. Dwa obozy umacniały się na swoich stanowiskach. Jakie jest stanowisko papieża Franciszka? W swoim nauczaniu wielokrotnie potwierdzał prawdę o nierozerwalności małżeństwa. Jednocześnie Franciszek daje do zrozumienia, że jest zwolennikiem zmian. Świadczy o tym niedawna decyzja o uproszczeniu kościelnych procesów o nieważność małżeństwa. 


    Kontekst kulturowy


    Wszystko na to wskazuje, że czekają nas trzy gorące tygodnie. Być może będzie to moment przełomowy dla obecnego pontyfikatu i dla Kościoła. Nasuwają się trzy refleksje. 
Pierwsza. Temat rodziny nie jest jednym z wielu „odcinków” duszpasterstwa Kościoła. Jak wykazała Mary Eberstadt w książce „Jak Zachód utracił Boga” (Kraków 2014), tzw. czynnik rodzinny ma decydujący wpływ na kondycję Kościoła. Tam, gdzie żyją stabilne i otwarte na dzieci małżeństwa, tam wiara i Kościół rosną. I odwrotnie, gdy wzmaga się kryzys małżeństwa, spada dzietność, nieuchronnie dochodzi do destrukcji wiary i Kościoła. Czynnik rodzinny oraz religijność są wzajemnie ze sobą sprzężone. Tę prawidłowość wykazują empiryczne badania socjologów. Teolog dorzuci głębsze uzasadnienie tego powiązania. Otóż zarówno wspólnota Kościoła, jak i wspólnota rodzinna sięgają swoimi korzeniami samego Boga, ich źródłem jest Trójca. Debata synodalna o rodzinie zdecyduje o kondycji Kościoła w świecie. 
Druga uwaga.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół