• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wszystko za Everest?

    Wojciech Teister

    dodane 02.09.2015 16:30

    "Śpij dobrze, kochanie. Nie martw się za bardzo" - powiedział Rob do żony przez telefon satelitarny. Chwilę potem zmarł. Do kin trafia opowieść o jednej z największych tragedii na Evereście.

    Na duże ekrany trafia film "Everest". Ta filmowa opowieść oparta jest na prawdziwych wydarzeniach z 1996 r. Opowiada tragiczną historię nowozelandzkiego wspinacza, Roba Halla, jednego z pionierów organizacji komercyjnych wypraw na najwyższy szczyt Ziemi.

    Rob (w którego wciela się Jason Clarke) założył w 1992 r. wraz z przyjacielem Garym Ballem spółkę Adventure Consultants, zajmującą się usługami przewodnickimi. Głównym terenem eksplorowanym przez tych wspinaczy był właśnie Mount Everest. Po śmierci Balla w 1993 r. Rob Hall cieszył się opinią przewodnika bezpiecznego i niezawodnego.

    Tragiczne wydarzenia pokazane w filmie "Everest" miały miejsce w 1996 r. Hall był już wtedy himalaistą światowej sławy, który wspiął się na najwyższy szczyt naszej planety więcej razy, niż jakikolwiek inny alpinista (nie licząc Szerpów). W wyprawie miała też uczestniczyć jego żona, Jan Arnold (w filmie odgrywa ją Keira Knightley), jednak okazało się, że małżonkowie oczekują dziecka. Z tego powodu Jan pozostała w domu. W dniu, gdy na Evereście rozgrywał się dramat, ona była w 7 miesiącu ciąży.

    Ekspedycja prowadzona przez Adventure Consultants liczyła 11 osób - w jej skład wchodziło 3 przewodników i 8 klientów (wśród nich Jon Krakauer, dziennikarz, który opisał później te wydarzenia w książce "Wszystko za Everest"). Atak szczytowy podjęli 10 maja, niedługo po północy. Prócz nich szczyt szturmowało też tego dnia wielu innych wspinaczy, w tym komercyjna grupa prowadzona przez Scotta Fishera oraz himalaiści z wyprawy tajwańsko-indyjskiej. Na ostatniej prostej, powyżej obozu IV znalazło się w tym samym czasie 33 wspinaczy.

    Cały ten tłum szedł powoli, jakby w korku. Wolniejsi nie mieli zamiaru się wycofać (poza dwoma klientami) i przyhamowywali w ten sposób szybszych. Na wysokości 8300 m. okazało się, że dalsza droga nie jest zaporęczowana. Konieczność układania poręczówek dodatkowo znacząco opóźniła wspinaczkę.

    Ostateczną "bezpieczną" godziną dotarcia na szczyt była 14. Ta sztuka udała się jednak tylko 6 osobom. Mimo to przewodnicy nie zawrócili pozostałych klientów. Wyjątkiem był Szerpa Ang Dorje, przewodnik z ekipy Halla, który schodząc ze szczytu próbował zawrócić niektórych wspinaczy. Spotkał się jednak z odmową m. in. Douga Hansena. Niedługo potem nad kopułę szczytowa Everestu nadciągnęły ciemne chmury i rozpętała się burza śnieżna z piorunami.

    W strefie śmierci zostało uwięzionych 19 osób. Tylko niektórym udało się przeżyć burzę. Następnego dnia rano, bazie udało połączyć się z Robem Hallem. Okazało się, że przewodnik został z Hansenem. Klient był jednak w fatalnym stanie, wszystko wskazywało na to, że umiera. Wezwana przez Roba pomoc nie miała szans dotrzeć na czas. Hansen zmarł w krótkim czasie.

    Niestety przez czas spędzony na tak dużej wysokości i fatalne warunki pogodowe Rob również stracił większość sił. Gdy dotarło o niego, że umiera, zadzwonił jeszcze do bazy i poprosił o połączenie przez telefon satelitarny z przebywającą w Nowej Zelandii żoną.

    - "Śpij dobrze, kochanie. Nie martw się za bardzo" - powiedział. Chwilę później zmarł.

    W ciągu tych dwóch dni na Evereście zginęło w sumie 15 osób. Przewodnicy, ich klienci oraz niekomercyjni himalaiści. To jeden z najczarniejszych dni w historii eksploracji tego szczytu. Więcej osób zginęło na Evereście tylko raz - w kwietniu 2015 r., gdy po trzęsieniu ziemi w Nepalu ze szczytu na bazę zeszła potężna lawina.

    Córka Halla, Sara, urodziła się dwa miesiące po śmierci swojego ojca.

    Filmową adaptacje tych wydarzeń będziemy mogli obejrzeć w kinach już od 18 września.

    Everest - Official Movie Trailer (Universal Pictures)
    Universal Pictures UK

     

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Anna
      03.09.2015 01:46
      Ojciec wolał górę niż córę.
    • :(
      03.09.2015 08:42
      Ktoś powinien w końcu napisać o bezsensie komercyjnych wycieczek na Everest. Tysiące ludzi włażą niemalże chodnikiem na tę górę prowadzeni jak barany przez przewodników. Kto jednak nie ma dość kondycji, ten nieraz zdycha przy drodze. Po wejściach zalegają tony śmieci. Ani sportu, ani "romantyzmu", ani wyczynu tam nie ma. Czysta komercja w cenie 50 000 USD lub więcej.
    • jasiu
      04.09.2015 13:29
      No i po przeczytaniu nie mam już właściwie po co iść do kina. Wielkie dzięki za zdradzenie całej fabuły :(
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół