• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Co zrobić z falą imigrantów?

    Grażyna Myślińska

    |

    GN 36/2015

    dodane 03.09.2015 00:15

    Lawina uchodźców nieodwracalnie zmieni Europę. To pewne. Otwarte pozostaje pytanie o kierunek tych zmian.

    Trupy w ciężarówce do przewożenia mięsa pod Wiedniem i w ładowni statku u wybrzeży Libii. Premier Węgier zapowiada skierowanie dodatkowych kilku tysięcy żołnierzy do pilnowania granicy z Serbią. Premier Włoch grozi wypowiedzeniem układu z Schengen. W Niemczech kolejna fala podpaleń obozów dla uchodźców. To tylko kilka informacji z ostatnich dni. Co jeszcze musi się wydarzyć, żebyśmy zrozumieli, że to przełom? Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji z siedzibą w Genewie od początku bieżącego roku do Europy przybyło przez Morze Śródziemne ponad 250 tys. imigrantów, w tym blisko 150 tys. do Grecji i ponad 100 tys. do Włoch. Urząd Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) szacuje, że Macedonia przyjmuje do 3 tys. uchodźców dziennie. Zmierzają do Serbii, później do Niemiec, Szwecji, Norwegii lub Holandii. Władze Niemiec przewidują, że w tym roku dotrze do tego kraju ponad 800 tys. imigrantów. To dopiero początek. Według danych FRONTEX (unijna agencja ds. granic), tylko w lipcu do granic UE dotarło 107,5 tys. imigrantów – trzykrotnie więcej niż w tym samym miesiącu przed rokiem. Ludzi gna już nie tylko wojna i głód. To rodzaj owczego pędu, nakazującego naśladować znajomych i sąsiadów. Zachowania przywódców Unii Europejskiej i rządów poszczególnych krajów członkowskich dają się opisać klasycznymi już słowami: „Pierwsza moja myśl: tam za moimi plecami jest mój dom, tam są moje dzieci, wpadam do domu, zamykam drzwi i opiekuję się własnymi dziećmi”. Zgodnie z tym impulsem buduje się więc zapory, zwiększa liczbę patroli, nasila kontrole graniczne, a nawet zwołuje szczyt przywódców. Od tego jednak uchodźców nie ubywa. Lada chwila drzwi domu, w którym się schroniliśmy, mogą nie wytrzymać naporu. Co wtedy? Zaminujemy podwórko czy od razu zaczniemy strzelać z okien?

    Czym się skończy uszczelnienie Bałkanów?

    Polityka uszczelnienia Bałkanów zaporami – którą najłagodniej określić można słowem „nieodpowiedzialna” – jest na razie nieskuteczna. Co jednak się stanie, jeśli wreszcie uda się zagrodzić bałkański szlak na Węgry i do Austrii? Odpowiedź jest jedna: Bałkany wybuchną. Wyobrażenie, jak to może wyglądać, możemy mieć na podstawie niedawnych wydarzeń w Macedonii.

    Gdy na początku sierpnia rząd tego kraju podjął próbę zablokowania granicy z Serbią i zawrócenia imigrantów na południe, wybuchły zamieszki, tak gwałtowne, że władze Macedonii ponownie otworzyły granicę, umożliwiając imigrantom jej przekroczenie. W rezultacie Serbia oznajmiła, ustami swego ministra spraw zagranicznych Ivica Daczića, że ma dosyć. Serbia pozbędzie się imigrantów, oświadczył minister, kierując ich na zachód, czyli na Bośnię i Hercegowinę oraz Chorwację. Bośnia i Hercegowina to najbiedniejszy kraj Europy. Wysokie, sięgające 50 proc. bezrobocie, było w tym roku przyczyną zamieszek. Bośni na pomoc imigrantom zwyczajnie nie stać. Nie oferując nic, stanie się krajem tranzytowym na drodze do Słowenii i Chorwacji, których rządy już zresztą przygotowują się na imigracyjną falę. W uszczelnieniu granic pomagać im będzie granicząca ze Słowenią Austria. W rezultacie uzyska koncentrację imigrantów na swojej granicy. Sytuacja na Bałkanach przypomina trochę zatykanie syfonu, do którego przykręcono zbyt duży nabój: korek nie ma szans wytrzymać ciśnienia. Różnica jest taka, że Bałkany to nie syfon, a beczka z prochem.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • katoliczka
      07.09.2015 15:07
      ja myślę że można rezydencję w Kobiórze przystosować dla uchodżców.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół