• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Odnawianie starego

    Franciszek Kucharczak

    |

    GN 36/2015

    dodane 03.09.2015 00:15

    Po usunięciu ze szkoły religii jej miejsce zawsze zajmuje kult bożków.

    Podobno Polacy mają dość religii w szkole i tęsknią za lekcjami przy kościele, które ponoć były lepsze. Ci, którzy pamiętają tamte katechezy, potwierdzają, że człowiek na nich czuł się dużo lepiej niż teraz. W kościach nie strzykało, przemiana materii była lepsza, a i dziewczyny fajniejsze były. Zupełnie, jakby się odmłodniało o kilkadziesiąt lat. No i ciekawiej to było prowadzone. Co prawda nie wiadomo dlaczego, ale było lepiej i już. A skoro kiedyś było lepiej, to znaczy, że teraz jest gorzej, no nie?

    Sentymentalne wspominki dawnej katechizacji są wykorzystywane przez coraz aktywniejszych rzeczników „świeckiej szkoły” (przy okazji: czy ktoś widział w polskim prawie zapis o „świeckiej” szkole?). Oni, a jakże, troszczą się o katechezę, której poziom, jak twierdzą, zaraz będzie wyższy, gdy religia wróci do salek. Równolegle coraz mocniej atakują społeczeństwo argumentem z „troski o finanse państwa”. Bo to rzekomo łożenie z państwowej kasy na Kościół itepe, itede. Do tego dochodzi darcie szat nad rzekomo nędznym poziomem nauczycieli religii i takie tam.

    I rzecz dziwna – to nie działa. Nawet ten bajer z kasą. Rodzice uparcie posyłają swoje dzieci na religię. Znaczące jest w tym kontekście fiasko akcji „Liberte” – inicjatywy obywatelskiej zmierzającej do wycofania lekcji religii ze szkół. Jej aktywiści w ciągu kilku miesięcy starań nie zdołali zdobyć nawet jednej trzeciej ze 100 tysięcy podpisów wymaganych do tego, aby Sejm zajął się tą sprawą.

    Ale ataki na szkolną religię nie ustaną, bo jej nieobecność w szkole jest pierwszym warunkiem swobodnego robienia uczniom wody z mózgu. Wiedzieli to komuniści, dlatego gdy tylko mogli, wyrzucali religię do salek. Bo dopóki w szkole jest religia, trudno skutecznie wpajać uczniom kłamliwe dogmaty tego świata. Bo tu o wychowanie właśnie chodzi. Nie o wiedzę, jak na matematyce, fizyce czy historii – chodzi o sposób myślenia i o wynikające z tego działanie.

    Dopóki w szkole jest religia, nie można wiarygodnie mówić czegoś przeciwnego. Gdy na jednej lekcji dzieci dowiadują się o Bogu, który powołał nas do życia jako kobiety i mężczyzn, to mało wiarygodnie zabrzmi gadanie ideologa gender o „płci kulturowej”. Jakoś trudno uczyć dzieci zakładania prezerwatywy, gdy w tej samej szkole uczy się je odpowiedzialnego zakładania rodziny. Nie bardzo da się przed przerwą zachwalać masturbację, gdy po przerwie dzieci dowiedzą się, że masturbacja niszczy ludziom życie. Jak nauczyciel ma mówić, że można mieć dwóch tatusiów, gdy inny nauczyciel powie, że nie można? I tak dalej.

    Już choćby dlatego religia w szkole musi być solą w oku „postępców”. Sama jej tam obecność jest mocnym komunikatem dla uczniów, że jesteśmy obywatelami jako chrześcijanie i jako tacy mamy prawo realizować nasze przekonania zawsze i wszędzie.

    Tylko pięknoduchy mogą sądzić, że miejsce religii w szkole pozostałoby puste. Za komunizmu zastąpiła ją nieskrępowana ateizacja i kult komunistycznych bonzów. Teraz bożek nihilizmu czeka pod rękę z bożkiem seksualizacji.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • spoko
      03.09.2015 11:20

      Różnica między salką katechetyczną, a salą lekcyjną jest taka, że w salce uczyło się religii, a w szkole uczy się o religii.

    • Verdi
      03.09.2015 11:26
      Czytam pana Tadeusza i rozumiem, że autor pamięta niemal żyjącego Mickiewicza, bo takiej katechezy obecne pokolenie już nie zna.
      Dyskusje uczniów na katechezie są niemal ZAWSZE obecne, im wyższy poziom nauczania, tym odważniejsze dyskusje.
      Odejdę od polemiki z panem Tadeuszem, bo wiek jego budzi u mnie szacunek, ale pragnę przypomnieć, że największym wrogiem katechizacji publicznej (także w szkole) jest szatan. I będzie robił wodę z mózgu nawet najbardziej światłym obywatelom, wierzącym i innej maści, po to, żeby dyskredytować obecność Boga w naszym nędznym życiu.
      Jeśli spojrzymy na ten problem z tego punktu widzenia, to wszystko stanie się jasne. Nie walczymy tylko z ciasnym umysłem człowieka.
      doceń 12
    • Mol
      03.09.2015 14:54
      Szanowny Panie Redaktorze, ja akurat chodziłam do szkoły w czasie, kiedy religia wracała do szkół, czyli w podstawówce chodziłam jeszcze do salki katechetycznej, a w liceum już do szkoły. I naprawdę w salce było lepiej! Pamiętam atmosferę skupienia i powagi. A w szkole, jak to w szkole. Klimat godziny wychowawczej, czyli wygłupy, demonstracyjne ziewanie i czekanie na dzwonek. Katecheta był bardzo fajny. Ale szanse miał niewielkie. A człowiek się aż tak bardzo nie zmieniał między końcem ósmej klasy a początkiem pierwszej!
    • gut
      03.09.2015 20:39
      To będzie ciężka batalia.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół