• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Listy zostały rzucone

    Piotr Legutko

    |

    GN 36/2015

    dodane 03.09.2015 00:15

    Wiemy już, spośród jakich nazwisk przyjdzie nam wybierać 25 października. O kształcie list jak zawsze decydowali szefowie partii.

    Jeśli ktoś miał wątpliwości, jak funkcjonuje polski system partyjny, dostał właśnie lekcję poglądową. Prezydentem jest Andrzej Duda, premierem może zostać Beata Szydło, ale to Jarosław Kaczyński układa kolejność na listach PiS, zrzuca z piedestału i wyciąga z niebytu. Nie inaczej wygląda proces decyzyjny w PO. Ewa Kopacz nagradza „jedynkami” swoich ministrów i karze posłów za publiczną krytykę. Tylko te dwie partie mogą być pewne dużej liczby foteli w przyszłym parlamencie. W pozostałych ugrupowaniach układanie list było wyborem w rodzaju „być albo nie być”. Gdy wiadomo, że mandatów będzie niewiele, dalsze miejsce na liście jest jak wyrok skazujący na polityczny niebyt.

    Miejsce w szyku

    W miniony czwartek swoje listy domknął PiS. Ale przyjęto też uchwałę, że prezes może je w każdej chwili otworzyć na nowo. Na listach obok obecnych posłów PiS znaleźli się m.in. także politycy Polski Razem i Solidarnej Polski. Ale o pozycji obu partii względem hegemona dużo mówią pozycje ich liderów na listach – ostatnie: Jarosława Gowina w Krakowie i Zbigniewa Ziobry w Kielcach. Oczywiście pozycja na starcie wcale nie musi oznaczać miejsca na mecie. Zwłaszcza w przypadku Ziobry, bo liderką w jego okręgu jest szerzej nieznana Anna Krupka. Dla niej porażka z byłym ministrem sprawiedliwości w rządzie Kaczyńskiego nie będzie dyshonorem. Inaczej w Krakowie. Tu przegraną polityków PiS z byłym ministrem sprawiedliwości w rządzie Tuska trudniej byłoby przełknąć. Stąd obecność na jedynce Małgorzaty Wassermann, zaangażowanej w wyjaśnianie przyczyn katastrofy smoleńskiej, dotąd nieuczestniczącej jednak w aktywnej polityce. Inne jedynki dostali znani i sprawdzeni w bojach politycy PiS. Jarosław Kaczyński wystartuje w Warszawie, a Beata Szydło w swoim okręgu chrzanowskim. Niespodzianek jest niewiele, co zapewne wiąże się z wysokimi notowaniami partii. Nie musi ona sięgać po celebrytów. Pewnym zaskoczeniem może być jedynie start Joanny Lichockiej, dziennikarki związanej z „Gazetą Polską” i TV Republika, z jedynki w okręgu kalisko-leszczyńskim. Pierwsze miejsce w Toruniu dostał były prezes Polskiego Radia – Krzysztof Czabański.

    Grzeczność aż do stóp szafotu

    Ale po ogłoszeniu list PiS najgłośniej było nie o tym, kto wystartuje, lecz kogo zabraknie. Nie będzie Jacka Kurskiego, co raczej do niespodzianek trudno zaliczyć, bo poróżnił się zarówno z PiS, jak i z partią Zbigniewa Ziobry. Mógł więc liczyć tylko na „rewizję nadzwyczajną” prezesa. Prawdziwą sensacją okazał się za to brak na listach Marcina Mastalerka. Jest przecież rzecznikiem sztabu wyborczego PiS. Nic dziwnego, że Mastalerek stał się w ostatni weekend lata bohaterem we wszystkich telewizjach. Ale głęboko rozczarował dziennikarzy. Zachował zimną krew, kierując się bismarckowską zasadą „grzeczność aż do stóp szafotu”. – Zaskoczony może być gimnazjalista czy licealista, a nie ktoś, kto profesjonalnie podchodzi do polityki – mówił w TVN 24. Po raz kolejny okazało się też, że „profesjonalizm” w polskiej polityce nie zawsze polega na dotrzymywaniu umów. Przekonał się o tym m.in. Paweł Kowal, który zgodnie z porozumieniem między PiS a PR miał być kandydatem do Senatu ze Stalowej Woli. Na razie nie jest, a Jarosławowi Gowinowi pozostaje apelacja. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom zabraknie na listach PiS także innego wysoko ocenianego europarlamentarzysty – Konrada Szymańskiego (miał kandydować z Poznania).

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół