• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wykłady kontrolowane

    Jacek Dziedzina

    |

    GN 36/2015

    dodane 03.09.2015 00:15

    W Wietnamie może powstać katolicka uczelnia wyższa. Pierwsza od czasu przejęcia kraju przez komunistów. To prawdziwy przełom dla tamtejszego Kościoła. Nie oznacza jednak końca problemów milionów wietnamskich katolików.

    Instytut Katolicki. Taką nazwę ma nosić nowa kościelna uczelnia w Wietnamie. Nowa i pierwsza od czasu, gdy obie części kraju – północna i południowa – znalazły się w rękach komunistów. Bynajmniej jednak nie pierwsza w historii Wietnamu. Wcześniej istniały tam trzy katolickie uczelnie wyższe, w tym dwa uniwersytety. Wszystkie na bardzo wysokim poziomie. Na tyle wysokim, że ideologia sierpa i młota w wersji wietnamskiej nie mogła ich tolerować. Co takiego się stało, że dzisiaj ten sam system zgadza się na reaktywację katolickiej inteligencji?

    Sajgon z uczelnią

    – Episkopat wietnamski starał się o możliwość prowadzenia wyższej szkoły katolickiej od dawna. Teraz rząd komunistyczny podpisał umowę o uruchomieniu takiej szkoły, ale droga do realizacji projektu jest jeszcze daleka – mówi GN Ton Van Anh, wietnamska działaczka opozycyjna, mieszkająca od ponad 20 lat w Polsce (od paru lat również obywatelka Polski). Uczelnia ma powstać w dawnym Sajgonie (dziś Miasto Ho Chi Minha, od pierwszego przywódcy komunistycznego w Wietnamie). Przeszkody, jakie mogą się pojawić w tym przedsięwzięciu, są związane m.in. z problemami lokalowymi. – Episkopat liczył na to, że uczelnia będzie miała siedzibę w którymś z wielu kościelnych budynków, skradzionych przez państwo. Spotkał się jednak ze stanowczą odmową. Rząd oczekuje, że szkoła będzie filią jednej ze szkół działających za granicą. Takie precedensy już istnieją, ale dotyczą szkół zawodowych: ekonomicznych lub technicznych. Poza tym cały ciężar finansowy budowy oraz prowadzenia szkoły ma ponosić episkopat, państwo zaś oczekuje, że uczelnia będzie podporządkowana administracji komunistycznej. Mimo to trzeba mieć nadzieję, że po kilkudziesięciu latach dyktatury powstanie znowu katolicka uczelnia, porównywalna może nie z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, ale raczej z Akademią Teologii Katolickiej w czasach komunizmu w Polsce – dodaje Ton Van Anh. Jak widać, mimo oczywistego przełomu, jakim będzie prawdopodobne otwarcie nowej uczelni katolickiej, sytuacja Kościoła w Wietnamie jest ciągle trudna. Miałem okazję przekonać się o tym pięć lat temu w czasie miesięcznego pobytu w tym kraju i podczas licznych spotkań z biskupami, księżmi i świeckimi – od Hanoi na Północy po Sajgon na Południu. I wtedy, i dzisiaj Wietnam z jednej strony pozornie sprawiał wrażenie kraju o sporym marginesie wolności religijnej (w zależności od regionu), z drugiej zaś dotarcie do miejsc i osób, do których nie docierają turyści, pozwalało poznać pełną prawdę o warunkach, w jakich rozwija się tamtejszy Kościół. Tak, to nie przejęzyczenie: mimo wszystko rozwija się bardzo dynamicznie. Oficjalnie w 80-milionowym kraju ponad 8 mln to właśnie katolicy, ale z niejednego źródła słyszałem, że te dane mogą nie odzwierciedlać rzeczywistości: co roku tysiące osób, także dorosłych, przyjmuje chrzest, a poza tym statystyki nie uwzględniają regionów, gdzie choć wszelka działalność religijna jest z urzędu zakazana, to w ukryciu rozwijają się dynamiczne wspólnoty katolickie.

    Wolność religijna?

    Jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w Hanoi, stolicy Wietnamu, w samym sercu starego miasta znajduje się tuż przy placu, na którym stoi katolicka katedra św. Józefa, zbudowana jeszcze w czasach, gdy Wietnam był francuską kolonią. Proboszcz katedry mówił mi, że tylko w tej jednej parafii jest ok. 100 chrztów dorosłych rocznie, a w całym Hanoi do 300 osób pragnie przyjąć chrzest. W całym Wietnamie jest to około 40 tys. dorosłych rocznie. W Hanoi seminarium duchowne podzielone jest na dwa budynki z powodu wielu chętnych. W jednym i drugim studiuje po 150 kleryków. Powołań nie brakuje, tylko państwo ogranicza Kościół limitami przyjęć do seminarium. Klerycy w Hanoi pochodzą również z innych diecezji, gdzie albo nie ma seminarium, albo limity nie pozwoliły im rozpocząć formacji kapłańskiej. Od 1954 r., kiedy na Północy komuniści przejęli władzę, wypędzając francuskich kolonizatorów, aż do roku 1989 nie mogło działać legalnie żadne seminarium. Ewentualnie funkcjonowały pojedyncze placówki z limitami przyjęć, na przykład co 6 lat. Przyszli księża kształcili się w podziemiu. Pozory wolności religijnej można też zaobserwować w Sajgonie, czyli dzisiejszym Mieście Ho Chi Minha, gdzie siedzibę będzie miała nowa katolicka uczelnia. Gdy byłem tam 5 lat temu, zaskoczył mnie obrazek: przed katedrą Notre-Dame wieczorem trzy ekipy wiernych na zmianę prowadziły czuwanie pod figurą Maryi. Od czasu, gdy 10 lat temu na figurze pojawiły się, według relacji świadków, łzy, codziennie przychodzili tam wierni na kilkugodzinną adorację. A w kościele dominikanów w tygodniu na Mszy św. o 5 rano uczestniczyło blisko 80 osób, wieczorem już ponad 300! W całym Wietnamie do III zakonu dominikańskiego należy aż 100 tys. świeckich.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół