• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kto ma problem z katechezą?

    Bogumił Łoziński


    |

    GN 36/2015

    dodane 03.09.2015 00:15

    Problem z obecnością katechezy w szkole mają środowiska lewicowo-liberalne. Ich ataki na ten przedmiot potwierdzają, jak ważny jest dla przekazu wiary i moralności.


    Gdyby argumenty przeciwników szkolnej katechezy, np. o niskim poziomie, były prawdziwe, to sale, gdzie się odbywają jej lekcje, powinny świecić pustkami. Tymczasem uczęszcza na nią około 90 procent uczniów. A nie jest to przedmiot obowiązkowy. Mimo to nauczanie religii w szkole wciąż jest solą w oku światopoglądowych liberałów. Choć podają argumenty finansowe czy dyskryminacyjne, w rzeczywistości prowadzą walkę z wiarą i wynikającymi z niej wartościami. Doskonale zdają sobie sprawę, że katecheza, mimo niedoskonałości, jest jednym z najważniejszych miejsc kształtowania chrześcijańskiego systemu moralnego młodego człowieka. 


    Ćwierć wieku sporów


    Decyzję o powrocie nauczania religii do szkół publicznych podjął w sierpniu 1990 r. rząd Tadeusza Mazowieckiego. Instrukcję w tej sprawie wydał ówczesny minister edukacji Henryk Samsonowicz. Przedtem katecheza była obecna w szkołach do 1961 r., kiedy to została usunięta przez komunistów z przyczyn ideologicznych. Religia w szkole od początku była przedmiotem ataków środowisk lewicowych. Już w 1990 r. ówczesna rzecznik praw obywatelskich Ewa Łętowska zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego instrukcję ministra edukacji. Co warte podkreślenia, powoływała się przy tym m.in. na zapisy wówczas obowiązującej konstytucji z 1952 r. o świeckości państwa. Trybunał wniosek odrzucił. Skargi dotyczące naruszenia rozdziału Kościoła od państwa przez obecność katechezy w szkole były składane do Trybunału jeszcze kilkakrotnie, ale nigdy nie zostały rozpatrzone pozytywnie.

    W 1991 r. w ustawie oświatowej pojawił się zapis, że szkoła organizuje naukę religii na życzenie rodziców bądź samych uczniów. To ważny moment, bowiem katecheza uzyskała umocowanie ustawowe, a nie na podstawie instrukcji. Jednak najważniejszy jest zapis w obowiązującej konstytucji z 1997 r.,
który stwierdza, że „religia Kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole” (art. 53). Także konkordat potwierdza prawo do szkolnej katechezy.
W ostatnich latach znów podjęta została inicjatywa uderzająca w religię w szkole. Gdy w 2007 r. ówczesny minister edukacji Roman Giertych zarządził, że ocena z religii będzie wliczana do średniej na świadectwie, posłowie lewicy zaskarżyli ten przepis do Trybunału Konstytucyjnego. Argumentowali m.in., że narusza to zasadę rozdziału Kościoła od państwa. W 2009 r. Trybunał uznał te rzuty za bezpodstawne i stwierdził: „Nauczanie religii jest jednym z przejawów wolności religii w świetle współczesnych standardów pluralistycznego społeczeństwa demokratycznego”. 


    Dyskryminacja 
pozytywna


    Ponieważ na gruncie prawa przeciwnicy religii ponoszą porażki, wysuwają argumenty finansowe oraz ideologiczne.
W ostatnich miesiącach głośno jest o inicjatywie „Świecka szkoła”, podjętej przez ludzi skupionych wokół pisma „Liberté!” – w marcu rozpoczęli oni zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o zniesieniu finansowania religii z budżetu. Podają przy tym niebotyczną kwotę, jaka ma iść na szkolną katechezę – 1 mld 364 mln zł rocznie. Nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością. Według danych kościelnych na katechezę idzie z budżetu państwa najwyższej 350 mln zł. Jednak nie chodzi tu o wielkość środków, lecz o zasadę.

    Autorzy projektu obywatelskiego uważają, że pieniądze państwowe nie powinny iść na katechezę. Na szczęście żyjemy w systemie demokratycznym, w którym środki budżetowe to podatki obywateli, i to my, poprzez swoich przedstawicieli, decydujemy, na co je wydać. A rzeczywistość pokazuje, że Polacy chcą religii w szkole. Dowodem jest nie tylko stabilna frekwencja. Z badań CBOS z 2012 r. wynika, że 72 procent ankietowanych jest za katechezą w szkole, a 82 procent ją akceptuje. W ciągu pięciu miesięcy pod projektem „Świecka szkoła” podpisało się ok. 30 tys. osób. Aby zajął się nim Sejm, do końca września musi poprzeć go 100 tys. osób, co jest mało prawdopodobne. Założona w tym samym czasie na Facebooku strona „Tak dla religii w szkole” ma prawie 50 tys. fanów. Fiasko inicjatywy środowiska „Liberté!” jest najlepszym dowodem na to, że Polacy chcą katechezy w szkole, i to finansowanej z ich podatków. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół