• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Program początkowy

    ks. Tomasz Jaklewicz


    |

    GN 36/2015

    dodane 03.09.2015 00:15

    Aby widzieć te sprawy po Bożemu, trzeba wrócić do początku. Tak mówi Jezus i tym tropem idzie Jan Paweł II. Mężczyzna i kobieta nie są z Marsa i Wenus, ale z raju, czyli z Boga.
Temat płci pojawia się już na pierwszych stronach Biblii.


    Kiedy do Jezusa przyszli faryzeusze z pytaniem o możliwość rozwodu, Pan odwołał się do „początku”. „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną i będą dwoje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,4-6).
Dla papieża ta odpowiedź Jezusa jest punktem wyjścia refleksji o początku, czyli o stworzeniu człowieka jako mężczyzny i kobiety. 
My też często zwracamy się do Boga i do Kościoła z pytaniami o to, czy czegoś wolno, czy nie. „Czy całowanie jest grzechem?” – pytają nastolatki na religii. Dzisiejsi gimnazjaliści pytają już nie tylko o to. Małżonkowie dopytują się o rozwód, o antykoncepcję, o in vitro. Błąd takiego podejścia polega na tym, że pytamy o prawo, o to, co jest zakazane, a co dozwolone. Pomijamy pytanie o prawdę, o istotę rzeczy.

    Papież stawia sprawę inaczej. Wychodzi od innych kwestii: „Jaka jest prawda o seksie i o miłości? Dlaczego jako ludzie jesteśmy mężczyzną lub kobietą? Czemu się nawzajem pociągamy?”. Odpowiedź biologa, psychologa, seksuologa nie wystarczy. Konieczna jest teologia, czyli prawda o człowieku jako o Bożym stworzeniu, najdoskonalszym i najukochańszym. Wiara daje światło. W świetle wiary mogę podejmować dobre wybory w kwestiach seksualności i miłości. Wszelkie zasady, w których słyszymy „nie wolno”, wynikają z wielkiego chrześcijańskiego TAK dla miłości, cielesności, seksualności. Jeśli się nie słyszy tego TAK, wtedy zakazy odbierane są jako zamach na wolność czy szczęście. 


    Adam i Ewa,
wersja oryginalna


    Prawda o stworzeniu zapisana jest w Biblii w formie prostych, archaicznych, mitycznych opowieści. Księga Rodzaju nie jest wykładem. Jest zbiorem opowiadań. Dziś naukowcy roszczą sobie nieraz (niesłusznie!) prawo do jedynej prawdziwej wiedzy o świecie i człowieku. Biblia w prostych słowach wyraża mądrość głębszą niż prawdy naukowe. Pokazuje człowieka w relacji do swojego Źródła i Celu, czyli Boga. Dodajmy, że mądrość wiary nie stoi w sprzeczności z wiedzą naukową. Te dwa rodzaje wiedzy (naukowa i religijna) uzupełniają się. 
Musimy przenieść się na chwilę do raju, aby przyjrzeć się pierwszej parze ludzi – Adamowi i Ewie. Zostawmy na boku rozważania, jak opis stworzenia ma się do teorii ewolucji. Ważne jest to, że Adam i Ewa to ludzie tacy jak my. W każdym z nas jest albo „Adam”, albo „Ewa”. Ta pierwsza ludzka para jest symbolem naszego „początku”. Mówiąc językiem informatyki, Adam i Ewa są obrazem pierwotnego „programu obsługującego”, który Bóg wprowadził w męskość i kobiecość, czyli seksualność człowieka. Papież zauważa, że pierwotne doświadczenia Adama i Ewy „tkwią stale u korzenia wszystkich ludzkich doświadczeń”. Biblijna opowieść jest oszczędna w słowach, ale pomaga odczytać ten pierwotny Boży program. Ponieważ jednym z jego istotnych elementów jest wolność, dlatego doszło (i wciąż dochodzi) do jego uszkodzenia. Można powiedzieć, że w oryginalnym, bezbłędnym programie pojawił się „wirus”, czyli grzech, który zburzył Boży plan, zatruł relacje płci diabelskim oszustwem i rozregulował delikatny mechanizm seksualnego przyciągania służącego miłości i życiu. Upadek Adama i Ewy zawirusował Boży program, ale go całkowicie nie zniszczył. Konieczna była naprawa, której dokonał Jezus Chrystus, wcielony Bóg. Dzięki Niemu, dzięki Jego łasce, możliwy stał się powrót do „początku”, czyli odczytanie pierwotnego „programu obsługującego” seksualność. Oczywiście nadal istotnym jego elementem jest wolność, a diabeł nie śpi. To powoduje stałe narażenie delikatnej, intymnej sfery człowieka na nowe mutacje odwiecznego wirusa pychy, egoizmu, pożądania. Więź z Chrystusem jest najskuteczniejszym „antywirusem”. Dlatego małżeństwo jest pobłogosławione jako sakrament. Ludzka miłość mężczyzny i kobiety jest wszczepiona w winny krzew Jezusowej obecności, mocy, miłości. 


    Pierwotna samotność


    Jak to działało przed upadkiem? Nad tym zastanawia się Jan Paweł II, przekonany, że w odkryciu tego pierwotnego zamysłu Boga znajdziemy konkretne wskazówki dla naszego życia. Jaki więc był ów pierwotny, Boski „program” seksualności? Papież wylicza trzy podstawowe elementy: pierwotną samotność, pierwotną jedność i pierwotną nagość. 
Zacznijmy od pierwotnej samotności. W drugim opisie stworzenia czytamy: „Potem Bóg rzekł: »Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc«” (Rdz 2,18). Papież zwraca uwagę, że chodzi tutaj nie tyle o samotność mężczyzny bez kobiety, ale o samotność człowieka jako takiego (Adam to po hebrajsku „człowiek”). Taki „bezpłciowy” człowiek nigdy nie istniał. Autor biblijny, a ostatecznie Bóg, chce nam powiedzieć, że człowiek, żyjąc w pięknym, dobrym świecie, czuje się kimś wyjątkowym wśród innych stworzeń i w tym sensie jest samotny. Człowiek nie jest jednak stworzony do samotności, ale do relacji, wspólnoty, miłości. Dlatego potrzebuje „odpowiedniej pomocy”, której nie ma w świecie stworzeń. Potrzebuje kogoś, kto dorównuje mu jako osoba, a jednocześnie jest jakoś inna. Stworzenie kobiety jest więc w istocie także stworzeniem mężczyzny. To zróżnicowanie płci wiąże się ściśle z pierwotną samotnością, z powołaniem człowieka do życia w relacji z kimś innym i dla niego. „Odpowiednią pomocą”, którą daje Bóg ludziom, to: mężczyzna dla kobiety i kobieta dla mężczyzny. Mężczyzna i kobieta są dani sobie jako wzajemna pomoc. Są wzajemnie obdarowani sobą. W sensie ogólnym, ale i w sensie konkretnej relacji. Słowo „dar” jest kluczowe. W prymitywnej interpretacji cytowane zdanie można rozumieć tak, że mężczyzna potrzebuje kobiety. Papież pokazuje, że to nie tak. „Pomoc” oznacza tutaj coś bardzo głębokiego. W Psalmie 33. sam Bóg jest nazwany „pomocą”. Chodzi o wzajemne dopełnianie się, o pomoc w stawaniu się człowiekiem, chodzi o miłość. Ona jest jedynym „lekarstwem” na pierwotną samotność.
Gdzie w tym wszystkim jest ciało? Kilka linijek wcześniej napisane było: „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia” (Rdz 2,7). Zauważmy: ciało powstaje w „dłoniach” Boga i nosi w sobie Jego Tchnienie (Jego Ducha). Czyli ciało pochodzi od samego Boga. Jest widzialnym znakiem niewidzialnego ducha. Papież powie wręcz, że ciało ma znaczenie sakramentalne. „Ono bowiem, i tylko ono – pisze Jana Paweł II – zdolne jest uczynić widzialnym to, co niewidzialne: duchowe i Boże”. Ciało ma być znakiem powołania człowieka do miłości. Jest także elementem „Bożego obrazu” w człowieku. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół