Nowy numer 17/2018 Archiwum

Mnisi biorą Francję

Podczas gdy wiele opustoszałych klasztorów w Europie Zachodniej zamienia się w hotele czy restauracje, benedyktyńskie opactwo Fontgombault w centralnej Francji przyjmuje kolejnych kandydatów. W dodatku otwiera swoje filie i przejmuje inne upadające klasztory.

W tej wiosce co czwarta osoba jest katolickim mnichem. Dokładnie tak, bo wśród ok. 250 mieszkańców ponad 60 to benedyktyni z tutejszego opactwa. W ubiegłym roku doszło nawet do kuriozalnego zdarzenia: lewicowi radni chcieli... wykreślić mnichów z list wyborczych, co obniżyłoby frekwencję w wyborach lokalnych o 25 proc. i w sposób oczywisty wpłynęło na wynik końcowy. Ten antydemokratyczny zamiar lewicy powiódł się tylko częściowo – sąd skreślił z listy wyborców 10 mnichów, którzy od pewnego czasu mieszkają już w innym opactwie. Na lewicę oburzyli się jednak mieszkańcy Fontgombault i burmistrz wioski, który rozpoczyna posiedzenia rady gminy od modlitwy. I choć brzmi to jak opowiastka o małej społeczności, która żyje w swoim egzotycznym, jak na francuskie warunki, światku, to tak naprawdę jest to historia jednego z miejsc, które promieniują na inne regiony Francji, a nawet eksportują mnisze życie do... Stanów Zjednoczonych. Tak, jedyny klasztor kontemplacyjny benedyktynów w USA mnisi z Fontgombault, założyli w Clear Creek w stanie Kolorado. We Francji z opactwa wyszły fundacje (klasztory) w Randol, Triors, Donezan, a ostatnio ekspansywni mnisi przejęli i przywracają do życia klasztor w Wisques niedaleko Calais. Gdy liczba mnichów dochodzi do 80 – tworzą nową fundację. Fontgombault jest fenomenem, który sprawia, że życie monastyczne w tym kraju ma przyszłość.

Mówią wieki

Abbaye de Notre-Dame de Fontgombault jest opactwem należącym do kongregacji Solesmes. Benedyktyńskie opactwo Solesmes w północno-zachodniej Francji słynie przede wszystkim ze śpiewu gregoriańskiego. Tam bowiem w XIX w. zainicjowano odrodzenie benedyktyńskiego monastycyzmu we Francji oraz kościelną odnowę liturgiczną właśnie na podstawie łacińskiego chorału.

Opactwo Fontgombault powstało pod koniec XI wieku. W kolejnych stuleciach miało ono potężną siłę rażenia – w krótkim czasie powstało ponad 20 nowych przeoratów. Później przeżyło m.in. podpalenie przez hugenotów, odbudowane zostało dopiero u schyłku XVII wieku, ale późniejsza rewolucja francuska zniszczyła klasztor. Po kolejnych perypetiach (była tam fabryka guzików i szpital) w 1948 r. ponad 20 mnichów z Solesmes przejęło to miejsce, które z czasem stało się najbardziej rozwijającym się opactwem we Francji. W czasie gdy wiele klasztorów w Europie i samej Francji zostało zamkniętych z powodu „wyginięcia gatunku mnicha”, do Fontgombault nie tylko przybywali nowi kandydaci, ale też opactwo zakładało nowe przeoraty i opactwa o tym samym, ściśle kontemplacyjnym charakterze. Co więcej, do opactwa przyjeżdżają coraz większe grupy gości i po prostu ludzi ciekawych miejsca, w którym czas jakby się zatrzymał. – Mnie tam przyciągnęła i przyciąga nadal modlitwa mnichów, całe dnie „kręcące się” wokół siedmiu godzin brewiarzowych, wokół Mszy (cichych o świcie i śpiewanych przed południem) – mówi Paweł Milcarek, redaktor naczelny kwartalnika „Christianitas”. Jego przygoda z Fontgombault zaczęła się jeszcze w latach 80. XX wieku. Nie ukrywa, że połączenie w modlitwie ciszy i śpiewu oraz stary (przedsoborowy) porządek liturgiczny sprawiły, że znalazł tam swoje miejsce na ziemi. Przed laty jeździł tam przynajmniej raz w roku z żoną. Obecnie z powiększoną rodziną udaje się wyjechać co dwa lata, ale nawet na 2–3 tygodnie.

Tradycja stara i nowa

Dawna liturgia rzeczywiście wygląda i brzmi wyjątkowo w średniowiecznych murach kościoła. Nic dziwnego, że miejsce przyciąga wszystkich, którzy tęsknią za czasami przedsoborowymi. Nie oznacza to bynajmniej, że Fontgombault stało się kolejnym centrum kontestującym Sobór Watykański II i posoborowych papieży (jak Bractwo św. Piusa X). Przeciwnie, kolejni opaci podkreślają, że jedną z podstaw ich życia jest „synowski stosunek do Kościoła i papieża”. Mnisi w duchu posłuszeństwa przyjęli nowy Mszał rzymski w 1974 roku, tzw. Mszał Pawła VI. Nie chcieli wywoływać skandalu i tworzyć kolejnych podziałów. Ale od roku 1984, a zwłaszcza 1989 r., stopniowo zaczęli wracać do dawnej liturgii, która zresztą nigdy nie została zakazana. – Założenie jest jednak takie, że każdy tamtejszy kapłan musi umieć odprawiać Mszę w obu formach. I oni nie tylko umieją, ale jeśli trzeba, to również odprawiają – mówi Paweł Milcarek. Zresztą pewien stary mnich, który opiekował się jego „nowicjatem” (oboje z żoną są oblatami benedyktyńskimi), nawet po powrocie klasztoru do „starej Mszy” odprawiał wyłącznie z nowego mszału. – Miał duże doświadczenie duchowe, a przy tym i nos wyostrzony na ewentualne fochy tradycjonalistycznych chłopaczków, którzy ciągną do Fontgombault z różnych stron – dodaje Milcarek.

« 1 2 3 »
oceń artykuł
  • Adam
    28.08.2015 15:52
    Francuzów jest około 66 milionów. Parudziesięciu mnichów jeszcze wiosny nie czyni, choć bardzo dobrze, że istnieją. Niech modlą się za swoją ojczyznę dzień i noc to może rzeczywiście Francja za 50 lub 100 lat będzie na powrót katolicka. Na razie jest to kropla w morzu potrzeb.
    doceń 0
  • Marcin
    01.09.2015 18:35
    Tu nie chodzi o to czy jest to dużo czy mało mnichów na Francję tylko o źródło i drogę dzięki której Ci mnisi tak pieknie rosną. A droga jest jasna powrót do tradycji (oczywiście w połączeniu z żywą wiarą).
    I taki kierunek powinien obrać Kościół a przynajmniej w Europie. Bo modernistyczne trendy w Kościele tylko go że tak delikatnie powiem ROZPIEPRZAJĄ !!
    doceń 1