• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Monika Olejnik troszczy się o Kościół

    Franciszek Kucharczak

    dodane 01.07.2015 15:20

    To, co mamy, to nie polemika – to próba uciszania niewygodnych opinii.

    Monika Olejnik w rozmowie z ks. Józefem Klochem w radiu Zet nawiązała do wyborów prezydenckich. Dopytywała, czy Kościół może wskazywać kandydata, na którego należy głosować. Rozmówca zauważył, że Kościół nie wskazuje konkretnych osób, lecz kryteria, które należy brać pod uwagę przy wyborze. Na przykład zgodność programu kandydata z nauczaniem Kościoła. Pani Olejnik próbowała udowodnić, że jest inaczej, a za argument – obok, rzecz jasna, Radia Maryja – posłużył jej nasz tygodnik.

    – A jeśli ktoś nie rozumie, to można powiedzieć wprost, tak jak to zrobił „Gość Niedzielny”, który powiedział: „Ci, którzy są katolikami, powinni wiedzieć, na kogo mają głosować – i nie powinien to być Bronisław Komorowski” – ironizowała. I nieco dalej zauważyła: – Może lepiej, żeby Kościół nie wtrącał się w politykę, tak by było najlepiej, a Kościół powinien się zająć moralnością.

    Zawsze gdy słyszę coś takiego, przychodzą mi na myśl słowa nieżyjącego już biskupa Tokarczuka, znanego z odwagi i niezłomnej postawy wobec komunistów. Kiedyś, przed przymusowymi „wyborami”, które w PRL były kłamstwem, farsą i kpiną ze społeczeństwa, biskup powiedział do wiernych, wypełniających po brzegi kościół: „Myśleliście, że będę mówił o polityce. Ale nie – będę mówił o moralności. Otóż udział w wyborach jest niemoralny”.

    To jest właśnie to. Nie istnieje polityka oderwana od moralności – a już zwłaszcza wybory.

    Nie wiem, do którego tekstu w „Gościu” odnosiła się pani redaktor, ale jeśli taki tekst był, to uważam, że był najzupełniej uprawniony. Bo o ile nie można z zupełną pewnością wypowiadać się o jakimkolwiek nowym kandydacie na prezydenta, to o urzędującym prezydencie, owszem, można. A gdy się jest publicystą, to nawet należy. Bronisław Komorowski podjął działania jawnie sprzeciwiające się nie tylko moralności chrześcijańskiej, ale po prostu prawu naturalnemu. Ratyfikacja genderowej konwencji czy wielokrotnie wyrażane wsparcie dla in vitro (a zapewne będzie i podpis pod finalizowaną właśnie fatalną ustawą) to w zupełności wystarczy, żeby powiedzieć jasno i niedwuznacznie: Na tego pana nie należy głosować.

    To powinna być rzecz dla katolika oczywista. A jeśli nie jest, to właśnie od tego jest katolickie czasopismo, żeby pewne rzeczy wyjaśniać, do czegoś zachęcać i przed czymś przestrzegać.

    A niby dlaczego katolicy mieliby pozbawiać się własnych mediów, wyrażających zgodną z Ewangelią opinię? Bo pani Olejnik się to nie podoba? Bo Adam Michnik będzie krzyczał? Bo Jerzy Urban całkiem inaczej pisze?

    A przepraszam – kto tu wyznacza standardy i dlaczego? Z jakiej racji czasopismo opinii, do jakich zalicza się „Gość Niedzielny”, miałoby milczeć o jakichś sprawach – zwłaszcza że są to sprawy dla chrześcijanina bardzo istotne? Ale nawet gdyby były to sprawy ściśle i wyłącznie polityczne, to co? Nie wolno? Jesteśmy obywatelami Polski i mamy prawo pisać tak, jak uważamy za właściwe i pożyteczne zarówno dla Kościoła, jak i dla Polski (te rzeczy są zresztą nierozłączne).

    To dobrze, że Kościół jednostronnie i wyłącznie z własnej woli zabrania duchownym brania udziału w strukturach politycznych państwa, ale – uświadomcie to sobie – prawo państwowe tego nie zabrania i zabraniać nie może. Księża mogliby zasiadać w dowolnych gremiach, bo mają te same prawa, co wszyscy inni. Że tak nie jest, wynika to wyłącznie z decyzji Kościoła. Tymczasem establishment już o tym zapomniał i uzurpuje sobie prawo do dyscyplinowania Kościoła nawet wówczas, gdy katolicy – zarówno duchowni jak i świeccy – wypowiadają się w mediach, i to katolickich.

    Gdyby to chodziło o polemikę, to w porządku. Ale w odniesieniu do zapalnych spraw moralnych prawie nie mamy polemiki – mamy uparte próby uciszenia mediów katolickich. Bo czemu innemu miałoby służyć namolne sugerowanie, że te media, gdy krytycznie odnoszą się do działań władzy, robią coś niewłaściwego? Czemu mają służyć donosy do papieża na polski Kościół lub na konkretnych biskupów? To tak ma wyglądać ten osławiony dialog, który rzekomo tak kocha środowisko "postępu"?

    Wychodzi na to, że inni mogą pisać co chcą – ale katolikom wolno wyrażać swój pogląd jedynie wtedy, gdy jest niekatolicki.

    Niedoczekanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • rekin
      02.07.2015 22:02
      Franciszek Kucharczak troszczy się o pisowskie przekazy dnia
    • sklerotyk
      03.07.2015 12:28
      "Najnowszy spot wyborczy Bronisława Komorowskiego jest świetnym prezentem dla katolików, którzy chcą głosować na kandydata reprezentującego wartości im bliskie. Wiedzą oni już, że nie jest to obecny prezydent.


      Klip wyborczy zatytułowany „Wybierz prezydenta Polaków, nie ich sumień” jest w całości atakiem na kandydata PiS Andrzej Dudę za to, że wyraził jasno swoją opinię na temat metody in vitro. W klipie padają słowa Dudy: „jako człowiek wierzący jestem przeciwnikiem in vitro” i dodaje „jestem przeciwny tej metodzie w tej postaci, w jakiej jest ona realizowana dzisiaj”. To wszystko na tle matki przytulającej swoje dziecko i muzyczki wyciskającej łzy.

      Nie bardzo wiedziałem do tej pory, na kogo głosować i nadal pewności nie mam, ale dzięki temu klipowi zostałem zachęcony do postawienia na Andrzeja Dudę. Dlaczego? Zobaczyłem człowieka, który ma odwagę powiedzieć, że jest człowiekiem wierzącym, że jego etyczne przekonania w kwestii in vitro (więc pewnie w innych też) są zgodne z nauczaniem Kościoła oraz że to ma znaczenie dla jego programu politycznego. To spora odwaga, bo Duda musiał zdawać sobie sprawę z tego, że mainstream medialno-polityczny mu tego nie daruje i jego wypowiedź zostanie zamieniona w pałkę, którą będą go walić po głowie. Tej pałki użył sam prezydent Komorowski z wdziękiem sobie właściwym.

      Katoliccy wyborcy dostali jasny sygnał, że kandydat Andrzej Duda dobrze rokuje jako reprezentant katolików, skoro przyznaje się publicznie do wiary i zasad moralnych motywowanych wiarą, nawet ryzykując spadkiem popularności. Co ten spot mówi o prezydencie Komorowskim? Ano między innymi to, że choć sam jest katolikiem, to jednak w wyborczej walce użył jako argumentu przeciwko swojemu przeciwnikowi faktu jego wierności wierze i etyce katolickiej. Komunikat Komorowskiego wysłany kilka dni przed wyborami brzmi więc tak: „Uważajcie na Dudę, on jest wierzący, co gorsza – podziela etyczne przekonania Kościoła i co najgorsze – można się spodziewać, że jego katolickie sumienie będzie wpływało na jego program polityczny. Rodacy, drżyjcie!”. Panie Prezydencie, zrozumiałem, wszystko jasne, dzięki za to ostrzeżenie. Wiem już, kogo mam się bać. I przyznam, że naprawdę się boję."

      Ciekawe dlaczego GN w pośpiechu musiał wycofywać ten artykuł???
      A pan redaktor ma niezłą sklerozę, ale to akurat mnie nie dziwi.
    • jasiek
      03.07.2015 12:44

      "Jesteśmy obywatelami Polski i mamy prawo pisać tak, jak uważamy za właściwe i pożyteczne zarówno dla Kościoła, jak i dla Polski (te rzeczy są zresztą nierozłączne)."
      Jak to nierozłączne??? A co mówi konkordat już w pierwszym artykule?
      "Rzeczpospolita Polska i Stolica Apostolska potwierdzają, że Państwo i Kościół katolicki są — każde w swej dziedzinie — niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego."

    • circ
      05.07.2015 01:16
      Tyle że PIS to tylko mniejsze zło niż neolewica. Marna pociecha.
      Pora podjąć temat filozofii która stoi za ideologiami;- socjalizmu i liberalizmu, ustrojowego paradygmatu prawdy, katolickiej aksjologii w zestawieniu z protestancką która stoi za socliberalizmem, personalizmu chrześcijańskiego.
      Tego oczekujemy od katolickich mediów i dziennikarzy. Uczcie się od prof. Guza.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół