• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Przyjdą barbarzyńcy?

    dodane 02.07.2015 00:15

    O tym, czy umiemy wyciągać wnioski z historii, rozmowa z profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego Andrzejem Nowakiem rozmawia Andrzej Grajewski.

    Andrzej Grajewski: W książce „Pierwsza zdrada Zachodu” opisuje Pan, jak w 1920 r. władze brytyjskie układały się z bolszewikami w sprawie nowego podziału Europy Wschodniej. Czytając o tym i pamiętając o kolejnych takich układach, zastanawiałem się, czy tego rodzaju postawa nie jest trwałym wyznacznikiem postawy Zachodu wobec naszego regionu?

    Andrzej Nowak: Warto rzeczywiście się zastanowić nad tym, co ten tytuł wywołuje czy prowokuje. Czy można mówić o zdradzie w 1920 r., a jeśli tak, to w jakim sensie? Niektórzy to kwestionują, mówiąc, że przecież Polska w 1920 r. nie miała żadnego układu sojuszniczego z Wielką Brytanią czy z Francją. Zatem trudno mówić o zdradzie Polski przez zachodnich sojuszników. Jednak to, co chciałem w tym tytule przekazać, naprowadza na inny trop. Przystępując do negocjacji z bolszewikami, którzy parli na Warszawę, Zachód w istocie zdradził własne zasady, które sam wcześniej ogłosił na kongresie wersalskim. Przesłanie tamtej konferencji było jasne: nie zawsze silny ma rację, nie można wszystkich sporów rozstrzygać przemocą militarną, a słabsze, mniejsze narody mają prawo do budowy własnej państwowości. I to prawo zostało latem 1920 r. podeptane przez brytyjskiego premiera Davida Lloyda George’a, który chciał rzucić Polskę na żer sowieckiej imperialnej ekspansji. Idąc tropem pana pytania, można tamte wydarzenia rozpatrywać także w kontekście współczesnym: postawy Zachodu wobec zaboru dokonanego siłą militarną przez Rosję na słabszym kraju, czyli Ukrainie.

    Pańska książka powinna być także przedmiotem refleksji polskich polityków, o ile w ogóle zechcą ją przeczytać, gdyż stawia zasadnicze pytania o możliwości wyboru polskiej polityki zagranicznej.

    Jeden z ważnych polityków z pewnością ją przeczytał. To Jarosław Kaczyński.

    Zdaje się, że jest jednym z nielicznych polityków, którzy u nas czytają poważne książki.

    I to niestety widać. Wracając zaś do pana pytania – moja książka podpowiada skądinąd banalną konstatację, że poza sojuszami trzeba mieć jakąś własną zdolność obronną. Gdyby w 1920 r. Polska sama się nie obroniła, sama w sensie determinacji politycznej i determinacji tego miliona mężczyzn i ich rodzin, którzy wsparli tę walkę bezpośrednio, nie zdezerterowali, jak to się zdarzało dookoła – to Polski by nie było. Zachód by jej nie uratował. Ale jest także drugi wniosek do wyciągnięcia z tej lekcji, a mianowicie, że im silniej w opinii publicznej Zachodu jest ugruntowana zobowiązująca siła pryncypiów, na których Zachód jest zbudowany, tym większa jest szansa dla nas na reakcję pozytywną. Jeśli Zachód poważnie traktuje swoją tożsamość, opartą na wolności, poszanowaniu prawa, a nie redukuje swój udział w polityce międzynarodowej tylko do relacji sił, wówczas możemy liczyć na jego solidarność w chwili zagrożenia.

    „Jeśli”, Pan mówi. A jeśli tego nie będzie?

    Jeśli tego nie ma, to jesteśmy w dżungli albo w ogrodzie zoologicznym, w którym klatki zostały otwarte. Dlatego tak ważną rzeczą jest, aby na Zachodzie świadomość podstawowych wartości była umacniana.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • majkelo
      01.08.2015 15:34
      Niestety nie ma Pan racji Panie Profesorze. Zachód już zgnił do spodu i nie widzę, by poza interwencją Opatrzności coś miało to zmienić. Jakie wartości ma Zachód bronić? Aborcję, eutanazję, dzieci dla gejów i nieposkromiony konsumpcjonizm? Chrześcijaństwo na Zachodzie obumiera, bo zamienia się te wartości w neo-liberalną hybrydę... Poza tym nikt w naszej obronie nie stanie, taka jest prawda i odwoływanie się do logiki karmy, że jak my będziemy bronić wartości solidarności i chrześcijaństwa, to potem to do nas wróci, zostao podarte na strzępy w 1939r. Po ludzku rzecz biorąc sytuacja jest zła i będzie coraz tragiczniejsza, bo ludzie zbuntowali się przeciw Bogu.Tylko nadzieja została w Bożym Miłosierdziu, a nie kalkulacjach politycznych i tutaj Polska ma szansę, gdzie indziej jest już śmierć!
    • Anna
      02.08.2015 00:16
      Barbarzyńcy przychodzą, bo są zapraszani.
    • Stiopa
      05.08.2015 19:28
      Andrzej Nowak to klasyczny przykład człowieka nawiedzonego choć bardziej właściwe byłoby określenie oszołom.Człowiek w obejściu arogancki i gburowaty.Wielu nie zapomni mu bycia promotorem skrajnie wulgarnej pracy magisterskiej o Panu Prezydencie Lechu Wałęsie.
      A sio! jak zwykł mawiać Andrzej Macura.
    • JAWA25
      06.08.2016 18:21
      Dobrze, że autor zauważył, iż oprócz carskich i czerwonych była jeszcze trzecia Rosja
      lecz to i owo zbyt uprościł.
      Francja okupowała jedynie kawałek Rzeszy, mówienie o "skrępowaniu" Niemiec jest przesadą.
      Propozycja z 11 lipca 1920 mówiła o "linii demarkacyjnej" na której Czerwona Armia miała się zatrzymać, a że maszerowała dalej znaczyło iż próba mediacji ze strony Londynu była w najlepszym razie naiwnością.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół