• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jednomandatowy taniec w maskach

    Piotr Semka

    |

    GN 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:15

    Najważniejsze podczas wrześniowego referendum będą pytania o stosunek do jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) i do finansowania z budżetu państwa partii politycznych. Jak poradzą sobie z nimi główni gracze polskiej polityki?

    Oprócz ruchu Pawła Kukiza, który wyrósł i zdobył popularność zarówno dzięki postulatowi wprowadzenia JOW-ów, jak i niechęci do dotowania partii, pozostali liderzy partyjni mają z tym swoistym sondażem społecznym wyłącznie kłopoty. Ten polityczny kłopot to wynik nerwowego ruchu prezydenta Bronisława Komorowskiego.

    Nerwowy ruch

    Po przegranej w pierwszej turze wyborów prezydenckich – najwyraźniej po nocy gwałtownych narad – Komorowski postanowił za pomocą referendum zareagować na zaskakująco dobry wynik Pawła Kukiza – 20,8 proc. głosów. Już w powyborczy poniedziałek 12 maja zapowiedział swoją nową inicjatywę. Gospodarz Belwederu zakładał, że zapowiedź referendum skłoni wyborców Kukiza do poparcia go w drugiej turze. Platforma, najwyraźniej zaskoczona inicjatywą głowy państwa, nie miała wyboru i szybko przeprowadziła ten pomysł przez senat. Mimo to Komorowski przegrał. W tej sytuacji wielu zaczęło sugerować, by prezydent nie podpisywał postanowienia o referendum. Bronisław Komorowski nie chciał jednak stracić twarzy i dokument podpisał. To, co przed pierwszą turą wyborów uznawano za egzotyczny pomysł egzotycznego kandydata, nagle stało się osią politycznego sporu na najbliższe dwa i pół miesiąca.

    JOW-y jak bumerang

    Najbardziej znanym pionierem idei jednomandatowych okręgów wyborczych był prof. Jerzy Przystawa (1939–2012), fizyk z Uniwersytetu Wrocławskiego, w latach 80. działacz podziemnej „Solidarności Walczącej”. W 1990 r. został wybrany do Rady Miasta Wrocławia z listy Wrocławskiego Klubu Politycznego „Wolni i Solidarni”. W 1994 r. ponownie uzyskał mandat – tym razem z listy Komitetu Wyborczego „Przeciw Układom”. W 1992 r. zdobył sławę na prawicy jako jeden z demaskatorów tzw. afery FOZZ, a w 1997 r. wraz z Romualdem Lazarowiczem i Mirosławem Dakowskim wydał manifest „Jednomandatowo! Ordynacja wyborcza dla Polski”.

    W tamtych czasach wszechmocy SLD JOW-y wydawały się drogą do przełamania oligarchizacji polityki przez postkomunistów. Potem hasła JOW-ów były reakcją na rosnący centralizm w polskich partiach, nie wyłączając PIS. „Jednomandatowcy” wytykali coraz częstsze kierowanie do okręgów wyborczych tzw. spadochroniarzy, czyli polityków niepochodzących z danego regionu. Krytykowali też sztywny, układany w warszawskich centralach partii wygląd lokalnych list, często w oderwaniu od wiedzy o danym regionie i jego specyfice. Wskazywano też, że JOW-y są typowe dla demokracji anglosaskich, państw o wysokiej kulturze politycznej. Ruch „jednomandatowców” rozwijał się jednak na marginesie obozu antyokragłostołowego. Prawo i Sprawiedliwość, partia, która od początku nowego wieku zaczęła dominować na prawicy, nie zgadzała się z twierdzeniem, że wprowadzenie JOW-ów cudownie odmieni polską scenę polityczną.

    W 2011 r. centrum krystalizacji nowej fali poparcia dla JOW-ów stał się ruch Bezpartyjni i Samorządowcy”, który w wyborach do sejmiku Dolnego Śląska zdołał wprowadzić Pawła Kukiza. Były rockman z dość neofickim zapałem zachwycił się JOW-ami i zaraził tą fascynacją dziesiątki tysięcy swoich wyborców. Pierwsze zderzenie w tej sprawie na prawicy miało jednak miejsce w czasie debaty telewizyjnej kandydatów prezydenckich. Janusz Korwin-Mikke, niekojarzony dotąd z krytyką idei JOW-ów, nagle zaatakował Kukiza, wskazując, że proponowany przezeń system wzmacnia dominację dwóch wielkich partii. Jako dowód wskazał Wielką Brytanię i założył się z Kukizem, że „antysystemowa” Brytyjska Partia Narodowa Zjednoczonego Królestwa nie wejdzie do Izby gmin. Ten przykry dla Kukiza incydent nie wpłynął jednak na dobry wynik byłego rockmana w pierwszej turze. A pomysł referendum stał się dla niego politycznym podarkiem z nieba. Na krótką metę dwie główne partie uchyliły się od sporu o JOW-y. Duda zapowiedział gotowość do dyskusji na ten temat, ale nie poparł tego postulatu. A PO, byle tylko dopiec PiS-owi, nagle zaczęła przypominać, że JOW-y były starym postulatem tej partii w pierwszych latach jej istnienia. Ale była to dobra mina do złej gry. Obie partie nie chcą JOW-ów, ale boją się zrazić wyborców Kukiza.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół