• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Za pięć dwunasta

    Miłosz Kluba

    dodane 01.05.2015 15:52

    O skutkach wygaszenia ostatniego wielkiego pieca w Krakowie mówi Roman Wątkowski, wiceprzewodniczący Komisji Robotniczej Hutników NSZZ "Solidarność" w krakowskim oddziale Arcelor Mittal Poland.

    Miłosz Kluba: Jak dużym pracodawcą jest w Krakowie AMP?
    Roman Wątkowski: W samym Arcelor Mittal Poland jest obecnie zatrudnionych około 3,3 tys. osób. Spółki, które pracują na terenie huty - remontowe, żywieniowe, transportowe - to kolejne 7 tys. osób.

    Dzień po tym, jak władze AMP ogłosiły wstrzymanie planów remontu wielkiego pieca przed główną bramą huty odbyła się manifestacja. Protestowało 1,5 tys. osób. Dlaczego to takie ważne? Ile osób może stracić pracę, jeśli do remontu nie dojdzie?
    W szczytowym okresie huta miała pięć wielkich pieców - to było na przełomie lat 70. i 80. Później kolejne piece wygaszano. Został ostatni. Jeśli koncern nie podejmie decyzji o remoncie wielkiego pieca, co oznacza zbudowanie go niemal od nowa, to trzeba będzie zamknąć stalownię, dział wielkich pieców, koksownię, znaczną część zakładu energetycznego.
    Wtedy pracę w hucie straciłoby ok 1,5 tys. pracowników. Razem z  zatrudnionymi w spółkach zależnych, mówimy o ok. 7 tys. osób, które mogą stracić pracę.

    Arcelor Mittal Poland remont uzależnia od wyniku negocjacji z rządem. Firma chce m.in. uwolnienia cen gazu i zniesienia akcyzy na energię elektryczną. Ile czasu pozostało na te rozmowy?
    Nie ma czasu. Powiedziałbym, że jest "za pięć dwunasta". Ten wielki piec miał pracować do 2014 roku. Po specjalistycznych badaniach stwierdzono, że może pracować do połowy 2016 roku. Na przygotowania do jego remontu potrzeba około roku. Remont to tylko 2,5 miesiąca. Później przez kilka miesięcy piec będzie rozpalany i będzie dochodził do pełnego cyklu produkcyjnego.
    Nierozpoczęcie przygotowań już teraz spowoduje, że to wszystko się opóźni i piec przestanie działać zanim faktycznie rozpocznie się jego remont. Tymczasem rozmowy trwają i nie widać ich końca.

    Jakie mogą być skutki społeczne, jeśli nic się nie zmieni i w hucie dojdzie do zwolnienia tylu tysięcy osób?
    Jeśli wziąć pod uwagę ilu rodzin dotkną te zwolnienia, to widać, jak ogromna to skala. Dla Nowej Huty byłby to dramat. Z dużego kombinatu - byłej Huty im. Sendzimira - zrobi się niewielki zakład przetwórczy stali. W konsekwencji może się okazać, że także walcownie zimna i gorąca zostaną przeniesione np. na Śląsk. Po co tracić pieniądze na transport materiałów, skoro wybudowanie hali to raptem pół roku, a na przeniesienie  wszystkich urządzeń wystarczą trzy miesiące?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół