Widziałem twarz diabła

dodane 10.04.2015 14:31

Mam 34 lata. Opowiem Wam historię, którą przeżyłem. Historię, która opowiada o tym, że Bóg kocha i o tym, że zła nie można lekceważyć.

Najprościej będzie zacząć od początku. Zaczęło się to kiedy byłem dzieckiem. Miałem 10-12 lat. Pewnego wakacyjnego dnia będąc u babci, odwiedził nas dawno nieobecny przyjaciel mojej rodziny. Rozmawiali o różnych rzeczach. W czasie tej pogawędki powiedział, że teraz jest radiestetą. Bardzo zaciekawił tym moją rodzinkę, więc dalsza część rozmowy dotyczyła tego. Zaczął pokazywać jakieś pisemka o radiestezji, tłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi itd. Powstał pomysł, by sprawdzić na ochotnikach, co pokaże na nich wahadełko. Pierwszy był mój tata. Potem miałem być ja. Walczyłem z tym psychicznie. Nie wierzyłem temu wszystkiemu, ale jak przyszła kolej na mnie, to wiem, że „z grzeczności” poddałem się duchowo. Nie wiem dobrze, czy to wydarzenie zaczęło całą falę tego, co potem miało miejsce, ale tak przypuszczam.

Była noc. Koło 3. rano. Wakacje. Nocowałem u babci na górnym piętrze domu. Na parterze spała babcia. Na piętrze w pokoju obok mnie spał dziadek. Oni się bardzo kochali, ale woleli spać oddzielnie. Ot, taka wygoda. W pokoju, w którym nocowałem okno było skierowane na ulicę. Tuż przy domu stała latarnia, więc światło z latarni wpadało do mojego pokoju. W wakacje jako dziecko lubiłem sobie oglądać TV do później nocy. Nawet nie przypuszczacie, ile fajnych i ciekawych programów wtedy leciało. W pewnym momencie poczułem się zmęczony. Zgasiłem światło. Wyłączyłem TV pilotem i obróciłem się, żeby odłożyć pilota na stolik.

Jak wracałem ciałem do poprzedniej pozycji, zauważyłem, że zrobiło się ciemno. W miejscu, gdzie wpadały promienie światła z latarni, nie było już tak jasno. W nogach łóżka stało zło w czystej postaci. Zasłaniał całe światło. Był wysoki. Sięgał prawie po sufit. Nie był ani dobrze zbudowany, ani chudy. Był średniej budowy ciała. Normalnej. Nie miał oczu, nie miał twarzy. Nie posiadał żadnych szczegółów. Jakby na człowieka wylać czarną smołę. Tak czarną, że nie widać na niej nawet faktury. To był ludzki kształt bez żadnych szczegółów. Chociaż nie miał oczu, wiedziałem, że na mnie patrzy. Obserwował mnie na wskroś. Byłem przerażony. Nie potrafiłem się poruszyć. Nie miałem odwagi. Siedziałem skulony po przeciwnej stronie łóżka i patrzyłem na niego, a on na mnie. Nie wiedziałem, co zrobić. Przypomniałem sobie, że moja babcia mówiła: „jak odwiedzi cię coś, czego nie rozumiesz, zapytaj: „czego dusza potrzebuje?” i pomódl się za tą duszę. Ale ja wiedziałem, że to nie była żadna dusza. Patrzyliśmy na siebie tak kilka minut. W końcu zebrałem się na odwagę. Coraz głośnej i głośniej krzyczałem o pomoc. Nikt nie odpowiadał. Ściana, która dzieliła mój pokój i pokój dziadka była cienka. Wiem o tym, bo często słyszałem sprężyny łóżka, kiedy dziadek się wiercił podczas snu. Wrzeszczałem na granicy ochrypnięcia, jakby od mojego głosu zależało, czy mam umrzeć czy żyć. Jakbym bronił swojego życia. Nikt nie przyszedł z pomocą. Wrzeszczałem ze wszystkich sił – sam zdziwiony, że mam ich aż tyle. Nikt nie słyszał. Nie wiedziałem, co mógłbym jeszcze zrobić. Byłem przerażony.

On stał tam ciągle i mnie obserwował. Jakby czerpał przyjemność z mojej paniki. Ostatkiem i strzępkami racjonalnych myśli wpadłem na pomysł, że włączę TV na cały regulator. Może to ktoś usłyszy i przyjdzie zobaczyć, co się dzieje. Nabrałem odwagi i obróciłem się za ramię, żeby sięgnąć po pilota. I wtedy zły zniknął, a w pokoju znowu zrobiło się jasno. Nie pamiętam, co się potem działo, ale nie wiedziałem, co mam zrobić. Nie chciałem tam już nigdy spać. I już nigdy nie spałem. Tamtej nocy zasnąłem z babcią w jednym łóżku i tak do końca wakacji. Następnego dnia powiedziałem o tym każdemu z mojej rodziny. Szybko wyjaśniono to tym, że to moja bujna wyobraźnia, że to pompowany ponton, a nie żadna zjawa czy demon. Problem polegał na tym, że ponton stał z boku łóżka, pod ścianą, a nie w nogach, gdzie stała zjawa i nie zasłaniał światła okiennego, jak zjawa to uczyniła. Pamiętam, że moja mama powiedziała, że jeszcze dziś powinienem pójść do kościoła i do spowiedzi, żeby mnie nic nie dręczyło. Nie wiedzieć czemu, ja myślałem, że to głupi pomysł.

Minęło sporo lat. W między czasie byłem ministrantem, lektorem. Potem wszystko zaczęło się walić. Przestało mnie to wszystko obchodzić. Myślałem, że chodzi tu o dorastanie. Że jestem na tyle dorosły, że jakoś nie bawi mnie to już wszystko. Ta cała chrześcijańska otoczka. Przestałem się modlić regularnie. Potem już wcale się nie modliłem. Nie widziałem w tym sensu no i w niczym mi to nie przeszkadzało. Zacząłem odkrywać frajdę życia bez nakazów i zakazów kościelnych. Było przyjemnie i sympatycznie. Wtedy też po długim czasie nieobecności, wróciły rzeczy, których normalnie się nie spotyka. Zaczynało się niewinnie. Od lekkiego dotknięcia mojego ramienia. Jak w tej zabawie w „a kuku”, kiedy kogoś klepniesz w ramię, ten ktoś się obraca, ale ty jesteś w innym miejscu niż on przewidywał i robi się zabawnie. Moje „a kuku” nie było zabawne. Kiedy się odwracałem, nie było żywej duszy w promieniu kilkuset metrów. Były to dotknięcia w ramię. Jakby szturchnięcie palcem. Czułem też na mym ramieniu położenie niewidzialnej dłoni. Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy wariuje, czy traci zmysły. Bo to nie jest przecież nic normalnego, to, co czujesz i widzisz.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

TAGI: ŚWIADECTWO

oceń artykuł

Od redakcji

Zapraszamy Czytelników „Gościa Niedzielnego” do podzielenia się z innymi własnym doświadczeniem wiary. Napiszcie o swoim nawróceniu, cudach, których Bóg dokonał w Waszym życiu, ale także o zwykłym, codziennym doświadczaniu obecności Pana Boga w swoim życiu, bez spektakularnych przełomów, ciemnych nocy czy okresów zwątpienia, czy ludziach, którzy dla Was byli świadkami wiary. Swoje świadectwa przyślijcie do redakcji: ul. Wita Stwosza 11, 40-042 Katowice, z dopiskiem: ŚWIADECTWO lub e-mailem: swiadectwo@gosc.pl – w temacie wiadomości proszę wpisać: ŚWIADECTWO.

 

  • inna
    03.11.2015 11:19
    Bardzo się cieszę że ta cała Twoja historia znalazła szczęśliwe zakończenie :) Chcę dodać że mam/miałam podobnie.
  • Gość
    14.03.2017 23:14
    Wcale nie to byla walka a ten znajomy mogl czarna magię mówić że to tarota lecz jego intencje były zamierzonego efektu bo widok diabła o takim o jakim mowa miałam podobne zdarzenie.moja babka wymyśliła egzorcyzmy nie mówiąc o tym namówiła mnie na mszę św w środę i to na wsi a nie w mieście . Kazała mi zabrać swojego chłopaka więc tak zrobiłam bo widzi zmiany w mnie na dobre. Po 1.5godz mszy babcia zaproponowała błogosławieństwo lecz to nie było błogosławieństwo jakie znam z kościoła ,pierwsze zdanie brzmiało szatanie rozkazuje ci wyjdź z duszy nie czystej! Myślałam że to jakiś żart bo byłam dobrym dzieckiem tyle że dojrzewała..ktoregos dnia babcia stała na przeciw mnie w sklepie , wszystko jak by znikło stałam i nie wierylam co widzę do ramion babcie za to tulowie i głową była taka straszna że zamarła a raczej o tym Marzyłam! Tego dnia miałam próbę samobójcza..to był koszmar nazwałam ten etap psychoza. Ja stałam się złą dziewczyną która jednym zdaniem gasilam ludzkie kompleksy i nie jednego do łez doprowadzałam ale głos Boga wolał do mnie ty taka nie jesteś!? Psychiatrzy uważali że jak odstawie psychotropy będzie Nawrot psychozy i kolejne próby..s.. wiec po któreś nie udanej próbie poszłam na leczenie tam podczas koncertu ja śpiewałam na rozpoczęcie całej imprezy Przeżyj to sam! Stailam głos podczas tego koncertu ale nagłe poczułam się jakoś inaczej niż zwykle czułam że teraz jest czas na zmiany. Okazuje się że ten ksiądz już nie żyje ale kiedy Bóg przekonał mnie na rozmowę z nim czy miał powód kiedy mnie nie znał uczynić takie egzorcyzmy. Pod każdą postacią jest to czarna magię. Dziś jestem w pełni zdrowa i szczęśliwa że Bóg mnie kocha bezwarunkowo kiedy ją prawie się wykonczylam on nie pozwolił mi odejść ; okazało się że żadne choroby psychiczne skoro się nie urodziłam psychiczną to mogę ewentualnie nabyć w genach średnim wieku tylko tak możemy być psychiczni..dziś to już 10 lat minęło a ja staram się pomagać tam gdzie się da zazwyczaj nie widział nie lecz dobre intencje Bóg moje zna .czuje Boska opacznosc która nie strzeże i daje siłę.. ten Znachor mógł mięć układ z samym diabłem a wtedy on ma cię na wyciągnięcie ręki..ja bardzo wierzę w Boga na wróciłam się ,zrozumialam czego mieć nie mogę i zgodziłam się z tym .dziś czuję się dzieckiem Bożym
  • Kontakt pilne
    31.05.2017 19:18
    Mógłbym prosić o kontakt priv z Tobą ważne przeżyłem coś podobnego i chciałbym porozmawiać o tym z kimś
  • Marek
    15.07.2017 20:44
    Jezu Ufam Tobie .Ty się tym zajmij .Amen
, aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
Gość
    przewiń w dół