Koniec orbanomanii

Koniec orbanomanii

Stefan Sękowski

Premier Węgier przestał być idolem polskiej prawicy. Za zachwytem nad jego polityką – jak i jego upadkiem – stoi unijny protekcjonalizm wobec „nowych” państw członkowskich.

Po wizycie Władimira Putina na Węgrzech polska prawica przestawia wajchę. Choć jeszcze kilka lat temu Jarosław Kaczyński wieszczył „Budapeszt w Warszawie”, dziś nie chce się nawet spotkać z Wiktorem Orbanem (co jest w przypadku polityka pretendującego do rządzenia krajem, który szef węgierskiego rządu wzywał onegdaj do stania się regionalnym mocarstwem, niezbyt mądre). Mariusz Błaszczak w portalu wPolityce.pl tłumaczy, że Prezesowi wcale nie chodziło o realizację fideszowego programu, ale o „skalę zwycięstwa”. Kazimierz Michał Ujazdowski jest bardziej uczciwy, krytycznie wobec własnego obozu politycznego napisał na swojej stronie na Facebooku: „myśl o tym, że można skopiować politykę Orbana w Polsce, była od początku niedorzecznością i świadczyła o niesamodzielności intelektualnej”. Z kolei Samuel Pereira z „Gazety Polskiej Codziennie” na Twitterze przypomniał, że to Platforma Obywatelska jest w europarlamencie w jednej frakcji z Fideszem, a nie PiS.

Ta zmiana o 180 stopni jest wręcz niesamowita, biorąc pod uwagę zachwyt, jakim w niektórych kręgach cieszył się premier Węgier. Jedni zachwalali wprowadzanie pronatalistycznych ulg podatkowych, inni z kolei nie tylko deklarowany antykomunizm: faktyczną dekomunizację sądownictwa i zmianę nazwy państwa. Jeszcze innym (a zazwyczaj tym samym) podobało się postawienie międzynarodowej finansjerze i obranie „węgierskiej drogi” w gospodarce. Sam rozmach, z jakim podejmowane były kolejne reformy, w tym zmiana konstytucji, był nietypowy w „ciepłowodokrannej” Europie.

Od początku nie należałem do wielkich entuzjastów premiera Węgier, choć niewątpliwie liczne działania mi się podobały. Podobała mi się zmiana języka, jakim rządzący zaczęli mówić o rodzinie, symbolem było także wcześniejsze spłacenie długów wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz podziękowanie zagranicznym doradcom za współpracę. Jednocześnie od początku miałem wrażenie, że reformy na Węgrzech wcale nie są dyktowane jakąś uporządkowaną doktryną, a są raczej twórczym chaosem. Przykładem na to jest choćby polityka podatkowa Węgier – od kiedy Orban przejął władzę, wprowadzono tam ponad 40 nowych podatków, od opodatkowania wypłat pieniędzy z bankomatów, po obłożenie daniną posiłków w stołówkach pracowniczych. Gdy niedawno spytałem eksperta jednego z prorządowych węgierskich think tanków o to, dlaczego właściwie wprowadzono podatek internetowy, powiedział mi, że zrobiono to dlatego, że Węgrzy na tyle niewiele wydają na internet, że można było to zrobić. Jeśli w Budapeszcie wprowadza się nowe podatki dlatego, że można, to radzę „bratankom” łapać się za portfele. Zwłaszcza że dług publiczny jest nadal tak samo wysoki, jak był na początku kadencji Orbana.

Nie wspomniałem do tej pory o węgierskiej polityce zagranicznej (która też mi nie odpowiada), a to dlatego, że wydaje się, że została ona na Węgrzech wymuszona przez Unię Europejską. Jeszcze na początku drugich rządów Orbana Węgry były jednym z najbardziej zdyscyplinowanych, proeuropejskich aż do bólu państw we Wspólnocie. Do czasu kiedy organa UE zaczęły się Węgier o wszystko czepiać. Zwłaszcza przedstawiciele lewicy nie potrafią zrozumieć, że Unia składa się z bardzo różnorodnych państw i aby utrzymać jej jedność, należy tę różnorodność tolerować. UE nie będzie się składała z samych Francji czy Niemiec – i nawet jeśli większości europejskich polityków nie podobają się różne rozwiązania legislacyjne czy konstytucyjne Węgier, muszą je uznać. Debata o polityce węgierskiej, jaką przeprowadzono w Parlamencie Europejskim w 2012 roku, pokazała, jak protekcjonalnie do „nowych” państw członkowskich podchodzi stara Unia.

Wydaje się, że to, iż właśnie Orban postanowił postawić się Unii, stoi za fenomenem jego popularności na polskiej prawicy. Uznawany jest za premiera, który się Brukseli nie kłania. Ale i nie kłania się w kwestiach, które byłyby akurat dla Polski – i całej Unii (i jestem przekonany, że w konsekwencji także dla Węgier) - korzystne. W trakcie wojny na Ukrainie potrafi wyciągnąć rękę do agresora i ustalać z nim krótkoterminowo korzystne dla Węgier dile. Myślę, że nie doszłoby do tego, gdyby wcześniej Orban nie był traktowany przez europejskie elity jak krnąbrne dziecko, które należy skarcić.

Teraz nagle jego byli zwolennicy zaczynają go krytykować i wspominać, że nie ma co kopiować rozwiązań, które wprowadza na Węgrzech. Abstrahując od polityki zagranicznej – jest to dziwne, bo robią to wtedy, gdy np. „orbanomika”, za którą był chwalony, gdy nie działała, zaczyna w końcu przynosić owoce. Nie we wszelkich aspektach (Węgry nadal wymierają i nadal są mocno zadłużone), ale warto sobie uświadomić, że Węgrzy mają najniższe bezrobocie od 2008 roku, w końcu udało im się zdusić inflację, a jeśli chodzi o wzrost PKB, to są – zresztą obok Polski – prymusem Europy. Może więc zamiast albo chwalić za wszystko, albo potępiać w czambuł, brać po prostu przykład z tego, co dobre, a to, co złe, odrzucać?

«« | « | 1 | » | »»

TAGI | ORBAN, PIS, WĘGRY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 24 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 sp 23.02.2015 08:47
Niezalogowany użytkownik Jesteśmy, jako Polacy, narodem dlatego, że my tak uważamy, że mamy swój język, kulturę, a nie dlatego, że Rosja nam na to pozwala.
Krym został oddany Ukrainie przez ZSRR, więc należał do Ukrainy. Przypuszczam, że inaczej by Pan pisał, gdyby analogiczna sytuacja dotyczyła pańskiego osobistego majątku, gdyby np. ktoś przekazał Panu w akcie darowizny jakąś działkę budowlaną, Pan poczyniłby na niej inwestycje, a potem pierwszy właściciel zagarnąłby sobie wszystko, twierdząc, że 10 lat temu to przecież było jego i nie obchodzą go umowy, akta notarialne, czy księgi wieczyste, a poza tym on ma wynajętych kilku osiłków z pałkami. Oj, inaczej by Pan pisał, inaczej...

Pisze Pan, że doskonale wie, czym są podyktowane ruchy Prezesa Kaczyńskiego, więc na tej samej podstawie ja piszę, że doskonale wiem, że wina za katastrofę Smoleńską leży po stronie Putina. Nie wolno mi, a Panu wolno? Czy traktuje Pan swoich rozmówców jak Rosja sąsiadów?

Kiedy ja pisałem o honorze, Pan przedstawiał swoje opinie na temat tego, co ponoć myśli Prezes Kaczyński, więc to Pan mnie obraził. Niestaranne sekcje zwłok, fragmentaryczne dokumentacje i dowody przesyłane przez Rosję, zamiany ciał ofiar, niezwrócenie własności RP, jaką jest wrak samolotu, to plucie jawne nam w twarz. Nie musi Pan być oczywiście przekonany do winy Rosji, nie nakażę tego Panu nijak, ale same te fakty, którym nie sposób zaprzeczyć, już są wystarczające, by pojawiło się słowo honor tam, gdzie Pan pisze o PR.


Plusów: 3 zaniepokojony1 22.02.2015 22:55
Polska jest krajem, który ma swoją wieloletnią tradycję, przyjętą religię, bogatą historię i na mapie Europy widnieje od ponad 1000 lat. Ukraina takim państwem nie jest. Ukraińcy byli kiedyś po prostu Polakami, polskimi chłopami. Turcja była najeźdźcą terenów, które były częścią Rusi, była tam trochę lat, ale to nie zmienia faktu, że teraz na Krymie jest więcej Rosjan niż Ukraińców. Dlaczego zatem ma być tam Ukraina?

Nie ma Pan żadnych dowodów na zestrzelenie samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie. Tak samo jak ja nie mam żadnych dowodów na to, że takich dowodów nie ma. Możemy snuć podejrzenia albo powiedzieć prawdę, że po prostu nie wiemy co tam dokładnie się stało.

Proszę mnie nie obrażać mówiąc, że honor nie jest dla mnie ważny. Jest, ale doskonale wiem, że ruchy Jarosława Kaczyńskiego nie są dyktowane honorem, a PRem. Sądzę tak m.in. dlatego, że później taki szanowny pan SP sądzi, że Jarosław Kaczyński "pokazał Rosjanom" i że "słusznie zrobił". Pan ocenia że słusznie, ja oceniam, że niesłusznie. Dlaczego, wyjaśniłem w powyższych komentarzach.
Plusów: 0 mattam 22.02.2015 14:43
Niezalogowany użytkownik Dawno nie czytałem Gościa Niedzielnego, ale teraz dzięki Panu Sękowskiemu, zacznę się nim interesować. Artykuł jest dla mnie obiektywnym opisem tego, co ma związek z polską tzw. orbanomanią. Jednak jestem ciekaw co można napisać teraz, gdy się okazało, że Orban nawet nie zabiegał o spotkanie z Kaczyńskim. Odmowa spotkania była niezbyt mądra, to czym jest ten "kwiatek"?. Pozostaje zgodzić się w 100% z oceną Pana Ujazdowskiego, że polityka Orbana w Polsce byłaby niedorzecznością i świadczyłaby - o niesamodzielności intelektualnej. Jak tak, to te zachwyty, wiece i wyjazdy do Budapesztu, organizowane przy udziale mediów prawicowych były - nie czym innym. Można by o tym nie wspominać, gdyby nie głosy świadczące o braku samodzielnego myślenia. Mam zastrzeżenia do okazywanego pełnego poparcia Ukrainy ze względu na pomięć o mordowanych Polakach, ale to nie upoważnia, do chwalenia Orbana za sympatie do Putina. Trzeba też przypomnieć, że to Jarosław Kaczyński gramolił się na platformę do banderowców i wykrzykiwał z nimi:"Chwała Ukrainu". Jest jeszcze wątek (wpis) mówiący o tragedii Smoleńskiej. Zamarzyło mi się aby znalazł się w Gościu Niedzielnym bezstronny artykuł opisujący tragiczny lot do Smoleńska. Tak np. od meldunku gen. Błasika o gotowości samolotu do lotu, co czyni zawsze kapitan - decydentowi, do momentu rozbicia, niestety w ziemię rosyjska. Ile na ten okres złożyło się hipotez Macierewicza i czy kiedykolwiek błędne odwołał. Może po zapoznaniu się z faktami prawica i w tym przypadku zacznie przestawiać wajchę - wszak prawda nas wyzwoli a hipotezy, są tylko hipotezami.
Plusów: 1 Hydrus 21.02.2015 22:03
Mały Jaruś się obraził i nie spotkał się z premierem Węgier. Takie zachowanie dyskwalifikuje, tego człowieka jako polityka. I jak tu głosować na partię, którą rządzi obrażalski prezes. Jak wierzyć, w to co mówi, gdy w każdej chwili może się obrazić i zrobić coś całkiem innego.

wszystkie komentarze >

Komentarz z dnia

N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11