• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Prorok jak ogień

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:15

    Czy ks. Blachnicki zapisujący przed 40 laty: „Otwieramy się na Odnowę w Duchu Świętym” zdawał sobie sprawę, że ta deklaracja jest jak zapalenie zapałki na stacji benzynowej? W poniedziałek mija 30 rocznica jego śmierci.

    Oaza zimowa zaś miała być pierwszą próbą ożywienia animatorów duchem charyzmatycznych grup modlitewnych. Narzędziem do tego mieli być członkowie diakonii stałej, rozesłani na poszczególne kursy z misją przekazania im informacji o ruchu charyzmatycznym i wprowadzenia w spotkania modlitewne”. Nieco niżej zapisał słowa świadczące o jego znakomitym rozeznaniu: „Nie powinniśmy żywiołowo pragnąć charyzmatów dla siebie, nie żądać niecierpliwie znaku! Z drugiej strony możemy modlić się o dar przyjścia Ducha Świętego z mocą również do nas, bo to jest potrzebne w okresie zagrożonej wiary, zwłaszcza dla młodych!”.

    – Jedną z pierwszych osób, które stały u źródeł recepcji wymiaru charyzmatycznego w Polsce, był ks. Blachnicki – nie ma wątpliwości biskup Wodarczyk. – Już w 1975 roku zorganizował dla swoich współpracowników seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Było to więc jeszcze przed oficjalnym zaistnieniem Odnowy! W podręczniku I stopnia oazy z 1977 roku znajdziemy słowa o tym, że w czasie modlitwy do Ducha Świętego należy się spodziewać „wystąpienia darów charyzmatycznych”. Ukierunkowanie na osobę Ducha Świętego u ks. Blachnickiego wynikało z odczytywania liturgii Kościoła. Zrobił bardzo wiele dla odkrycia znaczenia Triduum Paschalnego i odnowy chrztu. Widział, że to Duch namaszcza do służby, do ewangelizacji, daje impuls do wyjścia na zewnątrz. Był pod wielkim wpływem posoborowej pneumatologii. O. Piotr Rostworowski odpowiedział mu, że naturalną drogą rozwoju chrześcijanina jest droga wzrostu w cnotach teologalnych (wiara, nadzieja, miłość), droga wierności, trudu. Napisał jednak również, że droga charyzmatyczna nie wyklucza tej pierwszej, ale stanowi jej uzupełnienie.
     

    Nowa pieśń

    Od 1976 roku ks. Franciszek wydawał „Siloe” – pismo zawierające świeże przedruki z prasy światowej związane z katolicką Odnową charyzmatyczną. Prywatne notatki założyciela oaz pokazują jego osobistą drogę. W czasie podróży do Kalifornii notował zasmucony: „Refleksja: po nałożeniu rąk (chrzest Ducha) w South Bend. Wszystko bez zmian w moim życiu. Czy dalej mam iść drogą wiary w ciemnościach i oschłości? Bądź wola Twoja!”, by już kilka zdań dalej napisać: „Potem zabłąkałem się do kapliczki – miejsca modlitwy. Cisza, półmrok dyskretnych świateł, samotność! Wtedy objawił się dar nowej modlitwy. Prawie godzinę śpiewałem (dosłownie!) Panu pieśń nową: uwielbienia, dziękczynienia, tęsknoty, wołania o miłość i Alleluja! Był to śpiew natchniony (z jakim spotkałem się w South Bend). Szczególnie dziękowałem za »pieśń nową«, jaką stanowi całe moje życie!”.

    Wołanie oazowiczów, którzy 40 lat temu prosili o moc Ducha, zostało przez „górę” pozytywnie rozpatrzone.

    „Każdy może ten dom w Murzasichlu obejrzeć na własne oczy: do dziś mieszka w nim gaździna, która przez dziesięciolecia przyjmowała pod swoim dachem całe pokolenia oazowiczów” – czytam w znakomitej monografii Małgorzaty i Marka Nowickich „Upili się młodym winem”. To właśnie tam ze środy na czwartek, z 9 na 10 lipca 1975 r., na grupę oazowiczów zstąpił Duch Święty. Było to między I a II turnusem rekolekcji. Tego dnia wieczorem po kolacji, właśnie u gaździny na Budzowej 39, gdzie mieszkali, zebrali się na naradę. Spotkanie nabrało charakteru towarzyskiego. W pokoju było obecnych 10 osób.

    To były zwykłe dzieciaki: część z miasta, część ze wsi; nie byli aktywistami, niektórzy z nich po raz pierwszy w ogóle przyjechali na oazę. Rozmowa w pewnym momencie zeszła na temat duchowości, obcowania świętych. Był mocny powód ku temu: tuż przed rekolekcjami zmarł na raka ojciec jednego z uczestników. Pustkę po ojcu w sercu nastolatka trudno było wypełnić zwykłymi słowami pocieszenia. Ogólnie nastroje nie były najlepsze – wszyscy byli już nieco zmęczeni kończącym się dniem i intensywnymi rekolekcjami. Luźną rozmowę podsumował najstarszy w grupie Jurek Chmielewski, proponując, aby się pomodlili.

    I wówczas oazowicze doświadczyli zstąpienia Ducha. Ich modlitwa przerodziła się w pełne nieznanego dotąd żaru uwielbienie. Nie mogli już zasnąć. Nocą, trzymając się za ręce, ruszyli do księdza, a Msza, w której uczestniczyli, trwała kilka godzin. Do białego rana… Ks. Blachnicki przejął się tą historią. Zrozumiał, że Duch Święty przejmuje w oazie inicjatywę. – Po doświadczeniu Murzasichla, które było wydarzeniem przełomowym, bezprecedensowym, ks. Franciszek rozeznał, że było ono od Boga – opowiada bp Wodarczyk. – Była to niezwykle odważna diagnoza. Przyszłość rychło pokazała, jak dalekowzroczna i prorocza była to intuicja. Doświadczenie charyzmatyczne w naturalny sposób przełożyło się na zaangażowanie ewangelizacyjne ruchu.

    Ogień w oazie wciąż płonie. W ciągu ostatnich miesięcy spotkałem wiele wspólnot, które powołują się na charyzmat Światło–Życie albo są wprost zakorzenione w jego strukturach. Gdy piszę te słowa, ruszają kolejne Tyskie Wieczory Uwielbienia organizowane przez ludzi oazy. – Myślę, że to duchowe przebudzenie jest konsekwencją modlitwy z 2009 roku – zauważa biskup Adam. – Modliliśmy się wówczas słowami Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. Czuliśmy, że trzeba powtórzyć te słowa. Pamiętamy o tym, co wydarzyło się przed 40 laty. Nieprzypadkowo ten rok formacji oaza będzie przeżywała pod hasłem: „W mocy Ducha Świętego”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • dygresja
      09.03.2015 21:52
      "SHOGUN" WPADNIE W SZAŁ:
      "9 marca br. pod Państwową Komisją Wyborczą w Warszawie odbyła się konferencja, dotycząca rejestracji Janusza Korwin-Mikkego jako kandydata na Prezydenta RP. Partia KORWiN jako pierwsza ze wszystkich, w tak krótkim czasie, zebrała co najmniej 200 tysięcy podpisów – a więc dwa razy tyle, ile jest ustawowo wymagane!"
    • Teresa
      09.03.2015 22:07
      Cyt. z artykułu: "Czytam ostatnio sporo o wielkich przebudzeniach duchowych XX wieku." --> to jest wielkie odstępstwo od wiary, a nie przebudzenie!
    • służba narodowi
      10.03.2015 12:57
      Przypominam swój poprzedni wpis, bo niektórzy nie zrozumieli.

      Trzeba nauczyć się przekonywać ludzi chorych na nostalgię niewolnictwa, że tylko ci którzy myślą kompleksowo mogą los społeczeństwa naprawić i co więcej nie chcą im niczego w ten sposób odebrać, lecz dać tyle ile im przynależy.

      Dekomunizacja nie może być złem, gdyż wyrzeka się uczestnictwa w życiu publicznym ten kto doświadczał innych przez zatwardziałość własnego serca. Dekomunizacja i deprywatyzacja władzy powinna przynieść także sprawiedliwy podział dóbr i usług z wyłączeniem ryzyka wyzysku.

      Los maluczkich powinien przejmować każdego z nas. To przez ich pryzmat powinno patrzeć państwo. "Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych mnieście uczynili."

      Rzeczywiście, codziennie jedno "Ojcze nasz" może zmienić świat. Popieram.
    • Anna Panna
      27.02.2017 01:54
      Nigdy nie należałam do żadnych wspólnot oazowych, ale teraz dopiero widzę, jak bardzo ten brak związku z oazą był opatrznościowy. Dzięki temu widzę, jak coraz to nowe fale protestantyzmu zalewają Kościół.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół