• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Prorok jak ogień

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:15

    Czy ks. Blachnicki zapisujący przed 40 laty: „Otwieramy się na Odnowę w Duchu Świętym” zdawał sobie sprawę, że ta deklaracja jest jak zapalenie zapałki na stacji benzynowej? W poniedziałek mija 30 rocznica jego śmierci.

    Jestem „dzieckiem oazowym”. Skończyłem wszystkie możliwe stopnie, a nawet bonusik: Kurs Oazowy dla Animatorów. Patrzę na moich redakcyjnych kolegów i widzę, że większość z nich ma doświadczenie Ruchu. Przez lata nie doceniałem jednak tego, w czym uczestniczyłem. Najciemniej jest rzeczywiście pod latarnią. Z dnia na dzień coraz mocniej zgadzam się z ks. dr. Peterem Hockenem, który już w latach 70. zachwycił się wizją ks. Blachnickiego, a dziś twierdzi, że było to największe przebudzenie duchowe w powojennej Europie. Oaza przełamała m.in. monopol komunistycznego państwa na wychowanie młodzieży, które dla władzy było absolutnym priorytetem.

    Im więcej czytam o geniuszu ks. Blachnickiego, tym bardziej jestem porażony jego odwagą, charakterystyczną dla gestów i czynów proroka. „W dzisiejszym świecie nie ostoi się katolicyzm połowiczny, a nawet tzw. głębszy, intelektualny, ale paktujący ze światem w stylu »Tygodnika Powszechnego«” – notował w poniedziałek Zesłania Ducha Świętego 1961 roku zamknięty w więziennej celi. „To wszystko utonie w morzu nowoczesnego pogaństwa. Ostoi się tylko katolicyzm pełny, autentyczny, ewangeliczny, nadprzyrodzony. Trzeba zdecydować się być świętym!”.
     

    Pobudka!

    Czytam ostatnio sporo o wielkich przebudzeniach duchowych XX wieku. Za każdym razem historia była podobna: na początku była jedna osoba, która zaczynała płonąć. Desperacko szukała królestwa, dniem i nocą wołała o ogień. Tu zaczęło się od jednego Bożego szaleńca, desperata, który za wszelką cenę pragnął usłyszeć, co mówi Bóg do Kościoła. To, co wydarzyło się dokładnie 40 lat temu, zmieniło oblicze Kościoła w Polsce.

    „Wybiła godzina Ducha Świętego” – pisał ks. Franciszek, ustanawiając rok 1975 w ruchu oazowym Rokiem Odnowy w Duchu Świętym. Czy domyślał się, że ta decyzja będzie miała nieprawdopodobne konsekwencje? Już dwa lata wcześniej podwyższył w formacji oazowej rangę obchodów Zielonych Świąt. To właśnie wówczas w uroczystości Zesłania Ducha Świętego po raz pierwszy zorganizowano Centralną Oazę Matkę w Krościenku.

    5 stycznia 1975 r. ks. Blachnicki napisał oficjalny komunikat: „Otwieramy się na odnowę w Duchu Świętym”. Na oryginale tego dokumentu naszkicował znak Fos-Zoe, otoczony wielką Omegą, która symbolizuje Ducha Świętego. Odtąd ten znak towarzyszył wielu dokumentom ruchu. Od początku roku ruszyły też przygotowania do rekolekcji wakacyjnych, które miały być poświęcone w całości… Odnowie w Duchu Świętym.

    Ksiądz Franciszek ryzykował, narażał się na ironiczne uwagi „pobożnych mistrzów ciętej riposty” i ludzi zawsze ostrożnych, dmuchających na zimne. Czasami nawet najbliższe otoczenie nie rozumiało tych decyzji i kręciło nosem na kazania o nadprzyrodzonych darach Ducha. Jego kontakty z różnymi chrześcijańskimi Kościołami były dla wielu „życzliwych” niezwykle podejrzane i pachniały zdradą.

    – To absolutnie normalne: prorok idzie swoim tempem, a wspólnota swoim – uważa biskup Adam Wodarczyk, moderator generalny ruchu. – Nieporozumienia, spięcia w kontekście wyboru kierunku rozwoju oazy były czymś naturalnym. Dziwne byłoby, gdyby ominęły wspólnotę odpowiedzialnych za to dzieło. Ks. Franciszek był prorokiem, nie mam wątpliwości. Pamiętajmy, że mówienie w tym czasie (pełne kościoły, tłumy na pielgrzymkach, świątynie postrzegane jako ostoja wolności), że Kościół w Polsce potrzebuje duchowego przebudzenia, wymagało ogromnej odwagi. Ks. Blachnicki pokazywał, że ruch ma być miejscem budowania jedności. Myślę, że owocem tego jest między innymi fakt, że wspólnoty Światło–Życie istnieją w strukturach Kościoła ewangelickiego w Niemczech. Protestanci żyjący charyzmatem ruchu uważają, że to niesamowicie ewangelikalna teologia!
     

    Dobry kierunek

    Na przełomie lat 1974 i 1975 ks. Blachnicki ruszył do Krakowa. Na Srebrną Górę. Postanowił, że poprosi o. Piotra Rostworowskiego o rozeznanie tego, że otwiera ruch na rzeczywistość charyzmatyczną. Na Bielanach długo rozmawiał ze znanym ze swych trafnych diagnoz i biblijnych intuicji kamedułą, który dla wielu środowisk był prawdziwym mężem opatrznościowym. Ojciec Piotr potwierdził słuszność wybranej drogi.

    „Wczorajsza wieczorna rozmowa z o. Piotrem przyniosła mi wiele światła w sprawie, która w tej chwili staje na drodze ruchu i wobec której musimy określić swoje stanowisko” – notował Blachnicki. „Chodzi o problem ruchu charyzmatycznego w Kościele. (…) Chciałem, aby »Oaza Żywego Kościoła 1975« odbyła się pod hasłem: »Odnowa w Duchu Świętym«.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • dygresja
      09.03.2015 21:52
      "SHOGUN" WPADNIE W SZAŁ:
      "9 marca br. pod Państwową Komisją Wyborczą w Warszawie odbyła się konferencja, dotycząca rejestracji Janusza Korwin-Mikkego jako kandydata na Prezydenta RP. Partia KORWiN jako pierwsza ze wszystkich, w tak krótkim czasie, zebrała co najmniej 200 tysięcy podpisów – a więc dwa razy tyle, ile jest ustawowo wymagane!"
    • Teresa
      09.03.2015 22:07
      Cyt. z artykułu: "Czytam ostatnio sporo o wielkich przebudzeniach duchowych XX wieku." --> to jest wielkie odstępstwo od wiary, a nie przebudzenie!
    • służba narodowi
      10.03.2015 12:57
      Przypominam swój poprzedni wpis, bo niektórzy nie zrozumieli.

      Trzeba nauczyć się przekonywać ludzi chorych na nostalgię niewolnictwa, że tylko ci którzy myślą kompleksowo mogą los społeczeństwa naprawić i co więcej nie chcą im niczego w ten sposób odebrać, lecz dać tyle ile im przynależy.

      Dekomunizacja nie może być złem, gdyż wyrzeka się uczestnictwa w życiu publicznym ten kto doświadczał innych przez zatwardziałość własnego serca. Dekomunizacja i deprywatyzacja władzy powinna przynieść także sprawiedliwy podział dóbr i usług z wyłączeniem ryzyka wyzysku.

      Los maluczkich powinien przejmować każdego z nas. To przez ich pryzmat powinno patrzeć państwo. "Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych mnieście uczynili."

      Rzeczywiście, codziennie jedno "Ojcze nasz" może zmienić świat. Popieram.
    • Anna Panna
      27.02.2017 01:54
      Nigdy nie należałam do żadnych wspólnot oazowych, ale teraz dopiero widzę, jak bardzo ten brak związku z oazą był opatrznościowy. Dzięki temu widzę, jak coraz to nowe fale protestantyzmu zalewają Kościół.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół