• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Smakowite gadanie

    Agata Puścikowska

    |

    GN 05/2015

    dodane 29.01.2015 00:15

    O tym, jak doktorantka budownictwa wraz z ekonomistą kartę dań do małżeńskiego dialogu napisali.

    Akademik we Wrocławiu. Małżeństwo z ponadczteroletnim stażem, Agata i Modest Aniszczykowie (W tle dzieci: 3-letnia Julka i maluszek Brunon). Ona, żona – doktorantka budownictwa, a przy tym instruktorka modelu Creightona, pomaga niepłodnym parom. On, mąż – ekonomista i teolog. Kiedyś zajmował się projektowaniem ogrodów czy zakładaniem okien, dziś pracuje w poradniach narzeczeńskiej i dla małżeństw. Z połączenia doświadczeń Agaty i Modesta powstała „Karta rozmowy małżeńskiej” – przedziwna książka, która może sporo namieszać w małżeńskim garnku. Ale efekt raczej będzie i zdrowy, i smaczny, i strawny.

    Przygotowanie

    – Prapoczątkiem tej książki były chyba… rozmowy z przeróżnymi ludźmi, narzeczonymi i małżonkami. I to, że potrafimy się wczuć w wiele sytuacji, wrażliwości, problemów – mówi Modest. Wcześniej jednak Aniszczykowie działali w duszpasterstwie akademickim. Tam się poznali. Potem, jako małżeństwo, związani byli krótko z Kościołem Domowym, w którym wiele wagi przykłada się do wypracowania tzw. dialogu małżeńskiego. Organizowali też spotkania ewangelizacyjno-formacyjne dla młodych ludzi.

    – Właściwie wszędzie, gdzie pracowaliśmy i pomagaliśmy, widać było, że prawidłowy dialog nie przychodzi nam wszystkim łatwo – opowiada Modest. – I nawet gdy małżonkowie są we wspólnocie, która kładzie nacisk na konieczność dialogu, małżeńskie rozmowy sprawiają wielokrotnie trudność. Bywa, że są sztywne i zamiast cieszyć, powodują stres lub znużenie.

    Niemniej w małżeństwie gadać trzeba. Ale tak gadać, by się mądrze porozumiewać, zbliżać tą rozmową, rozwiązywać trudności i szczerze mówić o swoich potrzebach, oczekiwaniach, uczuciach.

    Aniszczykowie przed ślubem nie mieli z dialogiem problemu. Wiadomo – zero nieprzespanych nocy, dziecięcych kolek, kłopotów związanych z prowadzeniem domu, ze wszystkimi „sprawami niecierpiącymi zwłoki”, jak rachunki, zakupy, gotowanie i sprzątanie. Po ślubie jednak, mimo że w teorii o prawidłowym dialogu wiedzieli sporo, praktyka i ich zaskoczyła. – Okazało się, że brak czasu, codzienna gonitwa, zmęczenie, dość skutecznie zaburzyły nasze wizje dotyczące małżeńskiego dialogu. Dlatego sami musieliśmy zrobić duży wysiłek, by w realiach małżeńskich wypracować konkretne metody na rozmowę – opowiada Agata.

    – Dotarło do nas, że nie da się pewnych rzeczy robić spontanicznie. Potrzeba wysiłku, skupienia i chęci. W przeciwnym razie – jeśli nie spełnimy pewnych warunków – zaplanowany dialog czy raczej jego prowadzenie zacznie nas drażnić. I zamiast wzmocnienia małżeńskiej więzi będziemy mieć spory i frustracje – opowiada Modest.

    Teraz, by rozmowa małżeńska się udała, Aniszczykowie planują ją z wyprzedzeniem. Umawiają się na konkretny dzień, na godzinę (zawsze gdy dzieci śpią i nie przeszkadzają). Zawsze też planują temat rozmowy. By nie okazało się, że spotkanie zamieni się w rozprawianie o sprawach bieżących: o cieknącym zlewie czy problemach z dziećmi. – Na zwykłe rozmowy, takie spontaniczne i dotyczące wszystkiego, nie umawiamy się. Po prostu je wciąż toczymy – śmieją się Agata i Modest. – I te „zwyczajne” rozmowy zabierają nam 90 proc. wspólnie spędzonego czasu. Ale ważne jest, by najistotniejsze sprawy omawiać w sposób wyjątkowy, przemyślany i… skuteczny.
     

    Praktyczne narzędzia

    Aniszczykowie czytali wiele książek o sakramencie małżeństwa, relacjach męsko-damskich, pojawieniu się dzieci. I wielu innych tematach, które wszystkich interesują, lecz… często omawiane są w sposób niezrozumiały lub pozbawiony sensu. Nie dziwi więc, że po lekturze tego typu „podręczników” część par dochodzi do wniosku, że małżeństwa z książki się nie nauczysz. Gdyby jednak stworzyć narzędzie, które usprawni małżeński dialog? Gdyby napisać przewodnik czy poradnik praktycznie i nienachalnie uczący dobrej małżeńskiej rozmowy?

    Na podstawie swoich doświadczeń dialogu małżeńskiego i doświadczenia znajomych par zaczęli Aniszczykowie spisywać zasady owocnej rozmowy. By powoli tworzyć cały przewodnik – kartę, w której krok po kroku małżonkowie znajdą pomoc w dialogowaniu. Pomysł, by poradnik przypominał… menu w restauracji pochodzi od o. Karola Meissnera. – Ojciec Karol powiedział kiedyś, że warunkiem dobrej rozmowy małżeńskiej jest wyjście z domu, na przykład do restauracji – opowiada Agata. – Modest wymyślił więc, że nasza książka, czyli narzędzie do małżeńskiego dialogu, mogłaby mieć właśnie formę menu, czyli… karty dań.

    W menu, jak w każdej przyzwoitej restauracji, mamy więc do wyboru: przystawkę, danie główne i deser. Ale jak to jeść?

    Smakowite, byle… strawne

    „Karta rozmowy małżeńskiej” składa się z dwóch części. Pierwsza to książka z opisem wszystkich „potraw”, czyli tematów rozmowy, poruszanych wątków, spraw. Druga, równie istotna, to instrukcja dołączona do książki. Od niej należy zacząć małżeński dialog (a może ucztę?)… Z instrukcji dowiadujemy się, po co małżonkom „przystawka”, na czym powinna polegać, czemu służy, ile powinna mniej więcej trwać.

    Przystawka to wstęp do dialogu, przywitanie się, wejście w głąb rozmowy. Małżonkowie wybierają jedną przystawkę – czyli temat. A jest z czego wybierać: co lubię z tobą robić, czym ostatnio cię zaskoczyłem/zaskoczyłam, co małżeństwo zmieniło we mnie na lepsze. Można też wybierać z przystawek – cytatów. Wtedy w krótki sposób małżonkowie rozważają przeczytany fragment dotyczący małżeństwa i miłości, np. z Karola Wojtyły czy dominikanina Mirosława Pilśniaka.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół