• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Tysiąc lat modlitwy

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 46/2014

    dodane 13.11.2014 00:15

    Mówi się o tym miejscu Ogród Bogarodzicy, Święta Góra. Athos to jedyna na świecie republika mnichów, ostatni skrawek Bizancjum, serce prawosławnej duchowości, żywe muzeum wschodniej tradycji chrześcijaństwa.

    Legenda głosi, że dopłynęła tu kiedyś sama Matka Boża. Dzięki Niej miała dokonać się pierwsza ewangelizacja pogańskich mieszkańców półwyspu. Zachwycona urodą tego skrawka ziemi Maryja wypowiedziała słowa: „Synu mój, Boże mój, pobłogosław to miejsce… wylej na nie miłość i zachowaj je nienaruszonym do skończenia świata”. Stąd „Ogród Bogarodzicy”. Często słyszałem tę nazwę, studiując ekumenizm. Athos, czyli kraina mnichów, ascetów i świętych starców, ojczyzna hezychazmu – wschodniego nurtu duchowości, który każe powtarzać w rytm oddechu: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną” (tzw. Modlitwa Jezusowa) i szuka światła z Góry Przemienienia. Athos to także symbol sprzeciwu części prawosławnego świata wobec ekumenizmu. Ten mistyczny świat wydawał mi się tak odległy, że aż nierzeczywisty.

    Skarbiec prawosławia

    A jednak istnieje naprawdę, o czym miałem okazję się przekonać. Ten niezwykłej urody grecki półwysep żyje od ponad 1000 lat wedle swoich reguł. Czym jest Athos? Świętą ziemią prawosławnej tradycji, skansenem opierającym się naporowi zsekularyzowanej Europy, żywym muzeum przechowującym niezliczone (dosłownie!) skarby wschodniego chrześcijaństwa (ikony, naczynia liturgiczne, rękopisy, sakralne budowle, liturgiczne śpiewy). Nade wszystko znakiem, że Bóg jest tego wart, by żyć tylko dla Niego. Na ile ten znak jest dziś czytelny, to temat do rozmowy. 5 dni to zdecydowanie za mało, by poznać i zrozumieć to miejsce. Tym bardziej że Święta Góra (oficjalna nazwa Athosu) strzeże zazdrośnie swoich tajemnic i pozostaje nieufna, zwłaszcza wobec wszystkich „nie-ortodoksyjnych”, czyli także katolików. Móc dotknąć tej ziemi wypełnionej modlitwą to ogromna łaska. Athos to najpierw nazwa góry wyrastającej na jednym z trzech „palców” wieńczących półwysep Chalkidiki, dwa pozostałe to centra turystyki. Athos to także nazwa samego cypla, który ma 60 km długości i od 7 do 12 km szerokości.

    „Państwo” mnichów obejmuje powierzchnię 336 km kw., z trzech stron oblane jest morzem, od strony lądu oddzielone strzeżoną granicą. Od 1924 r. półwysep ma status autonomicznego okręgu, co jest wpisane do greckiej konstytucji. Athos podlega pod kościelne zwierzchnictwo Patriarchy Konstantynopola. Mówią, że pierwszy klasztor założył Konstantyn Wielki, ale dowodów na to nie ma. Pierwsze dokumenty świadczące o osiedlaniu się na Athosie pustelników (eremitów) sięgają IX wieku. W okresie ikonoklazmu chroniło się tutaj wielu uchodźców. Za ojca założyciela republiki mnichów uznaje się św. Atanazego Atonitę. W 963 r. dzięki niemu powstał pierwszy monaster – Wielka Ławra. Przy wsparciu cesarzy Atanazy nakłonił wszystkich eremitów do życia w zorganizowanych wspólnotach (cenobityzm). Wkrótce zaczęły powstawać kolejne monastery, które przyciągały mężczyzn z różnych stron świata: z Gruzji, z krajów słowiańskich, także z tradycji łacińskiej (jakiś czas żyli tu benedyktyni z Amalfi).

    W 1045 r. cesarz Konstantyn IX zakazał kobietom wstępu na Świętą Górę. Athos stał się międzynarodowym centrum prawosławnej duchowości. Święta Góra przechodziła burzliwe koleje losu, walczyła o niezależność, przetrwała liczne najazdy i panowanie tureckie. Liczba mnichów dochodziła w niektórych okresach nawet do 20 tysięcy. Carska Rosja w XIX w. dążyła do wzmocnienia obecności mnichów rosyjskich. W 1912 r. było tam 3615 Rosjan i tylko 3207 Greków. Te tendencje skończyły się po rewolucji sowieckiej. Dziś na Athosie żyje około 2000 prawosławnych zakonników, zgromadzonych w 20 monasterach (17 greckich i po jednym rosyjskim, serbskim i bułgarskim). Ta liczba i hierarchiczna kolejność klasztorów jest stała.

    Tańczące świeczniki w Pantelejmonie

    Aby dostać się na Athos, trzeba wsiąść na prom wypływający z przystani w miasteczku Uranopolis, położonym 2,5 godz. drogi autobusem z Salonik. Turyści i pielgrzymi spoza Grecji potrzebują specjalnej wizy. Tylko kilku katolików dziennie ma szanse uzyskać takie pozwolenie. „Ogród Bogarodzicy” wita nas pochmurną, deszczową pogodą. Na promie przeważają Grecy, choć często słychać także język rosyjski. Z głośników na promie podawane są standardowe informacje o zasadach bezpieczeństwa – po grecku i po angielsku. „Ladies and gentleman!”... nieco zabawne, bo żadnych „lejdis” tu nie ma. Płyniemy zachodnią stroną cypla na południe. Po dwóch godzinach docieramy do naszej pierwszej bazy, rosyjskiego monasteru św. Pantelejmona. Zaskakuje zielony kolor kopuł i wież, wszystkie budynki wyglądają na świeżo odnowione. Klasztor położony jest nad samym morzem. Ciszę zakłócają robotnicy pracujący w jednym z potężnych budynków monasteru. Jak wkrótce się o tym przekonam, prawie we wszystkich odwiedzanych klasztorach stoi dźwig, trwają większe lub mniejsze prace renowacyjne.

    Po wejściu Grecji do Unii fundusze europejskie dotarły i tutaj. Choć w przypadku Pantelejmona to raczej wsparcie rosyjskie. Monastery przyjmują pielgrzymów w wydzielonej części, zwykle na jedną noc. Zapewniają nocleg i posiłki razem ze wspólnotą. Nasza pielgrzymkowa ekipa dostaje nocleg w „kolonijnej” sali na jakieś 60 łóżek O 19.00 w cerkwi rozpoczyna się wieczernia (nieszpory), przedłużona o nocne czuwanie. Nabożeństwo kończy się przed północą. Modlitwy odbywają się tutaj w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. Pielgrzymi i zakonnicy całują ikony rozmieszczone w wielu miejscach świątyni, żegnają się co chwila. Wielogłosowy męski śpiew, wielokroć powtarzane „Hospody pomiłuj”, zapach i dźwięk kadzidła, półmrok rozświetlony świecami, blask ikonostasu, brodaci mnisi w czarnych szatach bezszelestnie pojawiający się i znikający… Udział w nabożeństwie jest tu rozumiany inaczej niż u nas. Modlitwa mnichów płynie jakby obok, każdy można się w nią włączyć na swój sposób. Dzwonek wyrywa nas ze snu o 5.00.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • Estera
      11.12.2014 14:43

      Czego ludzie nie wymyślą, by nie pełnić woli Bożej?

      Pan Jezus jak pokazuje Biblia, posłuszny Ojcu Niebieskiemu, pozostał do końca w odrzuceniu, wyśmianiu, cierpieniu. Nauczał. Został zabity.

      Czy gdzieś śpiewał?

      Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
    • paweł
      11.12.2014 17:44
      Ciekawe,mnie też mnich kazał siedzieć w "stasidiach" w przedsionku zaraz przy wejściu kiedy się dowiedział że jestem katolikiem.Pięknie ksiądz opisał to czego nie potrafiłem przekazać innym.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół