• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Z ziemi włoskiej do Polski

    Mariusz Majewski

    |

    GN 45/2014

    dodane 06.11.2014 00:15

    O kulcie św. Rity na Półwyspie Apenińskim krążą legendy. Ale patronka wzywana w sprawach trudnych i beznadziejnych staje się coraz bardziej znana także w naszym kraju. Przykładem jest mała parafia Czarna koło Ustrzyk, gdzie na comiesięczne nabożeństwo przyjeżdża bardzo dużo ludzi.

    Z okna plebanii jak na dłoni widać asfaltową wąską drogę prowadzącą wprost do stojącego u podnóża górki kościoła. Za dwie i pół godziny ma się rozpocząć Msza św., Różaniec i 27. nabożeństwo do św. Rity. Co miesiąc prowadzi je inny kapłan, którego zaprasza proboszcz. Aż się nie chce wierzyć, że niezbyt duży drewniany kościółek w parafii liczącej ok. 1700 osób, między Ustrzykami Dolnymi a Górnymi, będzie za chwilę pękał w szwach. W sceptycyzmie utwierdza fakt, że od rana mocno pada i nie zapowiada się, żeby miało przestać. Tymczasem już kilka minut przed godz. 15 do kościoła zaglądają pierwsze osoby. Gdy pojawia się coraz więcej aut, zaglądam na parking i sprawdzam rejestracje. Są bliższe okolice – jak Brzozów czy Sanok. I nieco dalsze: Jarosław, Przemyśl. W oczy rzuca się Tarnów i Dębica. Ludzie przyjechali tu za włoską świętą, która do bieszczadzkiej parafii trafiła przez Kraków z powodu… nowotworowej choroby proboszcza.

    Święta od pojednania

    O godz. 17 punktualnie rozpoczyna się Różaniec. W kościele nie ma już za dużo miejsc stojących, o siedzących nie ma nawet mowy. Obok ołtarza w prezbiterium stoją relikwie św. Rity. Nad nimi jej portret. Prawie wszyscy ludzie w kościele trzymają w dłoniach czerwone róże. Zostaną one pobłogosławione na koniec nabożeństwa. Dlaczego święta przedstawiana jest właśnie z tymi kwiatami? Nawiązują one do wydarzenia z jej życia, kiedy to róże zakwitły w zimie. O róże poprosiła umierająca zakonnica, a wcześniej żona i matka Margerita (w zdrobnieniu Rita) Lotti. Urodzona w 1381 r. kobieta wiele w życiu przeszła. Jako dziewczynka była przekonana, że jej drogą życia jest zakon. Jednak w wieku 12 lat rodzice skłonili ją do wyjścia za mąż za człowieka, który okazał się awanturnikiem i rozpustnikiem, brutalnie traktującym żonę. Rita znosiła te upokorzenia, urodziła dwóch synów. Mąż pod jej wpływem powoli się zmieniał. Przed śmiercią przeprosił Ritę, pojednał się z Bogiem i z Kościołem. Został zamordowany w wyniku spisku jego dotychczasowych przyjaciół. Dwaj synowie chcieli pomścić śmierć ojca. Rita modliła się, aby Bóg uniemożliwił jej synom dokonanie zemsty i popełnienie grzechu morderstwa. Rok później obaj zmarli. Zostawszy bezdzietną wdową zgłosiła się do klasztoru św. Marii Magdaleny w Cascii. Zakon jednak odrzucił ją. Kojarzona była bowiem z trwającym sporem między dwiema rodzinami. Otrzymała misję doprowadzenia do pojednania i zakończenia waśni.

    Pozornie niewykonalne zadanie zakończyło się sukcesem i wieku 36 lat trafiła do zakonu. Rita miała wielkie nabożeństwo do męki Pańskiej. Pewnego dnia podczas adoracji krzyża prosiła Jezusa, żeby mogła choć symbolicznie uczestniczyć w Jego cierpieniach. Otrzymała cierń z korony, który tkwił w jej czole przez resztę życia, powodując nieustanny ból. Cierń, inaczej niż to pokazują portrety świętej, pozostawał niewidoczny. Widać było za to wyraźnie ślad po ranie. Rana wydawała nieprzyjemną woń, co spowodowało, że s. Rita dużo czasu spędzała w odosobnieniu. Zmarła wyczerpana chorobą 22 maja 1457 roku. Cela napełniła się światłem i cudnym zapachem. Ciało s.  Rity, umieszczone w bazylice w Cascia, zachowane jest w doskonałym stanie. Kult rozpoczęty zaraz po jej śmierci oficjalnie potwierdzał Kościół. Najpierw beatyfikacją w 1628 r., a później kanonizacją w 1900 r., przeprowadzoną przez papieża Leona XIII. Oprócz Włoch święta mocno czczona jest we Francji i w Ameryce Południowej.

    Dla rodzin, matek i kobiet

    Po Różańcu proboszcz parafii w Czarnej ks. Andrzej Majewski odczytuje prośby i podziękowania, które ludzie kierowali na karteczkach jako intencje modlitewne do św. Rity. Ich odczytanie zajęło 45 minut. „O uzdrowienie nóg, kręgosłupa, oczu; o pomoc w znalezieniu pracy; o zgodę w rodzinie; o dar macierzyństwa i ojcostwa; o uwolnienie z nałogów; o pomoc w cierpieniu” – padały prośby. Na południowym wschodzie Polski nie mogło zabraknąć też intencji o pokój na Ukrainie. Te często ogólnie formułowane prośby wracają później do ks. Majewskiego w postaci szczegółowych świadectw. Tak jak historia Magdaleny i Wojciecha, małżeństwa z Warszawy, którzy kilkanaście miesięcy temu znaleźli się Bieszczadach, by – jak wspominają – nie tylko odpocząć, ale także uciec od problemów i kolejnych wizyt u lekarza. Magda była w 12. tygodniu ciąży, a lekarze orzekli, że musiałby zdarzyć się cud, żeby ciąża się utrzymała. Oboje mieli po 41 lat i nie tak dawne doświadczenie poronienia. W czasie tej bieszczadzkiej ucieczki na niedzielną Eucharystię wybrali się do Czarnej. – Usłyszeliśmy o świętej od spraw trudnych i beznadziejnych, której relikwie wkrótce mają zostać sprowadzone do parafii. Odczuliśmy mocno, że św. Rita jest wsparciem, które daje nam Boża Opatrzność.

    Czuliśmy, że to dziewczynka i od razu postanowiliśmy, że nazwiemy ją Rita. Odzyskaliśmy spokój. Ciąża przebiegła prawidłowo i urodziło się zdrowe dziecko – wspominają. Co jakiś czas wracają do Czarnej. Razem z proboszczem modlą się, dziękując za otrzymane łaski. Na koniec Mszy św. można było ucałować relikwie św. Rity i potrzeć o nie specjalne chusteczki. – Któregoś miesiąca na nabożeństwo przyjechali dziadkowie. Modlili się o zdrowie dla swojej wnuczki, która przebywała w tym czasie w szpitalu w Zakopanem. Potarli materiałowe chusteczki, które specjalnie przygotowujemy, o relikwie św. Rity i wysłali je do szpitala. Z ich wnuczką leżała na sali inna dziewczynka z Krakowa. Jej mama wzięła chusteczki z Czarnej, o której wcześniej nie słyszała, i pocierała miejsce, gdzie lekarze zdiagnozowali u jej córeczki guza. Przez dziadków i ich wnuczkę Bóg dotknął jej rodzinę, posługując się też naszą parafią. Potem napisała do nas świadectwo z podziękowaniem Bogu za uzdrowienie córki – opowiada ks. Andrzej Majewski. Lekarze podjęli decyzję, że trzeba wyciąć guza. Zaplanowali operację na 15 grudnia 2013 roku, ale dziewczynka zachorowała na wirusowe zapalenie krtani i musieli przełożyć operację na 2 stycznia. – Wróciliśmy do domu. Codziennie prosiłam św. Ritę o pomoc.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • basia
      26.01.2015 19:59
      wczoraj w TV Polonia miała miejsce transmisja mszy św.Nie uczestniczył w niej ksiądz Andrzej Majewski; w czasie mszy św. wielokrotnie był wspominany w modlitwach i nie tylko. św. Rito proszę miej Go w swej opiece.
    • Marek
      29.01.2015 20:55
      Niestety dzisiaj Ksiądz Andrzej zmarł. Pamiętajmy o Nim w swoich modlitwach. On z cała pewnością będzie pamiętał o nas.
    • parafianka
      30.01.2015 09:59
      Wszyscy będziemy o nim pamiętać i miejmy nadzieje, że nabożeństwa do świętej Rity będą nadal trwały, rozwijały się i przypominały jak wielkim człowiekiem był nasz proboszcz!
    • asiamer
      06.11.2015 11:18
      Kocham Cię Św.Rito.Proszę Cię o zdrowie dla Marcelka.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół