Ks. Zdzisław Tront

Grzegorz Danielczyk

dodane 03.11.2014 09:25

Był człowiekiem wielkiego cierpienia, które znosił z niespotykaną cierpliwością i łagodnością.

Ks. Zdzisław Tront urodził się 24 lipca 1963 w Wodzisławiu Śląskim. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Turzy Śląskiej, a do Liceum Ogólnokształcącego w Wodzisławiu Śląskim. W 1982 roku wstąpił do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach. Święceń prezbiteratu udzielił mu 13 maja 1989 roku w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach Ks. Arcybiskup Damian Zimoń. Był wikariuszem w parafiach: św. Józefa w Świętochłowicach-Zgodzie i Wniebowzięcia NMP w Katowicach. W latach 1997-2001 był kapelanem w Domu Pomocy Społecznej w Halembie. Następnie służył jako wikariusz w parafiach: św. Barbary w Chorzowie, Matki Bożej Uzdrowienia Chorych w Orłowcu oraz Wniebowzięcia NMP w Wodzisławiu Śląskim. Zmarł 26 czerwca 2010 roku. Pochowany został w rodzinnej Turzy Śląskiej.

Ks. Zdzisław Tront pozostanie w naszych sercach i pamięci. Pamiętamy jego dobro i troskę o drugiego człowieka. Wspominamy jego słowa. Te z ambony, konfesjonału oraz ze spotkań towarzyskich. Był niezwykle pomocnym kapłanem, przyjacielem. Był człowiekiem wielkiego cierpienia, które znosił z niespotykaną cierpliwością i łagodnością. Cierpienia, które budowało wiele relacji i więzi z ludźmi. Cierpienia, przez które sam wzrastał i dojrzewał. Mało myślał o sobie. Gdziekolwiek się znalazł łagodził obyczaje, rozładowywał napięcia. Odkrywał przecież cudowną moc słów oraz postaw, które mogą zbliżać ludzi i to, że nie tyle ważny jest język rozmowy ile treść i intencja, z jaką się coś wypowiada. Dla niego świat nie dzielił się na dobrych i złych, wierzących i niewierzących, normalnych i upośledzonych. W każdym odnajdował dobro.

Ks. Zdzisław niemal przez całe życie kapłańskie zmagał się z chorobą. Pomimo ogromu cierpienia na zewnątrz był niesłychanie pogodny i radosny. Pokazał nam jak żyć z bólem jak żyć z cierpieniem. Jak się nie poddawać i ciągle iść do przodu. Kochał Pana Boga i kochał życie. Cierpiał w bólu a jednocześnie żył jakby tego bólu nie było. Był ekspertem od spotkania z człowiekiem… bliskim i dalszym – każdym. Miał ogromną siłę, którą czerpał z ołtarza, Eucharystii i obdarzał nią wszystkich w koło.

Każdy kto się z nim zetknął może powiedzieć, że zaczerpnął tej siły do swojego życia. Pomagał i wspierał nie tylko tych, którzy go poprosili. Był człowiekiem działania, zawsze w gotowości do spotkania, do pomocy, do ofiary.

W tym zmaganiu się z bólem był wyjątkowy. Wielu ludzi cierpiących nie potrafi sobie poradzić ze swoim bólem i potrzebuje wsparcia, pomocy i wyciągniętej ręki.

Mając w pamięci jego życie, przykład jak można pokonywać ból, warto na tym gruncie szerzyć dobro, które wypływało z jego relacji i więzi z Bogiem i otwartości na ludzi.

«« | « | 1 | » | »»
oceń artykuł
, aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
Gość
    przewiń w dół