Nowy numer 17/2018 Archiwum

Przezroczyści

Nie przesłaniają wam Boga? – słyszałem często argument przeciwko kultowi świętych. „Nie – odpowiadałem – odsłaniają Go”. Świętości nie wypracowuje się na duchowej siłowni. To odpowiedź na odgórne zaproszenie.



Obrazek, który ujrzałem na stacji benzynowej w Meksyku. Opuncje, agawy, rdzawa ziemia, śmieci, sporo bezdomnych kundli. Na pace jeepa siedziała rodzinka. Zajadała kanapki. Obok niej posłusznie stały ogromne figury świętych. Z daleka trudno było odróżnić, kto z krwi i kości, a kto z gipsu. Podobała mi się ta zażyłość. Razem mknęli w kierunku Guadalupe.


Inny, bliższy geograficznie i klimatycznie, obrazek. Białystok. Dworzec PKP. Drzwi pociągu otwierają się z charakterystycznym sykiem. Do wagonu ładuje się dwóch wygolonych na łyso facetów w bluzach. Jacek i Piotrek znani z projektu „Łyse banie głoszą zmartwychwstanie” nie przejmują się zdumionymi spojrzeniami pasażerów. Taszczą ze sobą do przedziału sporą figurę Matki Boskiej. 
Tak wygląda świętych obcowanie. To naczynia połączone. Wspólne wypady na miasto, nowenny i jedzenie kanapek. Nasza rodzina w niebie.


Superbohaterowie?


Nie lubię wrzucania ich do szufladki „giganci wiary”, „herosi ducha” (choć trudno im tej heroiczności odmówić) albo kreskówek przypominających dokonania superbohaterów. Wierzę, że gdy Mała Tereska przeżywała ciemną noc, a jej imienniczka z Kalkuty wołała „Boże, jeżeli istniejesz, zmiłuj się nade mną” nie kokietowały otoczenia. Czego można dowiedzieć się z ich życia? Tego, że Bóg kocha. I napełnia swą mocą słabych i kruchych.
Cześć oddawana świętym jest uwielbieniem Boga. Są znakiem Jego obecności. 
„W określone dni roku liturgicznego Kościół na ziemi wspomina świętych. Ukazuje w ten sposób, że jest zjednoczony z liturgią niebieską; wielbi Chrystusa za to, że dokonał zbawienia w swoich uwielbionych członkach. Ich przykład jest natchnieniem Kościoła w jego drodze do Ojca” – czytamy w katechizmie Kościoła (KKK 1195). 
„Zgodnie z tradycją Kościół oddaje cześć Świętym i ma w poważaniu ich autentyczne relikwie oraz wizerunki. Uroczystości Świętych głoszą cuda Chrystusa w Jego sługach – przypominali autorzy Soboru Watykańskiego II („Sacrosanctum concilium” 111).
„Cuda Chrystusa w jego sługach” – trudno o bardziej precyzyjną intuicję. 
Nie mówią o sobie. Zazwyczaj stoją po drugiej stronie reflektora, snop światła kierując na Wszechmogącego. „Ach, pomimo swojej małości chciałabym oświecać dusze jak Prorocy, jak Doktorzy; mam powołanie, by być Apostołem... chciałabym przemierzać świat, głosząc Twoje imię, i postawić na ziemi niewiernych Twój zwycięski Krzyż” – pisała Teresa z Lisieux. Święta przed swą śmiercią obiecała, że gdy tylko trafi do nieba, stanie się „złodziejką, wykradającą Panu Bogu to, co najlepsze”. Zapowiadała też, że ześle na ziemię deszcz róż.
„Uświęćcie się więc i bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty – prosi Mojżesza Bóg (Kpł 11,44; 20,7), a św. Piotr jedynie przypomina tę zachętę „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 P 1,16). 


Po co?


Dlaczego prosimy Boga, modląc się za ich wstawiennictwem? Przypomina mi się pewna historia… 
Przyszedł do naszej wspólnoty po raz pierwszy. Stanął na uboczu, nie modlił się. Obserwował. Klęczeliśmy przed Najświętszym Sakramentem. Stał pod filarem kościoła i... ironicznie się uśmiechał. Rozbiło to wiele osób i zamknęło usta tym, którzy i tak nieśmiało odzywali się od wielkiego święta. Gdy skończyło się spotkanie, w ławce pozostał tylko ten jeden mężczyzna. Podszedł do o. Augustyna Pelanowskiego i z ironią rzucił: „Dlaczego wy, katolicy, mówicie że Maryja jest pośrednikiem? Przecież jedynym pośrednikiem jest Jezus Chrystus!”. „A prosiłeś kiedyś kogoś o modlitwę?” – spytał spokojnie paulin. „Jasne!”. „Po co? Przecież jedynym pośrednikiem jest Jezus Chrystus…”. Faceta zamurowało, omiótł zakonnika drapieżnym spojrzeniem, obrócił się na pięcie i odszedł. 
Skoro proszę o wstawiennictwo znajomych grzeszników (znam jedynie takich!), dlaczego nie miałbym poprosić o to samo tych, którzy trafili na „kanonizacyjny” dywanik i zostali uznani przez Kościół za wzór do naśladowania? Stoją (wierzę w to!) twarzą w Twarz, a ich pośrednictwo doprawdy trudno przecenić. Piszę o zdrowej relacji, nie rozrzucanych po kościołach kserowanych karteczkach z komunikatem w stylu „Święta Rita pomoże tam, gdzie Jezus już nie może”. To czysta dewocja, niemająca żadnych biblijnych korzeni.


Pierwszy komunikat, jaki otrzymujemy po lekturze żywotów świętych jest krótki jak news na Twitterze: „Bóg kocha”, a świętość jest zawsze odpowiedzią na Jego zaproszenie. 
– Moje Boskie Serce płonie tak wielką miłością ku ludziom, że nie może utrzymać dłużej tych gorejących płomieni, zamkniętych w moim łonie – opowiadał Jezus francuskiej zakonnicy Małgorzacie Marii Alacoque. 
„To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” – rozpoczyna swój list św. Jan, a św. Łukasz w Dziejach Apostolskich przypomina: „Nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (4,20).
Co to znaczy? Świętości nie wypracowuje się na duchowej siłowni. To odpowiedź na zaproszenie.


Czego dowiedziałem się w zalanej słońcem Sienie? (przywołuję to miasto, bo dopada mnie jesienna zaduma i tęsknota za barwami Toskanii). Gdy św. Katarzyna wpadała w ekstazy, siostry widziały ją otoczoną płomieniami. Wszystko zaczęło się od spotkania Tego, „który Jest”. Świętość zawsze zaczyna się od spotkania. Od gestu z Jego strony. 6-letnia Katarzyna na dachu gigantycznego kościoła San Domenico zobaczyła coś, co radykalnie odmieniło jej życie. Na szczycie świątyni ujrzała potężny tron. Siedział na nim sam Jezus w otoczeniu aniołów. Nic dziwnego, że dziewczynka już jako siedmiolatka ślubowała Mu dozgonną wierność i zachowanie dziewictwa. Później, w czasie mistycznych zaślubin z Jezusem, otrzymała od Niego ślubną obrączkę. Jako 23-latka 
(5 lat przed otrzymaniem stygmatów) przeżyła doświadczenie zwane mistyczną wymianą serc. Potraktowała Biblię niezwykle poważnie i dosłownie i prosiła o „nowe serce”. Gdy rozważała słowa psalmu: „Stwórz o Boże we mnie serce czyste”, objawił się jej Jezus. Podszedł do niej i wyciągnął z jej boku serce. Po dwóch dniach ujrzała Go ponownie. Tym razem podszedł do niej i powiedział: „Dopiero co wziąłem twe serce, a dziś daję ci swoje”. 
To tajemnica świętości. Mistyczna transfuzja. Konsekwencja okrzyku: „Żyję już nie ja, żyje we mnie sam Chrystus”.


« 1 2 »
oceń artykuł
  • Zibi89
    01.11.2014 21:27
    Do tytułu dopisałbym od siebie, że wszystkie moje wersje są prawdziwe. Każde ma szanse na realizację.

    Wszystko zależy od kontekstu w jakim się to czyta:
    a) politycznym,
    b) filozoficznym,
    c) teologicznym (np. egzegeza kanoniczna i analogia wiary, chrystocentryzm),
    d) historycznym,
    e) socjologicznym,
    f) politologiczno-doradczym
    g) uczuciowo-emocjonalnym/pragmatycznym,
    h) psychologicznym - (nie)znajomość relacji damsko-męskich/procesów decyzyjnych w polityce itd.
    doceń 1
  • Zibi89
    01.11.2014 22:00
    Lubię nieporozumienia, ale największym jest moje ... uzależnienie.
    doceń 1
  • Zibi89
    01.11.2014 23:43
    Cały okres trwających wciąż prześladowań wspominam z uśmiechem. Nie można złamać sumienia, które prześladowaniom się nie poddaje. Można kogoś przestraszyć, lecz strach to za mało by wypaczyć sumienie. Odwołanie się do przemocy, tak jak w tym przypadku, psychicznej, lub fizycznej nie łamie kręgosłupa świadomemu i w pełni uformowanemu sumieniu, lecz je wzmacnia w dążeniu do świętości.
    doceń 2
  • zobacz tutaj
    02.11.2014 04:27
    zobacz ten adres zbieramnaludzibezdomnych.pl
    doceń 0