• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Gospelowy team

    dodane 02.10.2014 00:00

    Różne profesje i osobowości, ale jeden cel – śpiew, który wielbi Boga. Głogowski chór gospel, początkowo „Głogów Gospel Choir”, dziś „Space of Grace” istnieje od 2005 roku.

    Głosi Dobrą Nowinę, przybliża ludziom Boga i uczy, jak cieszyć się życiem. Oprócz koncertów organizuje warsztaty gospel i włącza się w akcje charytatywne.

    Wspólny mianownik

    W chórze śpiewa ok. 20 osób. Wśród nich jest Grzegorz Mikołajczyk, który na co dzień zajmuje się produkcją w przemyśle drzewnym. Muzyka i śpiewanie są jego pasją i odskocznią od pracy. – Współpracuję z chórem od 8 lat, wcześniej śpiewałem w zespole klasycznym i kocham muzykę. Gospel jest dla mnie sposobem na życie. Radością niesienia szczęścia innym ludziom i pokazania, że życie dzięki wspólnocie i Kościołowi może być radosne – mówi muzyk.

    – Jesteśmy wspólnotą, małą rodziną i to jest dla mnie bardzo ważne. Dzielimy się swoimi sprawami, modlimy się za siebie i śpiewamy. Sam od Kościoła i Boga wiele dostałem i teraz chcę muzykę dawać ludziom. Chór spotyka się przede wszystkim na próbach, warsztatach i koncertach. Zawsze oprócz śpiewu jest modlitwa. – Jesteśmy grupą wielu osobowości i zawodów, ale staramy się ciągle szukać wspólnego mianownika. Modlitwa towarzyszy nam na każdej próbie, bo uważamy, że ma ona ogromną siłę. Pamiętamy np. o swoich imieninach i modlimy się za siebie – mówi G. Mikołajczyk.

    Księgarniana misja

    Monika Kamińska do Głogowa przyjechała na studia artystyczne. Podczas nich zaczęła śpiewać w chórze. Interesuje się rysunkiem, malarstwem i fotografią, ale to śpiew stał się jej największą pasją. Dziś nie wyobraża sobie życia bez zespołu i muzyki gospel. – Ta muzyka daje energię i radość, ale uczy też pokory. Pracuję w księgarni i tam, podobnie jak w chórze, spotykam się z ludźmi i czuję się potrzebna. Pracuję też nad swoim charakterem, bo zarówno śpiew, jak i sprzedaż książek wymagają wielkiej cierpliwości – mówi Monika. – Praca w księgarni to dla mnie misja. Obcowanie z ludźmi daje mi wiele satysfakcji. Czasem przychodzą smutni, dlatego staram się żartować i uśmiechać, a wtedy widzę, że oni odpowiadają uśmiechem. Nie tylko sprzedaję książki, ale często doradzam i pomagam wybrać ciekawą lekturę. Tę siłę i radość w kontaktach z ludźmi daje mi właśnie gospel.

    Brzmienie emocji

    Choć chemia ma niewiele wspólnego z muzyką, to jednak Joannie Biały udaje się połączyć oba zainteresowania. – Pracuję w laboratorium, a w chórze jestem od 9 lat. Gospel, czyli Dobra Nowina to nie tylko śpiew, ale mówienie o Bogu i ewangelizacja. To właśnie pomaga mi na co dzień w relacjach z ludźmi. To, że jestem wierząca, często ułatwia kontakty z innymi – przekonuje Joanna. – W naszym śpiewaniu chodzi o prawdziwy przekaz, że Pan Bóg jest wspaniały i nasze życie bez Niego nie ma sensu. Śpiewamy o tym, że Bóg kocha ludzi, bez względu na to, jacy oni są. Teksty gospelowych piosenek mają głęboką treść, skłaniającą do refleksji i zastanowienia się nad sprawami, na które zwykle w codzienności nie mamy czasu. To, co śpiewamy, również bardzo mocno przeżywamy. Ta muzyka to brzmienie prawdziwych emocji.

    Ziarenko wątpliwości

    Dyrygentką i szefową chóru jest Mieczysława Murak. To ona zajmuje się organizacją spotkań, prób i warsztatów. Gospel to jej życie. – Chór to jest moja wielka pasja. Mogę tutaj realizować się muzycznie i uczyć innych, co sprawia mi ogromną radość. To jest też ciężka praca, bo nie mamy menedżera i to ja jestem odpowiedzialna za wiele rzeczy. Fascynuje mnie mnogość gatunków muzycznych mieszczących się w stylistyce gospel. Pasjonuje mnie poznawanie nowych ludzi i odkrywanie ich umiejętności muzycznych i głosów oraz to, że chór składający się z wielu osób może stanowić jedno – mówi. Mieczysława jest nauczycielką języka angielskiego i uczy w gimnazjum w Radwanicach. – Szkoła i chór to dwa odrębne światy, w których jednak wspólne jest to, że istnieją integracja i kontakty międzyludzkie. Gimnazjaliści mają trochę zwariowany sposób wyrażania radości, ale jest w nich wielkie pragnienie Bożej miłości. Ich zachowanie często jest wołaniem o zainteresowanie się nimi. Jeżeli uczeń na lekcji powie mi, że nie ma Pana Boga, że „mój gospel” go nie interesuje, nie mogę nie zareagować. Nie da się rozdzielić nauki, wychowania i wiary – tłumaczy anglistka. – Podejmuję dyskusję, oczywiście po angielsku. Chociaż nie zawsze udaje mi się od razu uczniów przekonać, że Pan Bóg jest, zasiewam w nich ziarenko wątpliwości i wierzę, że ono za jakiś czas zakiełkuje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół