• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wystarczy zamknąć oczy

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 40/2014

    dodane 02.10.2014 00:00

    Misjonarze. – Ekwador to kraj leżący na równiku – wyjaśnia werbista o. Jan Koczy i pyta dzieci: – Czy wiecie, że tylko na równiku można postawić jajko na łepku gwoździa?

    Kto z was był na innym kontynencie? – uczestników 10. Zjazdu Misyjnego Dzieci w Nysie wypytuje o. Wiesław Dudar SVD, misjonarz pracujący na Papui-Nowej Gwinei. Okazuje się, że nikt. – Nic nie szkodzi. Wystarczy zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że po 17,5 godz. lotu samolotem wysiadacie na odległej od Polski o blisko 16 tysięcy kilometrów wyspie – tłumaczy dzieciom o. Wiesław. – Kiedy wychodzicie z klimatyzowanego samolotu, czujecie, jakbyście szli do pralni. Jest bardzo wilgotno i duszno. Nie ma czym oddychać – opowiada. I od razu dodaje, że tam po prostu jest zupełnie inny klimat od tego, jaki znamy w Europie. Są tylko dwie pory roku, a przez pół roku ciągle pada.

    Temperatura znana tylko z lodówki

    W sąsiedniej sali Domu Misyjnego Dobrego Pasterza pochodzący z Togo o. Eric Hounake SVD otwiera czarną walizkę na kółkach. Oczy zebranych wokół niego dzieci robią się coraz większe, a szyje coraz dłuższe, bo nawet ci, którzy siedzą dalej, chcą dojrzeć, co kryje się w środku. Misjonarz raz po raz wyciąga barwne, wzorzyste afrykańskie stroje i zachęca do przymierzania.

    – W moim rodzinnym kraju jest taki zwyczaj, że w niedzielę i święta cała rodzina ubiera się w stroje uszyte z tego samego materiału – wyjaśnia. Opowiada nie tylko o Togo, ale też o swoim pierwszym przyjeździe do Polski. – Było wtedy – 5 st. C. W moim kraju taką temperaturę mamy tylko w lodówce. Najniższa, jaka się zdarza, to 15 st. C. Kiedy na początku pobytu w Polsce obudziłem się rano i zobaczyłem za oknem słońce, to byłem pewien, że tak jak w Togo mogę wyjść na dwór w sandałach. Bardzo się pomyliłem – mówi o. Eric, wywołując salwy śmiechu. Okazuje się, że gdy do Polski przyjechali bracia z Indonezji, myśleli, że śnieg to cukier i zaczęli go kosztować. Afrykę przybliża też o. Arkadiusz Sitko SVD. – O krajach misyjnych najlepiej opowiadać dzieciom na konkretnych przykładach z codziennego życia ich rówieśników – mówi o. Arkadiusz. Dzieli się wrażeniami z Botswany, która należy do najbogatszych krajów kontynentu afrykańskiego. – Dziecko, idąc do szkoły, za darmo otrzymuje od państwa całą wyprawkę. Rodzice muszą kupić tylko mundurek – wyjaśnia i wspomina pierwszą niedzielną Mszę św. na afrykańskim lądzie: – Tam jest zwyczaj, że ludzie przynoszą rozmaite dary na ofiarowanie. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy odprawiana jest Msza św., a na ołtarzu stoją rolki papieru toaletowego! – Ekwador to kraj leżący na równiku – wyjaśnia o. Jan Koczy SVD i pyta dzieci: – Wiecie, że tylko na równiku można postawić jajko na łepku gwoździa? Chyba mało kto mu wierzy, bo wydaje się to takie nieprawdopodobne.

    O. Jan pokazuje zdjęcia z Ekwadoru, opowiada o kraju kontrastów. Bo tu obok ubogich domów bambusowych, w których mieszkają wielodzietne i wielopokoleniowe rodziny, są też dzielnice dużych, luksusowych domów. – Ekwador jest krajem pięknym turystycznie, ale ja jestem tam po to, by pomagać najbiedniejszym. 10 lat temu założyłem fundację, która pomaga dzieciom. Uczymy je i karmimy. Posiłek u nas to często dla nich jedyny posiłek w ciągu dnia – zaznacza.

    Serwują podróż międzykontynentalną

    Zjazd Misyjny Dzieci w Nysie to doroczne spotkanie, które jest niesamowitą okazją dla najmłodszych do poznawania krajów misyjnych oraz życia i pracy misjonarzy. Wszystko zaczęło się w 2005 roku w 130. rocznicę powstania Zgromadzenia Słowa Bożego. Zjazd misyjny był pomysłem o. Mariusza Góryjowskiego SVD, którego wsparł o. Wiesław Dudar SVD, dyrektor Referatu Misyjnego Księży Werbistów w Pieniężnie. Już w pierwszym roku zjazd przyciągnął 400 dzieci z różnych miejscowości, a z roku na rok ta liczba rosła. – Fenomen tych spotkań wynika chyba z tego, że robimy to z serca, nie oczekując nic w zamian. Chcemy się podzielić tym, co sami darmo otrzymaliśmy, a więc jesteśmy misjonarzami i do bycia misjonarzami zapraszamy innych – podkreśla o. Mariusz Góryjowski.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół