• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wawel lepszy od Wersalu

    dodane 02.10.2014 00:00

    Czy na Zachodzie żyje się łatwiej niż w Polsce? Ci francuzi, którzy mieszkają w krakowie, zaprzeczają temu.

    Canal Plus wyemitował niedawno dokument „Francuzi, którzy kochają Polskę”, w którym dziennikarze znad Sekwany trafili z kamerami właśnie do Krakowa. Według nich, to na nasze miasto najczęściej pada wybór, gdy ktoś z ojczyzny Denisa Diderota szuka lepszych perspektyw na wschód od Odry.

    ludzka twarz korporacji

    Alexandre Salomon urodził się w Strasburgu, alzackim, dwukulturowym (francusko-niemieckim) mieście. Jego babcia jest Polką, więc w domu mówiło się także po polsku. W dzieciństwie co roku przyjeżdżał na wakacje do Siemianowic. Dwa lata temu przyjechał do Krakowa w ramach studenckiej wymiany Erasmus. Najpierw zdecydował się przedłużyć swój pobyt w Krakowie, żeby skończyć pisać pracę magisterską. – Ale równie szybko znalazłem pracę. Jak się okazało, ze znajomością trzech języków nie było to trudne – mówi A. Salomon. – I tak jestem tu do dziś. Nawet nie myślę o powrocie – przyznaje. Obecnie jest księgowym w firmie „Xerox”. – Jest wiele plusów, które przemawiają za pracą w Polsce – mówi. – Dla mnie ważne jest to, że firma nie narzuca sztucznych ograniczeń typu dress code, obowiązku promowania firmy na swoim facebookowym profilu... We Francji takie rzeczy są normą. W Polsce liczą się profesjonalizm, konkretna wiedza, języki obce, a życie pozazawodowe jest naszą osobistą sprawą – twierdzi. Alexandre uważa, że w ojczyźnie trudniej byłoby mu znaleźć podobną pracę. – Nawet ze znalezieniem dobrych praktyk jest dziś problem. We Francji ciągle trwa kryzys, niestety, trochę na nasze własne życzenie. Jesteśmy zbyt sztywni, nie potrafimy się szybko dostosowywać do zmieniającej się koniunktury – przekonuje. Bezrobocie we Francji wzrasta niemal nieprzerwanie od 2011 roku. Lipiec 2014 przyniósł nowy rekord: 3,398 mln bezrobotnych. – Cała Unia idzie jakoś do przodu, a my stoimy – podsumowuje A. Salomon. A francuscy analitycy przewidują, że bezrobocie wciąż będzie rosło.

    Kalkulacja albo...

    Nicolas Beuzen, właściciel klimatycznego lokalu przy ul. św. Tomasza „La petite France” (fr. Mała Francja), przyjechał do Polski za sprawą swojej obecnej żony Mai. Podobnie jak Alexandre’a Salomona do Krakowa, tak Maję do Lyonu „zwabił” Erasmus. Maja była wówczas studentką medycyny, Nicolas pracował w przedsiębiorstwie farmaceutycznym. Pracę o identycznym charakterze znalazł w Krakowie. I nagle nadarzyła się okazja spróbowania czegoś zupełnie nowego – mówi. Więc spróbował. 1,5 roku temu wykupił „La petite France” od ówczesnego właściciela. O zasadach otwierania własnej firmy w Krakowie mówi jakby z niedowierzaniem. – Praktycznie wszystko załatwiłem, nie wychodząc z domu, przez internet. Proste zasady, mało dokumentów do wypełnienia. We Francji trzeba by się nachodzić od urzędu do urzędu – opowiada N. Beuzen. Lokal pod jego rządami działa od 10 miesięcy i przyciąga sporą rzeszę klientów. Można tu skosztować kawałka prawdziwej, apetycznej Francji: oryginalnych serów, od roqueforta do cantala, win (i dla koneserów, i dla amatorów), a nawet pasty z wędzonej ikry dorsza. „La petite France” cieszy się klientelą pewnie także dlatego, że kawiarniano-restauracyjne życie ma się w Krakowie wyjątkowo dobrze. – Do tego ten specyficzny, kulturalno-imprezowy klimat Krakowa sprawia, że żyje się tu naprawdę przyjemnie – mówi N. Beuzen.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół