• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • NATO rozdarte

    PAP

    dodane 02.09.2014 16:50

    Ze szczytem NATO w Walii wiązane są duże oczekiwania; niektórzy twierdzą wręcz, że będzie to najważniejszy szczyt od 1989 roku., oczekując silnej reakcji Sojuszu na agresję Rosji na Ukrainie. Ale zachodnie kraje nie chcą iść na zbytnią konfrontację z Moskwą.

    Czwartkowo-piątkowy szczyt NATO w walijskim Newport miał pierwotnie koncentrować się na przyszłej misji Sojuszu w Afganistanie. Ale aneksja Krymu przez Rosję oraz jej postępująca agresja na wschodzie Ukrainy sprawiły, że to kryzys ukraiński zapewne zdominuje rozmowy 28 przywódców państw członkowskich.

    "Nikt nie przewidział, że środowisko bezpieczeństwa w Europie odwróci się do góry nogami; że będziemy mieć w 2014 roku wojnę między Rosją a Ukrainą" - powiedziała ekspertka Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) Heather A. Conley. Jej zdaniem w pewien sposób NATO powinno być wdzięcznym prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi, bo dał szansę na "ożywienie" Sojuszu, który wraz z perspektywą zakończenia misji w Afganistanie, "poszukiwał nowego sensu".

    "Myślę, że to będzie najważniejszy szczyt NATO od ćwierćwiecza" - powiedział były ambasador USA przy NATO w latach 2009-13 Ivo Daalder. Jego zdaniem Sojusz jest dziś skonfrontowany z wyzwaniami, jakich nie widziano od końca zimnej wojny.

    Po raz pierwszy od upadku muru berlińskiego trzy kraje bałtyckie: Litwa, Łotwa i Estonia, zamieszkane przez znaczną mniejszość rosyjską, mają realne obawy o swoje bezpieczeństwo. Wspierane przez Polskę i Rumunię wezwały sojuszników do wzmocnienia wschodniej flanki NATO, gdzie Sojusz nie ma obecnie rozmieszczonych na stałe baz z siłami bojowymi. Apelują też o zbrojenie ukraińskiej armii, by pomóc jej stawić czoła rosyjskiej agresji.

    "Ale są też kraje zachodnie, które chcą uniknąć konfrontacji z Rosją i może byłyby nawet skłonne spisać część Ukrainy na straty" - powiedział PAP ekspert ds. obronnych w Radzie Atlantyckiej Ian Brzeziński. Wyraził obawę, że w Walii może zabraknąć woli politycznej, by podjąć najpilniejsze kroki, jak zbrojenie Ukrainy.

    Wszystkie kraje NATO sprzeciwiają się destabilizacyjnej roli, jaka Rosją odgrywa na Ukrainie i bez wątpienia w Walii jednogłośnie to powtórzą. "Ale nie wszystkie traktują sprawę powstrzymania Rosji z tą samą wagą" - przyznają w swej analizie także eksperci z waszyngtońskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR). Wprost wskazali, że to "Niemcy, Włochy, Hiszpania i Francja, które są znacznie mniej podatne na niebezpieczeństwo niż kraje bałtyckie, nie chcą antagonizmów z Moskwą".

    Sprzymierzeńcem wschodnich członków jest sekretarz generalny NATO Andres Fogh Rasmussen, dla którego szczyt w Newport będzie zakończeniem pięcioletniej kadencji. "Chce odejść pozostawiając po sobie poczucie spełnionego obowiązku wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i tego, w jaki sposób dotyka on Europę wschodnią" - oceniła ekspertka CSIS Kathleen Hicks. Jej zdaniem Rasmussen nie wpisał w oficjalny program szczytu zagrożeń, jakie stanowi Państwo Islamskie na Iraku i Syrii, "by skoncentrować szczyt na Rosji".

    Rasmussen zapowiedział już, że szczyt przyjmie plan "Readiness Action Plan", przewidujący podwyższenie gotowości Sojuszu do interwencji w krajach wschodnich NATO. Mowa o wzmocnieniu istniejących sił szybkiego reagowania NRF oraz stworzeniu wewnątrz nich sił natychmiastowego działania (tzw. szpicy), której czas reakcji byłby liczony w godzinach. Dyplomaci i eksperci zapowiadają też przesunięcie sprzętu i rozbudowę infrastruktury NATO w Polsce i krajach bałtyckich. Ale jak podkreślił w piątek dyrektor ds. Europy w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego przy Białym Domu Charles Kupchan, należy spodziewać się w Walii sformułowań o "ciągłych rotacjach" i "ciągłych ćwiczeniach", a nie "stałej" obecności NATO.

    Eksperci przyznają, że zwłaszcza Niemcy sprzeciwiają się umieszczeniu we wschodnich krajach NATO stałych baz. Zasłaniają się aktem założycielskim Rady NATO-Rosja z 1997 roku, w którym to dokumencie Sojusz zadeklarował, że nie będzie na stałe rozmieszczać znaczących sił bojowych w swoich nowych krajach członkowskich.

    Kolejnym przejawem poważnych zgrzytów w Sojuszu jest realizacja przez Francję kontraktu na dostarczenie Rosji dwóch okrętów wojskowych Mistral. Mimo apeli USA i innych sojuszników o zerwanie umowy, pierwszy z okrętów ma być dostarczony już w październiku.

    Linie podziałów w NATO nie przebiegają jedynie między wschodem a zachodem. Jak zauważyła Conley, o rosyjskim zagrożeniu myśli się podobnie w krajach bałtyckich, Polsce i Rumunii, "ale z pewnością już nie w innych krajach Europy środkowej, jak Węgry, gdzie wręcz krytykują Europę za nakładanie sankcji na Rosję".

    Ogromne różnice dotyczą też wydatków obronnych. W ostatnich 20 latach wiele państw zmniejszyło je do historycznie niskich poziomów, pozostawiając na barkach USA 70 proc. ciężaru wydatków obronnych NATO. Tylko cztery kraje (USA, Wielka Brytania, Estonia i Grecja) spełniają cel wydawania 2 proc. PKB na obronę. USA zapowiedziały, że będą w Network apelować o nowe zobowiązanie, mając nadzieję, że bodźcem będzie kryzys ukraiński. Ale nie wiadomo, na ile te apele będą skuteczne, zważywszy że kraje europejskie nie otrząsnęły się wciąż z kryzysu finansowego i walczą z zadłużeniem.

    Prezydent Obama z pewnością wykorzysta też szczyt NATO do ponowienia zapewnień, że zgodnie z art.5 traktatu waszyngtońskiego, USA staną w obronie każdego z sojuszników, nawet w przypadku ataku hybrydowego, czyli np. "zielonych ludzików" jaki miał miejsce na Krymie. Temu będzie też służyć jego wizyta w Estonii w środę. "To nie przypadek, że prezydent zatrzyma się w Estonii w drodze na szczyt NATO. Będzie chciał wysłać przekaz do Estończyków, że art. 5 stanowi żelazną gwarancję ich bezpieczeństwa, a do Rosjan, by nawet nie próbowali zaczynać kłopotów w Estonii czy innym kraju regionu, jak to czynią na Ukrainie" - powiedział Kupchan.

    Problem w tym, jak zauważył były ambasador USA przy NATO w latach 2008-9 Kurt Volker, że "gwarancje dla Estonii są niewystarczające dla Ukrainy".

    NATO nie ma obowiązku bronić Ukrainy, bo kraj ten nie jest członkiem NATO. Obama dobitnie to podkreślił kilka dni temu, wykluczają wojskową interwencję USA, by rozwiązać problem ukraiński. "Ale między wojskową interwencją a nicnierobieniem jest cały wachlarz działań, które mam nadzieję Sojusz lub jego poszczególne kraje podejmą" - powiedział Daalder. Dyplomata nie jest jedynym Demokratą apelującym do Obamy o zbrojenie Ukrainy. Póki co administracja USA ograniczą swą wojskową pomoc do sprzętu nieśmiercionośnego.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Tadeusz
      02.09.2014 17:12
      Idiotyczny tytuł tej wiadomości. Różnica zdań nie jest dowodem na rozdarcie. To tak jakby ktoś napisał "Koniec z miłością" po pierwszej różnicy zdań miedzy małżonkami (jeszcze gdy nie było kłótni).
    • Filip
      02.09.2014 22:26
      Jest rozdarte, niestety. Gdyby Polska nie była silna, nie była heroiczna i po prostu by się poddała w razie wojny, to kraje Zachodniej Europy bardzo by naciskały na stworzenie baz wojskowych w Polsce. Nie byłoby zastanawiania się, a myślę że nawet sami by Polsce dostarczali sprzęt i broń... Wszyscy wiedzą, że choć morale Polaków słabe, to w razie konfliktu, będziemy walczyć do ostatniej kropli krwi!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół