• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Przykry pierwszy września

    Agata Puścikowska

    dodane 01.09.2014 13:11

    Emocje, dziecięce emocje... Z nimi nikt już się nie liczy.

    Sześciolatki uratowane! A przynajmniej część. Ta część, która miała szczęście urodzić się w drugiej połowie 2008 r. Oraz te dzieci, którym udało się zdobyć odroczenie obowiązku szkolnego. I zamiast do przepisowej klasy pierwszej, idą do zerówki.

    Wśród nich jest moja sześcioipółlatka. Czyta, pisze, gra na pianinie, konno jeździ i na nartach. I wyszczekana jest, że hoho. A mimo to, dziś rano, zamiast szykować się na rozpoczęcie roku szkolnego i interesować podręcznikami, rozłożyła na podłodze dziesięć koników pony oraz dwie lalki. Do tego zamek plastikowy i pozytywkę. I zrobiła zabawkom prawdziwy bal. Nie ma to jak dojrzałość szkolna, prawda?

    Na szczęście, Klara ma zaściankowych rodziców, którzy to rzutem na taśmę zawalczyli o rok zabawy, a nie szkolnych ławek. Idzie do zerówki. Nie wszystkie sześciolatki mają to szczęście...

    Obserwuję dzieci znajomych, 8-, 9-, 10-letnie, które w trybie eksperymentalnym (jeszcze wtedy), poszły do klasy pierwszej jako sześciolatki. I, niestety, nie są to optymistyczne obserwacje. Bo chociaż dzieciaki (ogromnym i bezsensownym często nakładem pracy) dają radę intelektualnie, to z miesiąca na miesiąc, z roku na rok widać, że posłanie wcześniejsze do szkoły, było błędem. Emocje, panie. Emocje... Dojrzałości emocjonalnej nikt w polskiej szkole już nie mierzy. I nikogo nie interesuje. Negatywne koszta tego za parę lat będą bardzo wysokie.

    Tak się też składa, że moje najstarsze dziecko, obecnie ponad 12-latka, idzie do klasy 6. W której to będzie się pilnie przygotowywać do gimnazjum. Gimnazjum - wiadomo, trudny czas i dla dzieci, i dla rodziców. Córka, zgodnie z możliwościami intelektualnymi i emocjonalnymi, w zgodzie z naturalnym dziecięcym rytmem będzie przeżywać ten rok. I, mam nadzieję, z dobrym skutkiem. Dreszcz jednak przechodzi na myśl, że (gdyby poszła rok wcześniej do szkoły), już teraz rozpoczęłaby naukę w gimnazjum. Za kilka lat, pierwsze roczniki "wcześniejsze", dzieci dwunastoletnie, rozpoczną wszak edukację gimnazjalną. Nie chcę być złym prorokiem. Ale będzie, będzie się działo... Już teraz ministerstwo edukacji powinno przygotowywać jakąś lotną kampanię (za miliony złotych), która wytłumaczy społeczeństwu gorsze wyniki w nauce i (nie daj Bóg) wzrost przestępczości młodocianych. Przecież już teraz, przy dawnym systemie - największe problemy z nauką i dyscypliną - mają dzieci w drugiej i trzeciej gimnazjum. A im dalej w las, tym ciekawiej: wcześniejsze liceum, wcześniejsza matura...

    Nie ma co liczyć na zmianę "genialnych" rozwiązań przez ministerstwo edukacji. Sześciolatki do szkoły wtłoczyli siłowo. Nie słuchając ani rodziców, ani specjalistów. Widać, jakiś jest w tym pokrętny (ministerialny) cel. Kolejna akcja, by "ratować maluchy" i dać rodzicom wybór: czy chcą dziecko posyłać do klasy I, czy do zerówki, chociaż sensowna i potrzebna, raczej się więc nie powiedzie. Koniec złudzeń...

    Niektórzy rodzice decydują się więc, by przynajmniej przez pierwszy rok uczyć dziecko w domu. Edukacja domowa jednak problemu na masową skalę nie rozwiąże. Pozostaje więc poddanie się urzędniczej woli (co robi, z mieszanymi uczuciami, wielu rodziców). Lub też - propozycja dla bardziej zdeterminowanych rodziców - kombinacja i masowe "odraczanie" dzieci. I ta druga opcja, masowego problemu nie rozwiąże... Choć na szczęście wielu pedagogów i poradni problem rozumie i wydaje stosowne zaświadczenia...

    Zacznie się naukowo-rodzicielska partyzantka. Przykry to pierwszy września.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Kael
      02.09.2014 10:56
      Dawno, dawno temu poszlam do szkoly jako szesciolatek, krotko po moich szostych urodzinach. Raczej mi to w zadny sposb nie zaszkodzilo.

      Moje dzieci w niemczech ida standartowo w wieku szesciu lat i tez sobie dobrze radza w szkole, a jezeli cos kuleje, to raczej z ich winy, a nie z powodu wieku itp. Kazde dziecko w Niemczech jest przed pojsciem do szkoly badane przez lekarzy i to oni moga powiedziec, ze ten akurat szesciolatek powinien zostac jeszcze rok w przedszkolu.

      Polskim problemem nie jest posylanie dzieci do szkol w wieku szesciu lat. Polskim problemem ogolnie sa przedziwne eksperymenty w kazdej dziedzinie. I nie ma co wyrzekac tylko na oswiate, jezeli kazdy, ale to kazdy pracujacy w Polsce w jakiejkolwiek instytucji musi byc "innowatywny" i wymyslec cos "innego".
      Normalne kraje buduja na normalnosci i sprawdzonych rozwiazaniach. Moje wrazenie z pobytow w Polsce poglebia sie za kazdym razem: my mamy szlacehcka swawole we krwi i nikt nam nie bedzie mowil, co jest dobre.

      Polska szkola "socjalistyczna" byla jedna z najlepszych na swiecie. Osmioletnia podstawowka, kiedy pietnastolatki byly najstarsze i w jakis sposob obligowane do dobrego przykladu dla maluchow a potem szkoly zawodowe, badz licea / technika wchlanialy ich jako najmlodszych i musieli sie pilnowac, bo najstarsi byli juz dorosli i poza glupim wiekiem byla pod wzgledem psychologicznym optymalna. Do tego dochodzil genialny program szkolny, kiedy to w szkole podstawowej byly naprawde podstawy calej wiedzy lacznie z calym programem literatury i historii, a potem liceum te wiedze poglebialo i rozszerzalo.

      Jakis "geniusz" postanowil to rozwalic i mamy taraz to co mamy. Dno pod kazdym wzgledem: prowizorke, po lebkach i chaos.

      To trzeba by zreformowac, a nie wylewac krokodyle lzy nad biednymi dziecmi, ktore jeszcze sie bawia klockami, choc MUSZA isc do szkoly. Normalne dzieci bawia sie klockami takze bedac w szkole i nie tylko w pierwszej klasie. Szkola nie zabija zmyslu zabawy u dzieci.
      Moga to zrobic rodzice, wlasnie posylajac juz przedszkolaki na nauke gry na pianinie, jezyki, konie, sport wyczynowy i obowiazkowy basen 3 razy w tygodniu.

      Dziecko jeszcze nie potrafi sie bronic ani wybierac. Dziecko w tym wieku wierzy mamusi, ze ta "wie lepiej". Jezeli rodzice uwazaja, ze jazda konna w wieku 6 lat to prawo dziecka, a szkola to ponury wymysl panstwa to moga miec pretensje, ale do siebie.
    • saherb
      02.09.2014 14:16
      Ja poszedłem do szkoły jako 7-latek, a i tak było to dla mnie za wcześnie. Dlatego uważam, ze posyłanie 6-latków do szkoły to głupota i krzywdzenie dzieci.
      Jeśli córka autorki jest taka uzdolniona, to później w szkole będzie mieć łatwiej w zdobywaniu wiedzy i umiejętności i będzie prymuską.
    • aaa
      02.09.2014 15:33
      Wcześniejsze posyłanie dzieci do klas nieprzystosowanych do wieku a do tego nadliczbowo stłoczonych, likwidacja małych szkół, to wszystko będzie miało podobny skutek jak dziczenie psów w przeładowanych schroniskach dla zwierząt.
      Z miłego psiaka robi się zdziczały lub mocno znerwicowany pies. Potem ciężko go "przywrócić" do więzi z nowym panem i ogólnie z?socjalizować.

      Nie od dzisiaj wiadomo, że w szkołach mamy wzrost agresji, promocje demoralizacji, wystarczy jeden czy dwóch zdemoralizowanych uczniów na całą klasę.
      Im dzieciak młodszy i wcześniej oderwany od (zakładając) korzystnego wpływu rodziny tym mniej odporny na zły wpływ.

      Wcześniejsze posyłanie raczej mniej jest ukierunkowane na wcześniejsze karmienie ZUS absolwentami, o to raczej obecna władza mało się troszczy.
      Chodzi o wcześniejsze eksponowanie na stresy, demoralizacje.

      To jest działanie z tej samej bajki co promocja agresywnych bajek, gier komputerowych, gdzie się mordują co 2 sekundy, muzyki metalowej z apokaliptycznymi rykami i trzema szóstkami, promocja młodocianych lolitek tudzież wampirycznych zabaweczek i ciuszków etc.
    • megan
      04.09.2014 08:45
      Wyjeła koniki i lalki, bo wiedziała, że nie idzie do szkoły, tylko dalej do przedszkola. BTW skoro córka Pani Agaty jest taka do przodu - to rozumiem, że Pani Agata załatwiła sobie odroczenie znajdując niejako na siłę powody??? Mój sześcioipółlatek 1 września był podjarany od wczesnego ranka, wystroił się i poszedł jak na skrzydłach na rozpoczęcie roku. Kwestia nastawienia. I dostosowania szkół - bo IMO w TYM jest problem, a nie w samym fakcie czy sześciolatki mają iść do szkoły czy nie. Niech idą, ale niech to będzie szkoła do nich dostosowana. Ja mam to szczęście, że u mojego syna jest. Pierwsze klasy mieszczą się w budynku przedszkola, syn jest w klasie samych sześciolatków, w sali jest dobrze wyposażony kącik zabaw, nie ma dzwonków, sztywnego podziału na lekcje i przerwy, ani dzieciaki nie muszą się pętać między starszymi dziećmi. Wiem, że nie wszędzie jest tak różowo, ale może bardziej należałoby położyć nacisk na dostosowanie polskich szkół, a nie na uporczywe chronienie dzieci przed chyba jednak wydumanym zagrożeniem. No i nie zapominajmy, że za chwile wszyscy rozpoczynający gimnazjum będą rok młodsi niż dawniej, więc siłą rzeczy jakoś się poziom tych dzieci wyrówna.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół