• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wisły czar

    Mariusz Majewski

    |

    Gość Warszawski 27/2014

    dodane 03.07.2014 00:00

    Niecałe trzy godziny na statku i trafiamy na plażę w Serocku. Jeszcze przed wieczorem będziemy z powrotem. W stolicy rejsy naszą królową rzek przeżywają renesans popularności.

    Sezon rejsowy na Wiśle ruszył 1 maja. Ale biorąc pod uwagę pogodę w kratkę, niewiele było w sumie okazji, żeby korzystać z usług statków i tramwajów wodnych. Ich zalety można bowiem docenić szczególnie w upalne miejskie dni. Do końca czerwca pływały one w soboty, niedziele i święta. Od początku lipca kursują również w piątki. Szczegóły związane z rejsami i informację o dostępności miejsc można znaleźć na stronie ztm.waw.pl. Warto tam zaglądać, bo czasami, gdy zmienia się poziom rzeki, statek do Serocka nie wypływa z Cypla Czerniakowskiego, jak zazwyczaj, tylko z Żerania.

    Relaks na „Zefirze”

    Jeśli komuś wydaje się, że główną przyczyną popularności rejsów po Wiśle są wygody na statku, to się myli. „Zefir” ma już swoje lata i widać po nim, że swoje przepłynął. Wchodzimy na pokład. Proste drewniane krzesełka. Przy połowie z nich są też drewniane stoliki. „Zefir” mieści 110 pasażerów.

    Raczej nie ma problemu z kompletem. Żeby kupić bilety na rejs, trzeba odpowiednio wcześniej zgłosić się do biura obsługi pasażera Zakładu Transportu Miejskiego znajdującego się przy stacji metra Centrum. Chcąc kupić je w ostatniej chwili, musimy liczyć na to, że ktoś kilka dni przed rejsem zwróci bilety. Po odbiciu od brzegu pozostaje nam podziwiać widoki, zatopić się w lekturze albo oddać towarzyskim rozmowom. Na statku są grill oraz bufet z ciepłymi i zimnymi napojami. Słychać radiową muzykę. Atmosfera pikniku. Gdy kierując się Kanałem Żerańskim na Zalew Zegrzyński powoli wypływamy poza miasto, niemalże na wyciągnięcie ręki mamy niedostępną na co dzień przyrodę. Serock znajduje się na terenie Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu. – Widzi pan tamtą posiadłość nad brzegiem? Nawet własne molo mają – zagaduje jedna z emerytek. – To Załubice. Letnisko Józefa Wojciechowskiego, tego od Polonii Warszawa. Wynajął ją piłkarzowi Robertowi Lewandowskiemu na hotel dla gości po ślubie i weselu. W gazecie czytałam – emocjonuje się emerytka. Rejs to również dobra okazja, żeby przypomnieć „Paskudę”, czyli zegrzyńską wersję potwora z Loch Ness. Na początku lat 80. w zalewie utopiło się kilka osób. Ktoś rozpuścił pogłoskę, że widział nad Zegrzem dziwne zwierze. Sprawą żyły media, które publikowały nawet wyobrażenia tajemniczej „Paskudy”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół