• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Trzeci dzień Wielkanocy

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 18/2014

    dodane 01.05.2014 00:00

    Początkowo była to gra głównie rzeźników i masarzy. Do uderzania piłeczki używali swoich narzędzi pracy: pałek do ogłuszania świń i kijów do wędzenia kiełbas.

    Grabów ma długą, bo zaczynającą się w średniowieczu historię. W XIX w. stracił prawa miejskie. Dziś jest siedzibą władz największej gminy w powiecie łęczyckim. To tutaj kultywuje się tradycję staropolskiej gry w palanta – która doczekała się swojego święta. Kijem w piłeczkę Na kartach historii nie zanotowano dokładnie, kiedy palant pojawił się w Grabowie. Przyjmuje się, że stało się to, gdy właścicielem dóbr Grabowa i okolic został Feliks Kretkowski, poseł na Sejm Czteroletni. Wykształcony w Collegium Nobilium zetknął się z grą, w której używano drewnianego kija i małej piłki.

    W XVIII w. rozpropagował jej zasady wśród okolicznych mieszkańców. Za jego czasów rozwinął się cech rzemiosł różnych. Po śmierci posła rzemieślnicy grabowscy kontynuowali grę w palanta w każdy pierwszy dzień po świętach Wielkanocy. Granie w poświąteczny wtorek pomagało w rozruszaniu się po dwudniowym obżarstwie. Zasady przekazywano ustnie z pokolenia na pokolenie. Naprzeciw siebie stają dwie drużyny wybierane przez matki. Matki losują również pola, w których ustawiają się zawodnicy. To bazy na końcach boiska zwane „piekłem” i „niebem”. Drużyna podbijająca stara się jak najdłużej utrzymać na „niebie” przez celne podbijanie piłki palantem i ukończenie biegu. Po podbiciu piłki gracz, który przebił ją za linię środkową, biegnie do linii „piekła” i stamtąd bezpośrednio wraca na linię „nieba”, za co drużyna otrzymuje jeden punkt, a on sam ma prawo do dalszej gry na „niebie”. Drużyna będąca na polu „piekło” dąży do uzyskania pola „niebo”. W tym celu stara się schwytać piłkę w ręce lub trafić biegnącego gracza z pola „niebo” albo też przerzucić piłkę na stronę „nieba”, żeby w ten sposób wstrzymać możliwie najwięcej graczy drużyny przeciwnej na „piekle”. Bez wygranych i przegranych Święto Palanta zawsze rozpoczyna się Mszą św. w kościele parafialnym. Po Eucharystii korowód palanciarzy, z Królem Palanta na czele, udaje się na rynek. Brak zapisków uniemożliwia ustalenie, kiedy powstał zwyczaj wybierania Króla Palanta i matek drużyn oraz kiedy te spontaniczne rozgrywki przerodziły się w święto mieszkańców Grabowa. W latach 70. ubiegłego wieku powstał Klub Palanciarzy, który obecnie wraz miejscowymi władzami organizuje to święto. Do klubu może wstąpić każdy mieszkaniec gminy, który zna zasady gry. Wtorek po lanym poniedziałku traktuje się tu jak „trzeci dzień Wielkanocy”. Władza przechodzi w ręce Króla Palanta. Od 15 lat jest nim Adam Rapacki. To on nadzoruje rozgrywki. – My, starzy, gramy tylko dla zabawy. W naszej grze nie ma zwycięzców i przegranych – mówi pan Adam. Inaczej wśród dzieci i młodzieży. W 2007 r. powstała w gminie szkolna liga palanta. Uczniowie rywalizują na punkty. Ich pokazowy mecz inauguruje zmagania palanciarzy podczas święta. Nie jest łatwo trafić kijem w gumową piłeczkę. Problemy mieli nawet ich starsi koledzy. Po raz pierwszy na grabowskim rynku zaprezentowała się drużyna Palant Team Grabów. Ich przeciwnikami byli goście ze Śląska reprezentujący LKS Cyprzanów. – Gdy chodziłem do szkoły, na lekcjach wychowania fizycznego nie było palanta. Gry uczyli nas starsi mieszkańcy. Dziś spotykamy się w każdy piątek i trenujemy w kilkanaście osób. Gramy w schlagballa, czyli odmianę palanta popularną na Śląsku i w Niemczech, dzięki czemu możemy rywalizować z innymi drużynami na turniejach – mówi Łukasz Pieczarkiewicz. Święto kończy biesiada, ale wcześniej zgodnie z tradycją musi odbyć się mecz palanta „grabowskiego”. Pierwsze wybicie zawsze należy do Króla Palanta.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół