• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Paschalny wstrząs

    dodane 01.05.2014 00:00

    Świętowaliśmy Wielkanoc i kanonizację dwóch papieży, ale za radosnymi wydarzeniami stoją pytania, które należy sobie postawić. Przypomniał je bp Roman Marcinkowski w święta wielkanocne w płockiej katedrze. Publikujemy fragmenty homilii bp. Romana Marcinkowskiego.

    Co to znaczy być chrześcijaninem dzisiaj? (…) Najprościej mówiąc, oznacza: „być Chrystusowym”, „należeć do Chrystusa”. Oznacza, że Jezus jest dla mnie Przewodnikiem, Panem i Mistrzem. Ochrzczeni stają się „Chrystusowi”, gdy żyją z Nim w zażyłej przyjaźni, naśladują Go i należą do Niego całym ciałem i duszą, bo Nim samym się stają – jak to wyraził św. Paweł: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Jakże nam daleko do takiego rozumienia: „jestem Chrystusowy”?!

    Gdy zagubieni się śmieją

    Nie bójmy się wierzyć! Nie bójmy się mówić o miłości do Boga i Kościoła! Wiem, że to nie jest proste. Ludzie często potrafią wyśmiać i wyszydzić nawet to, co dla drugiego jest wartościowe, szlachetne i święte. Ale czy takie postępowanie ma zabijać naszą chrześcijańską godność? Bardzo często ci, którzy naśmiewają się z Kościoła i wartości religijnych, sami mają pogmatwane i kiepskie życie. Takim stylem zachowania szukają usprawiedliwienia dla swego postępowania, myśląc, że w ten sposób zostaną rozgrzeszeni. Jeśli życie chrześcijańskie ma być miłe Bogu, to On musi mieć w nim pierwsze miejsce, ale pierwsze miejsce bezwzględnie! Skoro my, chrześcijanie, wiemy, jaka jest prawda, to mamy święty obowiązek świadczyć, aby inni tę prawdę poznali. Skoro wiemy, że Bóg rządzi światem, to czemu mamy przejmować się odmienną opinią jego pogubionych na tym świecie stworzeń? To przecież my, chrześcijanie, mamy najważniejszą nowinę, że Bóg w osobie swego Syna przyszedł na świat, aby nas wyzwolić z grzechu i uczynić swymi dziećmi. Nie możemy żyć tak, jakby Boga nie było, skoro On jest!

    Chrystus w centrum życia, nie na peryferiach

    Nie wolno nam chować naszej wiary i oznak religijności, bo nie można być chrześcijaninem, Chrystusowym, i zachowywać stare nawyki, stare obyczaje, sposób myślenia, ocenę ludzi, wydarzeń, sytuacji przeciwnych nauce Jezusa Chrystusa! Bo miara świata – co do wizji człowieka, rodziny, relacji międzyludzkich – jest zupełnie inna niż miara Chrystusowa. Nie możesz być chrześcijaninem i traktować życia jak zabawę, przyjemność, swawolę, jak realizację swoich planów, nie licząc się z nikim i z niczym, byleby tylko się urządzić, postawić na swoim, wchodzić w sitwy, układy i niszczyć inaczej myślących! Nie możesz być chrześcijaninem i przyłączać się do tych, którzy naśmiewają się z Boga i Jego nauki, i zachowują się tak, jakby Bóg nie istniał! Nie możesz być chrześcijaninem, Chrystusowym, i bardziej ufać ludziom niż Bogu; bardziej liczyć się z opiniami, sądami, ocenami ludzi niż z tym, co Bóg mówi do nas w swoim Słowie! Nie możesz być chrześcijaninem i Chrystusa stawiać gdzieś na peryferiach, w zakamarkach, zaułkach swojej codzienności! On ma być punktem odniesienia dla dokonywanych przez ciebie wyborów. Nie możesz być chrześcijaninem i realizować powiedzenie: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”, bo to wszystko jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem! Być chrześcijaninem to nie sprawa dobrego tonu, rodzinnej tradycji, pięknego folkloru, mody czy uczuć, ale sprawa umotywowanego przekonania, sprawa osobistej relacji do Chrystusa i przeżywania z Nim tego, co życie stanowi.

    Sztandar czy chustka do nosa?

    Współczesnym chrześcijanom trzeba jasno powiedzieć: Nie bójcie się, nie wstydźcie się, że kochacie Boga! Nie bójcie się, żeście Go wybrali, że was przeprowadził przez życie! Jakże często mamy lęk przed opinią publiczną, która bywa zwykle natrętna, niemoralna, wyzuta z sacrum. Mamy lęk przed tym, co kto powie, jak się zachowa, co pomyśli, gdy wyraźnie przyznamy się do wiary w Chrystusa i Jego Kościoła. Jeżeli kiedykolwiek i przed kimkolwiek wstydzimy się swoich przekonań, to zaparliśmy się Chrystusa i straciliśmy szacunek dla samych siebie. Jeśli tak, to nasz chrześcijański sztandar schowaliśmy do kieszeni, ale wówczas nie jest to już sztandar, tylko brudna chusteczka do nosa. Jeśli się usprawiedliwiam: w duszy jestem chrześcijaninem, ale po co inni mają o tym wiedzieć, i czynię wszystko, aby nikt o tym się nie dowiedział – tak więc zamieniam moje sztandary na chusteczki do nosa! Kto tak ukrywa swojego Boga i swoją przynależność do Kościoła, żeby się to nie ujawniło w jego postępowaniu, ten nie ma Boga w sercu! Nie jest świadkiem, ale zbiegiem od Boga w ciemnościach tego świata. Prawdziwy chrześcijanin nie ma dwóch twarzy, dwóch serc, dwóch języków i podwójnego życia: prywatnego i publicznego – ale ma tylko jednego Boga, jedną prawdę i życie – Jezusa Chrystusa! Ma jedną duszę i jedną wieczność!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół