• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • By klerykom w brzuchach nie burczało...

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 18/2014

    dodane 01.05.2014 00:00

    Seminarium to przede wszystkim formacja, solidne studia teologiczne. Taka instytucja wymaga jednak wielu osób, które wykonują prace konieczne dla jego funkcjonowania – mówi ks. Andrzej Leszczyński, dyrektor ekonomiczny GSD.

    Budynki, w których mieści się Gdańskie Seminarium duchowne, pochodzą z różnych okresów. Większą część stanowią te, w których przez wieki mieścił się oliwski klasztor cystersów. To budowle z XIV i XVII wieku. Klerycki żargon nadał im swojskie nazwy: Olimp, Akropol, Syberia, Francja… Rozszyfrowanie ich genezy nie jest trudne. W jednym znajduje się najwyższa zamieszkała kondygnacja, w innym było naprawdę zimno, jeszcze inny, w czasach kiedy ukuto określenie, stanowił szczyt elegancji. Dwa kolejne powstały w latach 70. i 80. XX w. W pochodzącym z lat 70. Falowcu pokoje nie grzeszą nadmiarem przestrzeni. Oddany zaś w 1987 roku Wersal jako jedyny wówczas miał pokoje wyposażone we własne łazienki. Dzisiaj nikt nie posługuje się innymi nazwami.

    Wspólna praca

    Utrzymanie wielkiego domu w czystości wymaga pracy wszystkich jego mieszkańców. Stąd wykonywane dwa razy w tygodniu prace porządkowe odbywają się według ściśle określonego grafiku. Zmywanie podłóg, czyszczenie toalet, odkurzanie zamieszkiwanych skrzydeł seminarium, dbałość o czystość sal wykładowych – to wszystko leży w gestii kleryków. Podobnie jak dyżury w ogrodzie czy przy sprzątaniu seminaryjnego podwórza.

    – Klerycy wykonują różnorodne prace. Pomagają w remontach, pracach porządkowych – wylicza ks. Andrzej. – Nie można zapominać, że wspólna praca ma także charakter wychowawczy – dodaje. Ksiądz Andrzej podkreśla, że mimo iż pracuje w seminarium, nie należy do grona moderatorów. Z klerykami częstszy kontakt ma w czasie wakacji niż podczas trwania roku akademickiego. To z racji wakacyjnych dyżurów, które poświęcone są na gruntowne porządki czy remonty. – Dyżury mają wszyscy, także diakoni. Z tą różnicą, że diakoni dyżurują tylko tydzień. Jadą później na swoje praktyki do parafii. Ale z tych prac nikt nie jest wyłączony. Przebywający tutaj uczą się dbałości o dom. Ale wakacyjne dyżury to także służba na furcie czy obsługa muzeum diecezjalnego – opowiada ks. dyrektor.

    Bez nich ani rusz

    Są jednak takie prace, których nie da się pogodzić z rytmem seminaryjnych studiów i formacji. To przede wszystkim prowadzenie kuchni, organizowanie zaopatrzenia, praca w księgowości czy też dbałość o firany, zasłony, obrusy… – W seminarium obecnie pracują 22 osoby, w tym pięciu duchownych oraz dwie siostry zakonne. Pozostali to świeccy – wyjaśnia ks. Andrzej. – Siedem zajmuje się pracą w kuchni. Pan Józef, który wprawdzie zatrudniony jest w kurii, czuwa nad pewnymi częściami ogrodu. Księgowość prowadzi s. Samuela. Są dwie panie sprzątające, krawcowa, pan Jurek, który troszczy się o zaopatrzenie, dwie panie na furcie, trzy panie w bibliotece – wylicza. W seminarium pracuje także pięciu księży: rektor, wicerektor, dwaj ojcowie duchowni oraz dyrektor ekonomiczny. – Co ważne, nasi pracownicy są prawdziwie wierzący. Myślę, że wszyscy traktują pracę w seminarium jak powołanie. Mają świadomość swojej roli w wychowywaniu nowych kapłanów. Są oddani sprawie. Pracują bardzo sumiennie – stwierdza ks. Grzegorz Szamocki, rektor GSD.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół