• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Świadectwo kardynała Bergoglio

    Tłumaczyła Beata Zajączkowska

    |

    GN 17/2014

    dodane 24.04.2014 00:15

    Kard. Jorge Bergoglio jesienią 2005 roku zeznawał w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II. Publikujemy obszerne fragmenty zeznań ówczesnego metropolity Buenos Aires.

    Poznałem osobiście Jana Pa- wła II w grudniu tego roku, kiedy kard. Martini został mianowany arcybiskupem Mediolanu. Mówię o tym, ponieważ nie pamiętam dokładnie daty. Uczestniczyłem wówczas w Różańcu, który prowadził sługa Boży, i miałem mocne wrażenie, że on prawdziwie się modli. Kolejny raz spotkałem papieża w czasie jego drugiej podróży do Argentyny. Chwilę rozmawiałem z Ojcem Świętym i uderzyło mnie wówczas jego spojrzenie – miał spojrzenie dobrego człowieka. Trzeci raz spotkałem Jana Pawła II w 1994 r., kiedy to jako biskup pomocniczy Buenos Aires uczestniczyłem w Rzymie w synodzie biskupów poświęconym życiu konsekrowanemu. Miałem radość zjedzenia z nim obiadu wraz z grupą biskupów. Spodobały mi się bardzo jego dobroć, życzliwość i wyjątkowa zdolność słuchania każdego z biesiadników. Także na dwóch kolejnych synodach, w których brałem udział, miałem możliwość docenienia tej jego ogromnej zdolności słuchania wszystkich. W moich osobistych rozmowach, które następnie prowadziłem ze sługą Bożym, znalazłem potwierdzenie tego, że on pragnął przede wszystkim słuchać swego rozmówcy bez zadawania pytań. Nawet jeśli na koniec nieraz to robił, widać było jasno, że nie miał żadnych uprzedzeń. W ten sposób rozmówca czuł się w jego obecności swobodnie, papież obdarzał pełnym zaufaniem i ten, z kim rozmawiał, to czuł. Odnosiło się wrażenie, że nawet wówczas, gdy nie do końca zgadzał się z tym, co było mówione, nie dawał tego absolutnie nikomu odczuć, po to właśnie, by jego rozmówcy czuli się swobodnie. Jeśli chciał o coś spytać czy coś wyjaśnić, robił to na końcu. Inna rzecz, która mnie zawsze uderzała w Ojcu Świętym, to jego pamięć, powiedziałbym, wręcz nieograniczona. Pamiętał miejsca, osoby, sytuacje, o których dowiadywał się także w czasie swoich podróży. Świadczyło to o tym, że przykładał wagę do każdego wydarzenia, a szczególnie do ludzi, których napotykał na swej drodze. Dla mnie jest to znak prawdziwej i wielkiej miłości. Ponadto on nigdy nie marnował czasu, hojnie nim też obdarowywał, na przykład podczas spotkań z biskupami. Mogę o tym powiedzieć, gdyż jako arcybiskup Buenos Aires miałem prywatne spotkania ze sługą Bożym. Ponieważ jednak jestem nieśmiały i powściągliwy, po omówieniu rzeczy, z którymi przyszedłem, zacząłem powoli wstawać, nie chcąc, by tracił więcej czasu. On chwycił mnie za ramię i zaprosił, bym jeszcze usiadł. Powiedział mi: „Nie, nie! Proszę zostać, byśmy mogli dalej kontynuować rozmowę”.

    Mam jedno szczególne wspomnienie sługi Bożego związane z wizytą ad limina, którą odbyłem wraz z biskupami Argentyny w 2002 r. Pewnego dnia koncelebrowaliśmy Mszę z Ojcem Świętym i wtedy uderzył mnie sposób jego przygotowania się do liturgii. Klęczał w swojej prywatnej kaplicy zatopiony w modlitwie. Widziałem, jak raz za razem czytał coś z leżącej przed nim kartki. Opierał czoło na dłoniach i bardzo intensywnie się modlił, jak przypuszczam w tej intencji, którą zapisał na kartce. Potem znów czytał i ponownie zagłębiał się w modlitwie. I tak aż skończył wszystkie intencje. Wtedy dopiero wstawał i ubierał się do liturgii. Kiedy prezentowano mu listę kandydatów na biskupów diecezji, które były wyjątkowo trudne lub wymagające, zanim podpisał nominację, najpierw się modlił, a dopiero potem dawał odpowiedź. Jeśli chodzi o ostatni etap jego życia, powszechnie wiadomo, także dzięki środkom społecznego przekazu, jak umiał zaakceptować swoją chorobę i uszlachetnił ją, wpisując w swój program realizowania woli Bożej. Chciałbym podkreślić, że Jan Paweł II nauczył nas, nie ukrywając się przed nikim, cierpieć i umierać, a to moim zdaniem jest heroiczne. W tym, co mówiłem, przekazałem, jak praktykował on cnoty ludzkie i chrześcijańskie. Nie można jednak zapomnieć o jego szczególnym nabożeństwie do Matki Bożej, które, muszę wyznać, wpłynęło także na moją pobożność. Na zakończenie nie waham się stwierdzić, że Jan Paweł II praktykował wszystkie cnoty w sposób heroiczny, gdy weźmie się pod uwagę wytrwałość, równowagę i spokój, jakie towarzyszyły całemu jego życiu. Dostrzegali to wszyscy, także przedstawiciele innych wyznań i religii oraz agnostycy. Ja zawsze uważałem go za męża Bożego, jak większość osób, które miały z nim kontakt. Jego śmierć była heroiczna, i to odczucie moim zdaniem można uznać za powszechne. Wystarczy pomyśleć o wyrazach miłości i czci ze strony wiernych i niewierzących po jego śmierci i na pogrzebie. Gdy umarł, opinia świętości została potwierdzona decyzją Benedykta XVI, który pozwolił na natychmiastowe rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. Kolejnym znakiem świętości jest niekończąca się pielgrzymka na jego grób ludzi wszystkich klas społecznych i religii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół