• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dzień, w którym odszedł Papież

    Franciszek Kucharczak

    dodane 02.04.2014 13:20

    Gdy Jan Paweł II umierał, powietrze gęstniało od Ducha Świętego.

    Dobrze pamiętam 2 kwietnia dziewięć lat temu. Rano byłem na zakupach na targu i zdziwiło mnie, że ludzie tam mówią o Janie Pawle II. Że chory, ale może jeszcze nie umrze, że trzeba się modlić, że to nadzwyczajny człowiek, że Polsce już się nic tak wielkiego nie przytrafi.

    Targ to jednak nie było miejsce, w którym się takie rzeczy słyszało. Różne rzeczy się już działy, ale nigdy nie było tak, żeby wszyscy o tym gadali. A tu normalnie wszyscy! Jeden temat, obojętnie kto z kim gadał, sprzedawcy czy kupujący, starzy czy młodzi, eleganci czy menele – wszyscy o papieżu (no, czasem z konieczności wspominali też coś o marchewce, kartoflach czy innych bananach). To było w powietrzu, które jakby gęstniało od Ducha Świętego.

    Była pierwsza sobota, wigilia Niedzieli Miłosierdzia Bożego. – Odejdzie dziś wieczorem albo jutro – prognozowali niektórzy, świadomi faktu, że Bóg lubi symbole. Wielu świętych przechodziło do nieba w dniu dla nich szczególnie ważnym i znaczącym, a świętość Jana Pawła II była oczywista. I to on wprowadził do Kościoła święto Miłosierdzia Bożego i wyniósł na ołtarze „sekretarkę miłosierdzia” św. Faustynę Kowalską. Układanka zaczynała być czytelna. To był komunikat z nieba o tym, jak ważne jest dla ludzkości przesłanie Bożego miłosierdzia.

    Tamta sobota to był dzień przestawiania się Polski na tryb nadzwyczajny. W mediach coraz mniej było zwykłych wiadomości. Ramówki poszły w kąt. Zdjęcia z Watykanu, relacje z Watykanu, komentarze z Watykanu, przed kamerami habity, koloratki.

    Wieczorem wiadomo już było, że to długo nie potrwa. Na Placu Świętego Piotra tłumy. I relacje z pokoju, w którym leżał papież. O 21.37 na ekranie w programie TVP pojawiła się świeca. To już…

    Właściwie to wtedy dopiero się zaczęło. Nadchodzący tydzień był czasem, jakiego nie znał współczesny świat – a wcześniejszy chyba też nie. No bo jak to tak, żeby wszędzie wszyscy cały czas tylko o papieżu? I to zmarłym? A jednak tak naprawdę było. Człowiek cały czas chodził wzruszony, z głową pełną myśli o sprawach duchowych. Prawie nie było samochodu, na którym nie powiewałyby biało-żółte i czarne wstążki. Polacy z dnia na dzień rzucili wszystko i ustawili się w najdłuższej kolejce świata, aby móc pożegnać Zmarłego. Kolejki też ustawiły się przed konfesjonałami. Skopiowałem wtedy jeden z wielu typowych wpisów internautów na Onecie. Pisała „Anka”: „Help! Ludzie, chcę iść do spowiedzi, czy wiecie, gdzie warto się udać w Krakowie w tej sprawie? Mam wielką ochotę i potrzebę, ale boję się, że mnie zbędzie jakiś ksiądz, a ja chcę w intencji Jana Pawła II komunię przyjąć!!!”.

    W normalnych warunkach odpowiedzieliby jej tylko szydercy. Ale w tamtym tygodniu wszystko było inaczej. Dziewczynie odpowiedziały 62 osoby, a każda odpowiedź w rodzaju:„U dominikanów – cudowni spowiednicy”, „Franciszkanie są najlepsi”, „Jezuici na Kopernika, gorąco polecam”, „Kapucyni są świetni”, „Ja Cię mogę wyspowiadać – ks. Krzysztof”.

    Był wielki płacz. W gardle stale coś drapało. Jestem przekonany, że to Duch Święty przyszedł wtedy z powszechnym darem łez. Coś się oczyszczało, pękały skorupy serc, ludzie się jednali, nawracali.

    A potem pogrzeb wśród wichru, który spadł ni stąd ni zowąd na Plac Świętego Piotra, rozwiał czerwone ornaty kardynałów i przewertował karty leżącego na trumnie ewangeliarza, aby go na koniec zamknąć.

    Mówią malkontenci, że to był tylko taki zryw, a potem wszystko wróciło do normy. Że „narodowe rekolekcje” zostały zmarnowane, że nie ma „pokolenia JPII”.

    A ja pytam: kto tak ma, że jego wielkie chwile trwają w takim nasileniu, jak „wtedy”? Który małżonek przeżywa małżeństwo jak w dniu ślubu? Który ksiądz żyje kapłaństwem jak w dniu prymicji? Wielkie dni zawsze się kończą i zaczyna się normalne życie, ale bez nich to życie nie byłoby normalne.

    Jest pokolenie JPII. Wszyscy nim jesteśmy. A w jakim stopniu – to się okaże dopiero z tamtej strony. A że w ogromnym stopniu – nie mam wątpliwości. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • sapientisat
      02.04.2014 22:27
      @świadek

      Nie zgodzę się... W mojej ocenie to niezwykłe przejście Ojca Świętego, dało początek potężnemu wylaniu Ducha dla naszych czasów. Ja to obserwuję. I choć z pozoru wydawać się może, że wszystko wróciło do normy, że jest gorzej niż było, że "młodzież już nie ta co przed laty", że społeczeństwo nie takie, to według mnie zmiany zachodzą stopniowo i stale postępują. Bowiem nie wolno zwracać się nam ku spojrzeniom i postawom skrajnym. Obraz zdemoralizowanej młodzieży polskiej należy zestawić z wizerunkiem młodzieży rozmodlonej, oddanej Bogu i ojczyźnie, wyrażającej poszanowanie względem innych i względem Boga. Obserwujemy swoisty fenomen "zaśnięć w Panu", w Duchu Świętym, dostrzegamy wspaniałe owoce pontyfikatu Franciszka, co też przecież stanowi łaskę od Pana. To wszystko nie dzieje się bez przyczyny, przychodzi czas, gdy dobro zcznie na nowo triumfować i ponownie zwycięży zło. Tak przewiduje choćby amerykańska wizjonerka, której prywatne objawienia zostały ocenione przez Kościół pozytywnie (choć sprawa wciąż jest w toku).
    • sapientisat
      03.04.2014 19:43
      @świadek
      Hmm... Redaktor zwyczajnie wyraził swoją opinię i miał do takowej pełne prawo. W jego perspektywie w istocie wszyscy, w ujęciu ogólnym, całościowym, przynależymy do tego pokolenia, odzidziczyliśmy potężną spuściznę jako naród. To nie oznacza jednak, że autor uważa, że w Polsce nie funkcjonują osoby wrogo nastawione wobec nauczania Jana Pawła II, wobec Kościoła, osoby niewierzące, bądź te, które takiej przynależności nie odczuwają. Przedstawione zostało zwyczajnie autorskie spojrzenie na sprawę. Często sami, formułując różnego rodzaju sądy, mówimy przecież: "A Polacy to, i tamto. A Polacy są tacy i tacy. A wśród Polaków to i to". Czy to oznacza, że nie pozostawiamy miejsca na pewien margines, na wyjątki od pewnej całościowej reguły? Nie. I tutaj myślę jest podobnie... To, że Ty takiej przynależności, związku szczególnego nie odczuwasz, nie oznacza jednocześnie wcale, że nie przynależysz, że ten związek nie istnieje...
    • Jagienka
      04.04.2014 09:39
      Troszkę śmieszne jest to bronienie się przed przynależnością do pewnych sytuacji. To tak jak by pisać/mówić, że się nie należy do pokolenia z przełomu wieków. Terminem "Pokolenie JP II" obejmuje się po prostu ludzi żyjących w czasie pontyfikatu polskiego Papieża bez względu na przekonania, wiarę, światopogląd. Ot taka retoryka.I czy się to komuś podoba czy nie i czy będzie zastawiał się uparcie, że sam decyduje o swej przynależności to wpisuje się w ów czas i kropka.
    • mf76
      14.04.2014 00:11
      " Tamta sobota to był dzień przestawiania się Polski na tryb nadzwyczajny. W mediach coraz mniej było zwykłych wiadomości. Ramówki poszły w kąt. Zdjęcia z Watykanu, relacje z Watykanu, komentarze z Watykanu, przed kamerami habity, koloratki."

      I teraz końcem miesiąca też tak będzie - nagle dowiemy się, że cały sejm i senat słuchał Papieża JPII, baaaa !!!! Palikot nawet przeczytał Jego wszyskie encykliki, a Miller w pełni akecptuje idee społeczne Papieża prawie że bliskie komunizmowi. Wozy transmisyjne rozjadą Małopolskę - Wadowice, Kalwaria, Kraków, bo show must go on - medialne, polityczne, cyrkowe oczywiście, bo szczerze wierzący i Papieża słuchający pochyli się w pokorze nad niewypowiedzianym darem jakim był Papież dla świata, uklęlknie w ciszy z dala od oczu kamer i mikrofonów i szczerze podziękuje Bogu
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół