• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zatopiona nadzieja

    dodane 02.04.2014 12:06

    Z nadzieją wybrałem się dzień po premierze do kina, by zobaczyć film „Noe – wybrany przez Boga” w reżyserii Darrena Aronofsky’ego. U jej podstaw leżało przeświadczenie, że obejrzę najlepszy obraz w historii kina oparty na tym motywie biblijnym. Można było tego oczekiwać, skoro na powstanie tej superprodukcji przeznaczono aż 125 milionów dolarów. Niestety, szansę tę zmarnowano.

    Pozwolę sobie w tej recenzji skupić się na moich oczekiwaniach jako widza wobec tego obrazu z perspektywy katolika.

    Niewątpliwie jego niekwestionowanym atutem jest wierne z Biblią odzwierciedlenie rozmiarów arki oraz wizualne wyobrażenie jej wyposażenia, jak również sam przebieg potopu. To osamotnienie arki płynącej na powierzchni wód ukazuje dramatyzm sytuacji, w jakiej znalazł się świat przez niewierność Panu Bogu. I w tym miejscu kończą się pozytywy.

    Pierwszą, najważniejszą słabością historii Noego, opowiedzianą oczami twórców tego „dzieła”, jest niezgodność z Biblią. Poza przytoczonymi powyżej wyjątkami tych nieścisłości urosła cała masa.

    Wspomnę tylko dwie z nich. W Biblii jest napisane o żyjących na zepsutej ziemi olbrzymach. „Byli to siłacze, którzy w dawnych czasach cieszyli się sławą.” (por. Rdz 6, 4) Na kanwie tego zdania widzimy futurystyczną wizję olbrzymów z kamienia, którzy rozprawiają się z grzesznymi ludźmi. Biorą oni udział w budowaniu arki, stają po stronie Noego, chcąc się zrehabilitować za wcześniejszy bunt wobec Stwórcy, gdy opowiedzieli się za Adamem i Ewą. Przyznam, że ich wygląd mocno kontrastuje i razi  na tle innych bohaterów.

    Zupełnie niepotrzebnie pojawia się również motyw konfliktu, jaki ma miejsce pomiędzy Noe a Jego synem Chamem, który w kulminacyjnym momencie rozważa ewentualność zabicia Go, powodowany zemstą za to, że Ojciec nie uratował jego dziewczyny.

    Biblia nie jest księgą, w której można swobodnie i prywatnie zniekształcać tekst, ponieważ zatraca się znaczenie symbolu wyrażające się w danych sformułowaniach. Nie jest żadną tajemnicą, że historię Noego trzeba odczytywać alegorycznie. Próba narzucenia własnej interpretacji świętego tekstu jest nadużyciem, bo w miejsce Pana Boga zaczyna przemawiać człowiek. Nie jest Ono moją własnością i nie mogę traktować Go instrumentalnie dla lansowania własnych teorii. Wcale to nie oznacza, że reżyser i scenarzysta nie mogą rozbudowywać poszczególnych wątków biblijnych, ale pod jednym warunkiem – zachowania trzonu Słowa Bożego.

    Chciałbym teraz przejść do warstwy duchowej filmu. Każdy obraz tego typu winien umacniać wiarę widza i dostarczać Mu niezapomnianych przeżyć duchowych, skłaniających do postawienia sobie trudnych, egzystencjalnych pytań, jak również do zachwytu nad miłością Pana Boga.

    Przyjrzyjmy się  głównemu bohaterowi. Słowo Boże przedstawia Noego jako człowieka sprawiedliwego. „Wśród swoich uchodził za nieskazitelnego. Noe żył w zażyłości z Bogiem” (Rdz 6, 9).

    Jaki obraz Noego i Pana Boga otrzymuje z tego filmu osoba, która nie czyta Biblii na co dzień, a chce poznać tę historię?

    Według mnie, obraz ten jest niebezpieczny i toksyczny, ponieważ zniekształca przekaz biblijny. Ciągnie się w nim cały czas nuta beznadziei. Noe nie żyje w zażyłości z Panem Bogiem. Trudno w Jego przypadku mówić o jakiekolwiek relacji z Nim. Nie rozmawiają z sobą wcale. Główny bohater ma misję do spełnienia – ratowanie ludzkości. Odczytuje wolę Boga podczas wizji sennej. Nie jest wcale przekonany do propozycji Stwórcy, nie jest człowiekiem nadziei. Można odnieść wrażenie, że podejmuje zadanie dla świętego spokoju. Odpycha Mnie również obraz Pana Boga. Jawi się On jako Ten, który ma umiłowanie w przemocy, zagładzie a nade wszystko stoi z dala od człowieka, nie interesuje się nim.

    Niestety, film jest skażony ideologią NEW AGE. Termin „Pan Bóg” z upodobaniem przez twórców został zastąpiony słowem „Stwórca”. Jeśli w historii biblijnej opowiedzianej na dużym ekranie nie używa się imienia Pana Boga, to jest wystarczający powód, by nie marnować czasu dla tego typu produkcji.

    Reasumując: uważam że „Noe – wybrany przez Boga” wnosi więcej zamieszania w poznanie życia głównego bohatera niż wymiernych korzyści. W moim przekonaniu, może on osłabić wiarę przeciętnego katolika, a tym bardziej nie zbuduje jej u osoby poszukującej.

    Jednak nie tracę nadziei, że kiedyś powstanie film ukazujący pełne piękno tego fragmentu historii zbawienia.

    Ks. Jacek Malewski

    Kapłan Diecezji Kieleckiej

     

    «« | « | 1 | » | »»

    TAGI: NOE

    Zobacz także

    • jfhdjf
      04.04.2014 18:51
      Bo kochani taki jest cel ludzi ktorymi steruje szatan. W czasach wspolczesnych jego najlepszym narzedziem do dzialania sa wlasnie media, film, tv, internet, muzyka pop, videoklipy, w ktorych to probuje sie zmieniac fakty historyczne albo po prostu wprost oczerniac Boga, Biblie, wiare katolicka, wprowadza sie zamet i dezinformacje bo mlodzi ludzie wola grac w debilne, naladowane okultyzmem gry komputerowe, niz czytac ksiazki i sie edukowac. Ich edukacja pochodzi wlasnie z wyzej wymienionych zrodel i wierza w to jakby to byla rzeczywiscie prawda - magia telewizji - bo bylo w telewizji, w telewizji powiedzieli to musi to byc prawda. A w szkolach nie ucza samodzielnego, krytycznego myslenia tylko popieraja debilizm i ksztaltuja myslenie schematyczne (juz teksty na jezyku polskim typu: "co poeta mial na mysli" totalnie mnie rozwalaly - to, co poeta mial na mysli, to wie o tym tylko poeta, no chyba ,ze sam dokladnie przeanalizowal swe slowa i nakazal potomnym wlasnie tak to interpretowac. Ale wrocmy do sedna sprawy - ludziom, ktorzy robia wielkie filmy, zalezy bardzo na tym (pytanie dlaczego), zeby zdyskredytowac, osmieszyc , ponizyc, pomniejszyc znaczenie itd itp - generalnie zniszczyc Boga w rozumieniu katolickim. Stad tego typu produkcje, kompletnie wypaczajace historie i postaci biblijne, gloryfikacja bozkow greckich, rzymskich i wszelkiego poganstwa, magii, czarodziejstwa (wlacznie z prawdziwymi zakleciami, przeklenstwami, ktore ludzie, dzieci wymawiaja nie zdajac sobie z tego nawet sprawy),stad w filmach tyle kosmitow jako prawowitych "bogow", stworcow itd, stad Kosciol Katolicki "be" (zawsze ukazywany w zlym swietle, a katolicy to maniacy, klamcy, inkwizytorzy siejacy spustoszenie i zaraze), a feministki, lezbijki i geje sa "super i ok" (zawsze nas pouczaja, piekni, madrzy, wzory "cnoty" i heroizmu, ktore "zacofani" katole powinni nasladowac i uczyc swoje dzieci. To nie paranoja, szatan jest sprytny, a ludzie to bezmyslnie lykaja. Sama nazwa - hollywood (swiete drzewo?), jako niby odwrotnie, w opozycji (albo wysmiewczo - zobaczcie, ludzie traktuja to "swiete drzewo" jako Boga) do plomienistego krzaku, w ktorym Bog objawil sie na gorze Synaj? Dla ludzi, ktorzy nie potrafia sie obejsc bez tv, i sa tak przyzwyczajeni do przemocy i plucia na wszystko co swiete, bedzie to pewnie przesada i brednie, ale pamietajcie - "diabel tkwi w szczegolach", powolutku, malymi kroczkami wkrada sie w coraz wiecej dziedzin zycia i probuje wmowic nam ,ze biale to czarne, dobre to zle i vice versa itd itp. Odlaczcie rure telewizyjna od mozgu na pare miesiecy - zobaczycie jaka roznica! Obudzi,sie w was wrazliwosc na drugiego czlowieka, ktora macie , tylko zostala chwilowo "znieczulona", zaczniecie widziec rzeczy jasno i jasno rozrozniac dobro i zlo bez zaslony dymnej konsumpcjonizmu i chciwosci. A ile czasu nagle sie znajdzie na robienie rzeczy wnoszacych wartosc w zycie, bedziecie zdziwieni. Polecam goraco. Raz sprobujecie - nie bedziecie chcieli wrocic do telewizyjnej pralni mozgu :)) Pozdrawiam
    • ON
      05.04.2014 00:23
      Filmów nie robi się po to żeby pasowały wyznawcą różnych religii. Filmy się robi po to żeby pasowały ludziom i żeby je ludzie oglądali a twórcy filmu na tym zarobili.
      Jak się chce żeby film był zgodny z oczekiwaniami konkretnej religii to niech się za produkcję filmu wezmą wyznawcy tej religii.
      Doskonałym przykładem jest tutaj Mel Gibson, który nakręcił Pasję i chociaż później zdecydowanie się pogubił w życiu to nic nie stoi na przeszkodzie żeby ktoś nakręcił film o Noe zgodny w stu procentach z opisami w Biblii.
      Swoją drogą podobno katolików jest na świecie około półtora miliarda i to trochę dziwne że prawie nie kręci się filmów na podstawie Biblii tak żeby czegoś nie przeinaczyć.
      Może by tak Kościół jako instytucja wyłożył pieniądze na jakąś super produkcję biblijną ? Byłby to świetny sposób ewangelizacji i jeszcze by były z tego zyski.
    • west
      07.04.2014 07:39
      @przypomnienie
      Tak samo pod infantylizm można podciągnąć Twoją wiarę w tzw. "postępowe podejście" do Biblii. Jednak tyle w owym podejściu postępu ile zakłamania. Nie głosisz żadnych nowych prawd pisząc o mnogości autorów Biblii.
      Rasowy biblista widząc Twoje "naukowe" argumenty prawdopodobnie ma niezły ubaw.
      Jak to głosi stara prawda "wiara bierze się ze słuchania"
      Skoro ktoś słucha Boga zyskuje wiarę. Kto zaś swoje słuchanie kieruje li tylko ku ludzkim argumentom Boga słucha już rzadziej, lub wcale.
      Z drugiej zaś strony zastanawiające jest po co ludzie Twego pokroju wchodzą na katolicki portal? By "nawracać" na niewiarę, zawstydzać niewierzących, udowadniać komuś płycizną wyświechtanych argumentów infantylizm :)
      Chociaż nie jestem osoba duchowną odpowiem Ci wierszem ks. Twardowskiego:

      Nie przyszedłem pana nawracać
      zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
      jestem od dawna obdarty z błyszczenia
      jak bohater w zwolnionym tempie
      nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
      pytając co pan sądzi o Mertonie
      nie będę pod skakiwał w dyskusji jak indor
      z czeroną kapką na nosie
      nie wypięknieję jak kaczor w październiku
      nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają
      nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

      po prostu usiądę przy panu
      i zwierzę swój sekret
      że ja, ksiądz,
      wierzę Panu Bogu jak dziecko

    • west
      08.04.2014 10:01
      @przypomnienie
      Tak się domagasz dowodów na istnienie Boga.
      O wiele trudniej otwartemu rozumowi znaleźć dowody na jego nieistnienie, bo wszystko co nas otacza jest Jego dziełem. Również i Twoja negacja Boga. Dlaczego? Bo zarówno moja wiara jak i Twoja niewiara w jego istnienie dowodzą Jego niewyczerpanej miłości do ludzi, których obdarzył tym co między innymi upodabnia nas do Niego - darem wolnej, nieprzymuszonej woli.
      Od nas samych tylko zależy jak odpowiemy na ten akt Bożej Miłości. I tyle w temacie.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół