• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Widziałam, jak Bóg uzdrawia!

    Alina Świeży-Sobel

    dodane 02.04.2014 15:10

    To było kolejne czuwanie modlitewne młodzieży w sanktuarium MB Wspomożenia Wiernych w Oświęcimiu. Tym razem było też krokiem w przygotowaniach do Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku, a gościem spotkania była s. Anna Bałchan.

    - Macie wokół siebie wiele przejawów różnych wartości. To może być miłość, rodzina, praca. Najważniejsza jest jednak strefa zero: ta najbliższa was i przeznaczona tylko dla Pana Boga. Jeśli tą najważniejszą przestrzeń wypełni jakaś nawet ważna i dobra sprawa, będzie źle, bo pozmienia się właściwa kolejność i pogubicie się w życiu. Człowiek widzi wtedy wszystko ze złej perspektywy i to może popchnąć go do zła. Gdy człowiek uzna na przykład, że miłość jest wszystkim, to odrzucenie jego uczucia przez drugą osobę może skończyć się nawet zabójstwem - ostrzegała s. Anna, zachęcając do rozpoczęcia przygotowań od właściwego ustawienia hierarchii wartości, którymi człowiek kieruje się w życiu.

    Na co dzień s. Anna pomaga kobietom, które stały się ofiarami przemocy i handlu ludźmi. Opowiadając o ich bolesnych doświadczeniach, mówiła o cudach duchowego odrodzenia, których była świadkiem.

    - Nieraz jestem bezradna, ale wiem, że Bóg może wszystko i bez Jego pomocy niczego bym nie zdziałała. Jestem businesswoman i mój biznes widzę w tym, że mogę tu być i mówić wam o tym, że Bóg dotyka ludzkich serc - mówiła.

    Bóg może wszystko

    - Ta historia zaczęła się na pozór niewinnie. 30-letnia kobieta, matka dwójki dzieci, nie miała pracy, mąż również. Wtedy została agentką firmy, która pożycza na szybko pieniądze. Jednak po pewnym czasie ją okradziono i musiała oddać tę brakującą kwotę. Szukała rozwiązań i zdesperowana trafiła w gazecie na ogłoszenie o pracy za granicą. Pomyślała: "Popracuję jakiś czas i odrobię te długi. A może mąż też coś znajdzie...". Miała pracować jako pomoc w kuchni. Pojechała do Berlina, tam już na nią czekali. Zjadła kolację i... straciła przytomność. Kiedy się obudziła, nie miała już swojego telefonu, ubrań, paszportu. Poprzez przemoc, bicie i gwałt szybko nauczono ja posłuszeństwa. Przez prawie 2 lata była niewolnicą, zamkniętą i wykorzystywaną. Czas obliczała, robiąc kreski pomadką do ust, żeby wiedzieć, jaki jest dzień. Po dwóch latach, podczas większej imprezy, udało się jej uciec. I poszła do domu piechotą. Wycieńczona, z amnezją, bez świadomości, jak się nazywa i czy ma rodzinę została znaleziona na ulicy w Polsce. Trafiła na policję, znaleziono jej rodzinę, ale ona nie była w stanie z nikim się komunikować. Jej trauma związana z tamtymi przeżyciami była ogromna. Kiedy słyszała czyjeś kroki, uciekała i chowała się w kącie, z podkulonymi pod brodą nogami, jak mała dziewczynka, i przestraszona trzęsła się cała. W niewoli często była bita po głowie i mimo wielu miesięcy leczenia jej stan się nie poprawiał. Zachowywała się jak osoba po wylewie krwi do mózgu - od nowa musiała się wszystkiego uczyć, nawet czytania i pisania. Brak było jednak znaczącej zmiany i myśleliśmy wszyscy, że tak już zostanie... - wspomina s. Anna.

    Kobieta bała się wciąż wszystkiego. Nie wychodziła do sklepu czy autobusu. Do kościoła też. "Ja wiem, że jestem w domu sióstr, ale się boję" - tłumaczyła.

    - Mówiła mi kiedyś, że czuje się taka brudna, grzeszna. I przyszedł ksiądz, i ona przystąpiła do spowiedzi. A kiedy wyszła po tej spowiedzi, była cała rozjaśniona. "Proszę siostry - mówiła rozpromieniona - jestem wolna! Żyję!".

    Bóg dał jej wolność i od tego momentu z dnia na dzień zaczęła zdrowieć - rozmawiać, uśmiechać się. To było coś cudownego, prawdziwe ozdrowienie. Potem zaczęła na nowo odzyskiwać miejsce w rodzinie, rozmawiać z mężem, dziećmi, z rodzicami.

    - Widziałam to na własne oczy - coś, co według medycyny, nie było możliwe - mówiła s. Anna, a jej radość udzielała się młodym słuchaczom.

    Zaufaj Panu!

    Na potwierdzenie opowiedziała też własną historię, z dzieciństwa, kiedy - jako dziecko urodzone z rozszczepionym podniebieniem i zajęczą wargą - skazywano ją na życie niepełnosprawnej osoby, która nigdy nie będzie prawidłowo mówić.

    - To, że jestem przed wami i mówię do was, zawdzięczam Bogu. Lekarze doradzali rodzicom, by oddali mnie do ośrodka dla dzieci upośledzonych. Długo uczyłam się mówić. Przez wiele lat się nie odzywałam. O śpiewaniu nikt nawet nie śmiał marzyć. Gdy Bóg dał mi wolność, poczułam się jak księżniczka, a sami widzicie, dziś buzia mi się nie zamyka. Czuję się szczęśliwa i spełniona - mówiła z uśmiechem, a chwilę później, z gitarą w rękach, pokazywała, jak pięknie potrafi śpiewem chwalić Boga i zachęcała młodych piosenką "Zaufaj Panu już dziś!".

    Burzliwe brawa, jakimi młodzi odpowiadali na pytanie: "Wierzycie?" oraz wzruszające, ale też pełne żartobliwych dygresji i dynamicznego śpiewu świadectwo siostry Anny, były najlepszym świadectwem, że oświęcimska młodzież z energią wkroczyła w przygotowania do ŚDM 2016.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół