• facebook
  • twitter
  • Newsletter
  • rss
  • Na końcu nawraca się portfel

    dodane 30.01.2014 00:15

    Z Andrzejem Strączkiem ze stowarzyszenia „Kahal”, ojcem siedmiorga dzieci, pracującym w branży budowlanej, rozmawia Marcin Jakimowicz.

    Marcin Jakimowicz: Na pytanie znajomej katechetki, czy można modlić się o pieniądze, klasa zgodnym chórem krzyknęła: „Nieee!”.

    Andrzej Strączek: Większość z 98 procent ochrzczonych ludzi w Polsce (połowa z nich chodzi do kościoła) tak to rozumie. Wiemy mniej więcej, jak spędzić z Panem Bogiem niedzielne przedpołudnia, ale nie mamy pojęcia, jak wytrwać z Nim od poniedziałku do soboty. Jesteśmy ciałem Chrystusa – nie duszą. Ciałem, które trzeba nakarmić, przyodziać. To konkretny wymiar, który, uwaga – boimy się tego słowa – kosztuje. Dziesięcina to nie ochłap, to oddanie czci Bogu. Bardzo konkretne. Odpowiedzialność za parafię wyraża się w konkretach. Wierni ludzie zazwyczaj nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoją parafię. Tę duszpasterską codzienność świetnie wyjaśnia dowcip. Ojciec wracający z synem z Mszy całą drogę narzeka: na długie i nudne kazanie, księdza niedbale wypowiadającego słowo konsekracji, zawodzącego organistę. – Tato – przerywa zniecierpliwiony syn – a czego oczekujesz za te dwa złote, które wrzuciłeś na tacę? (śmiech)

    Jedna dziesiąta wypłaty to sporo. Przy 500 złotych to jedynie 50 złotych, ale już przy pięciu tysiącach to sumka, która szarpie po kieszeni...

    By zrozumieć dziesięcinę, trzeba się nawrócić, czyli – dosłownie – odwrócić to myślenie. Jeśli jestem chrześcijaninem ufającym Bogu, wiem, że absolutnie wszystko, co mam, pochodzi od Niego. Z Jego hojności. I wówczas ta transakcja wygląda zupełnie inaczej – Bóg daje mi 100 procent i mówi: „Weź aż 90 procent tego wszystkiego. To twoje. Dysponuj tym, jak chcesz. Oddaj Mi jedynie dziesiątą część”. Tak to rozumieli Izraelici. Przecież Bóg mógł powiedzieć: fifty-fifty, daj mi 50 procent i podpisujemy umowę. Nie! On chce być „stratny”. Tu tak naprawdę nie chodzi o pieniądze (rozmowa o kasie w Kościele jest dziś na pograniczu skandalu). Tu chodzi o nawrócenie. O spojrzenie na swe dochody z perspektywy nieba. Nawrócenie jest procesem. Nawracamy się powoli. A na samym końcu nawraca się portfel. (śmiech) Wiem, co mówię. Jestem facetem, który chce być odpowiedzialny za rodzinę i firmę. OK, mogę przyjść do kościoła pomodlić się, pośpiewać, a nawet poklaskać, pod warunkiem że mnie to nie kosztuje. Ale gdy muszę sięgnąć do portfela, zaczynają się schodki.

    Czy przy dawaniu dziesięciny nie istnieje pokusa wyjmowania kalkulatora i mnożenia razy sto? Sam Jezus obiecał, że odda nam stukrotnie, więc może w efekcie się opłaci?

    Pokusa istnieje zawsze. Tyle że słowo Boże naprawdę działa. Przykład? Historie ludzi z naszej wspólnoty, którzy dają dziesięcinę. Ufają Bogu, a On troszczy się o ich domy i finanse.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • agvis
      02.03.2014 09:09
      Moi drodzy - jeżeli nie wierzycie w Boga, jego Słowo i prawdę, że Wasze pieniądze to w rzeczywistości dar od niego, a nie tylko praca Waszych rąk (a Wasz pracodawca, firma, rynek, itd. to skąd się wzięli? Też ich swoimi rękami zrobiliście?), nie wypowiadajcie się pod tym artykułem, proszę. Tutaj pisze się o dawaniu dziesięciny jako skutku nawrócenia. To jest sedno artykułu.

      A tak przy okazji - samymi dobrymi uczynkami, miłością, itd., Kościół nie żyje. Jeżeli na Mszy na głowę Ci nie pada, masz na czym siedzieć, w zimie masz ciepło, czytasz o pomocy Caritas na całym świecie, widzisz kościelne stołówki dla bezdomnych, Twoje dziecko jeździ na rekolekcje za pół darmo, itd., itd., to się zastanów, skąd taki "dobrobyt" się bierze?
      doceń 10
    • Andrzej
      02.03.2014 17:15
      Słusznie zauważył Miki, że Pan Jakimowicz mógł trafniej dobrać osoby do zaprezentowania w artykule dot. 10-sięciny. Pan Jezus zwrócił na to uwagę w przypowieści o wdowim groszu. Cóż GN nie jest idealny, wszak to pismo społeczno-katolickie, a nie ewangelizujące (szkoda). Sam często rezygnuję z zakupu kolejnego numeru, po lekturze bieżącego numeru. Szkoda, bo przecież nie sprzedany egzemplarza to zmarnowane pieniądze, a przede wszystkim ludzka praca.
    • TeresaWilhelma
      03.03.2014 09:40
      Popieram i pochwalam treść i osoby. Między innymi na mowie pogrzebowej, ks. proboszcz powiedział o moim śp. mężu, że płacił dziesięcinę na kościół. Może tego sami tak nie określaliśmy i myślę, że mąż nie wyliczał tego skrupulatnie, ale płacił. Prowadził działalność gospodarczą, miał na utrzymaniu mnie żonę i czworo naszych dzieci. Mogę stwierdzić, że nie działał doskonale, ale starczało nam na utrzymanie i na pomaganie innym. Ja płaciłam i płacę "dziesięcinę na kościół cele charytatywne" z tego co otrzymywałam na utrzymanie od męża i aktualnie posiadam.
    • Janusz
      10.03.2014 09:53
      dziesięcina od dochodu czy obrotu? To czyni wielką różnicę.Ciężko jest sięgać do kieszeni gdy widzę co z tymi pieniędzmi dalej się dzieje.Myślę że tu tkwi przyczyna niechęci do dzielenia się. Znam wielu którzy nie dają na kościół ale wspierają osoby w trudnej sytuacji.Takie upraszczanie to brak świadomości albo celowa manipulacja.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół