• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Cztery tygodnie dla tęsknoty

    Wojciech Teister

    dodane 02.12.2013 12:18

    Adwent to fantastyczna okazja, żeby uświadomić sobie do Kogo tak naprawdę tęsknimy.

    No i mamy już nowy rok liturgiczny. Może sztucznych ogni nie było, ale dla wielu „andrzejki” upłynęły pod znakiem dobrej zabawy. Od niedzieli natomiast, wraz z nowym rokiem, rozpoczął się Adwent. Wieniec z czterema świecami, poranne roraty, fioletowy kolor szat – to wszystko wyraźnie odróżnia ten okres od poprzednich dni życia Kościoła.

    Niekiedy słychać pytania: jak najlepiej przeżywać Adwent?  Z jednej strony to radosny czas oczekiwania na przyjście Pana Jezusa, z drugiej jednak kojarzy się mocno z pewnymi praktykami ascetycznymi. Jak rozumieć tą pozorną sprzeczność? Jest taka opowieść, która może pomóc odpowiedzieć na to pytanie.

    Do małej wioski, położonej na dalekiej Północy Błogosławionego Królestwa przybył królewski herold i przekazał nowinę, że za miesiąc mieszkańców odwiedzi król Noel. Na żadnego z mieszkańców nie padł strach, bo Noel był dobrym monarchą, dla którego władza była służbą, a okres jego rządów był czasem dobrobytu i szczęścia. Król miał zwyczaj jeździć po swoim kraju i spotykać się z poddanymi. Wtedy rozmawiał z nimi, pomagał rozwiązywać ich codzienne trudności, chorych uzdrawiał, a utrapionym wlewał w serca głębokie doświadczenie szczęścia. Dlatego wiadomość o rychłym przybyciu Noela ucieszyła mieszkańców. Wszyscy rozpoczęli przygotowania. Z jednej strony zewnętrzne, z drugiej jednak także wewnętrzne – odmawiając sobie w tym czasie różnych przyjemności, po to, aby bardziej wsłuchać się w głos swojego serca. Usłyszeć co w nim radosnego, co bolesnego, co chorego czeka na wyleczenie. Bo wiedzieli, że serca wyrywają się do króla, który jak nikt inny może wlać w nie tyle radości. Wiedzieli, że to spotkanie może odmienić ich życie i że w głębi serca każdy z nich tęskni do spotkania z Noelem.

    Tak sobie myślę, że to ta tęsknota jest kluczem do zrozumienia sensu Adwentu. W 1 prefacji adwentowej padają takie słowa:

    „On [Pan Jezus – red.] przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełnił Twoje odwieczne postanowienie, a nam otworzył drogę wiecznego zbawienia. On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których, czuwając, z ufnością oczekujemy.”

    Nie ma sprzeczności między ascetycznym czuwaniem, a radością oczekiwania. Czuwamy i przygotowujemy się, bo mamy absolutną pewność, że Pan Jezus, nasz ukochany Król przyjdzie do nas. Sam nam to obiecał. Czuwamy, bo chcemy być gotowi na to przyjście, nie chcemy myśleć wtedy o czymkolwiek innym , jak tylko o Nim. I nie czekamy z lękiem, ale z radością, bo On jest tym do którego w głębi serca tęsknimy. Adwent to fantastyczna okazja, żeby wsłuchać się w tę tęsknotę i zostawiając na boku codzienny hałas, pozwolić jej wybrzmieć w swoim życiu.

    Monika Juroszek   Monika Juroszek

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • gut
      02.12.2013 14:36
      Wspaniałe! :-)
    • sapientisat
      02.12.2013 16:21
      Wspaniały felieton...
      Muszę przyznać, iż uwielbiam pańskie teksty.
      Tyle w nich prawdy, mądrości i jednocześnie prostoty. Proszę tak trzymać!!!
      Serdecznie pozdrawiam :)
      Z Bogiem i stale w Jego opiece, Panie Wojtku :)
    • refleksja
      02.12.2013 16:21
      Cyt.: "radosny czas oczekiwania na przyjście Pana Jezusa"...
      No właśnie, a Wielki Post to zapewne wkrótce będzie "radosny czas oczekiwanie na zmartwychwstanie"?
      Bawmy się tak jakby piekła nie było?
      Chocholi taniec prowadzi nas na krawędź...
    • Liza
      02.12.2013 20:39
      A u nas roraty o ... 17 :-(
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół