• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zmarł mistrz duchowości o. Wilfrid Stinissen OCD

    KAI

    dodane 02.12.2013 09:40

    W klasztorze karmelitów w Norraby w Szwecji zmarł 30 listopada w wieku 86 lat o. Wilfrid Stinissen OCD, autor wielu książek poświęconych duchowości chrześcijańskiej. Wiele z nich zostało przetłumaczonych na język polski.

    Wilfrid Stinissen urodził się w 1927 r. w Antwerpii. Pochodził z rodziny głęboko wierzącej. W wieku 16 lat wstąpił do karmelitów bosych w Brugii. W 1951 roku przyjął święcenia kapłańskie. W 1958 roku obronił doktorat z filozofii na uniwersytecie Louvain z dzieła Arystotelesa Etyka Nikomachejska. W 1967 roku wraz z trzema współbraćmi w Szwecji otworzył nową fundację w Norabby, od 1981 roku był przeorem tamtejszej wspólnoty. Zajmował się przede wszystkim teologią duchowości karmelitańskiej oraz Modlitwą Jezusową.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Eterno Vagabundo
      22.01.2012 00:06

      Duch jest ważniejszy dla dobra sprawy,
      Niż: rozporządzenia, kodeksy, ustawy.
      Musimy się zawsze Duchem powodować,
      Jeśli chcemy lepszy, ład w świecie zbudować.

    • Katolik
      24.01.2012 08:11
      Niech się Pan zdecyduje ; przeciwstawia Pan ducha-literze , czy starych-młodym ?
    • zbig
      26.01.2012 12:09
      Chrystus niestety musiał się sprzeciwiać tym wszystkim pomniejszym prawom ustanowionym przez faryzeuszy, które były ludzkimi naleciałościami przez wieki, które z dekalogiem nie miały nic wspólnego.Nakazy te niekiedy były idiotyczne: rytualne obmywania rąk góra-dół, zanieczyszczanie się poprzez dotyk,wystarczyło nawet wejść do domu poganina by się zanieczyścić, a nie mówiąc o dotknięciu, czy nawet muśnięciu szatą itp. Chrystus walczył z brakiem miłości w tych bezdusznych prawach. Zwracał uwagę, że to dekalog i wypływająca z niego miłość jest prawem. Uzdrowienie w szabat było dla Chrystusa najlepszym świętowaniem gdyż ujawniała się w tym czynie miłość, a przez to najlepsze uwielbienie Ojca. Uczeni zaś patrzyli na to, aby czasem nie skalać się w szabat jakąś "pracą", nawet czynem miłości. Nawet łuskanie kłosów by nasycić głód stało się wielkim "grzechem" w ich oczach(i wiele innych przykładów mamy). Faryzeusze należeli do sekty która trzymała władzę nad ludem w Izraelu pomimo tego, że Herod był pro rzymski, że był królem, to jego sprawy religii, przepisów Prawa nie interesowały. Nic dziwnego, że rodzina Jezusa bała się w momentach w których On jawnie się sprzeciwiał możnym. Faryzeusze mieli Świątynię-władzę, Chrystus zaś swą miłość i "niepokojąco" rosnącą liczbę zwolenników. Dlatego musiał umrzeć w ich oczach. Natomiast my wiemy, że przede wszystkim musiał umrzeć jako znak sprzeciwu wobec zła, które puszy się by rządzić, jako Odkupiciel człowieka z niewoli Szatana.
      I dzisiaj jest wiele praw, zasad które przeczą miłości, są dewastacją sumień. To nasze europejskie,nowoczesne społeczeństwo żyje innymi prawami niż Dekalog, właśnie takimi ułomnymi ludzkimi, a nie boskimi. Stąd nasze problemy, nawet i ten cały kryzys.
      Brakuje mi w tym naszym świecie, właśnie "Chrystusów" którzy protestowaliby wobec zła, by zachować przede wszystkim miłość. Często widzę, że ci którzy są namaszczeni przez Boga i piastują urzędy apostolskie i mają władzę nad duszami, autorytet, to właśnie oni milczą w imię poprawności politycznej, żeby tylko czasem nie wywołać burzy. Nie ważne że się szarga krzyżem w miejscach publicznych, że niegodziwcy typu Nergala są opłacani za pieniądze podatnika w tanich show. A może powinniśmy ja lub ty to zrobić, walczyć gdy oni śpią i uważają że rozejdzie się to po kościach, że dobro zawsze zwycięży, że Bóg sam sobie z tym poradzi? Ja mam rodzinę, wystarczy że ktoś zagrozi moim bliskim i jestem już bezsilny, unieszkodliwiony, w skali społecznej jestem niczym. Co nieco można zdziałać w najbliższym otoczeniu i to wszystko. Zatem co, organizować się w komitety społeczne i inne inicjatywy? To jest, to funkcjonuje, ludzie dobrej woli nie śpią, ale brak mi tych "Chrystusów" którzy otwarcie zawalczą, wyrażą sprzeciw, nawet za cenę więzienia lub życia jak np.Kard Wyszyński czy ks.Jerzy. Kto jak nie oni? Niech staną się choć trochę "niegrzeczni", niech walczą o Królestwo Boże już tu na ziemi, a nie o św.spokój. Niech nie boją się być niepopularni przecież to właśnie oni nie mają nic do stracenia.
    • zbig
      26.01.2012 12:09
      Chrystus niestety musiał się sprzeciwiać tym wszystkim pomniejszym prawom ustanowionym przez faryzeuszy, które były ludzkimi naleciałościami przez wieki, które z dekalogiem nie miały nic wspólnego.Nakazy te niekiedy były idiotyczne: rytualne obmywania rąk góra-dół, zanieczyszczanie się poprzez dotyk,wystarczyło nawet wejść do domu poganina by się zanieczyścić, a nie mówiąc o dotknięciu, czy nawet muśnięciu szatą itp. Chrystus walczył z brakiem miłości w tych bezdusznych prawach. Zwracał uwagę, że to dekalog i wypływająca z niego miłość jest prawem. Uzdrowienie w szabat było dla Chrystusa najlepszym świętowaniem gdyż ujawniała się w tym czynie miłość, a przez to najlepsze uwielbienie Ojca. Uczeni zaś patrzyli na to, aby czasem nie skalać się w szabat jakąś "pracą", nawet czynem miłości. Nawet łuskanie kłosów by nasycić głód stało się wielkim "grzechem" w ich oczach(i wiele innych przykładów mamy). Faryzeusze należeli do sekty która trzymała władzę nad ludem w Izraelu pomimo tego, że Herod był pro rzymski, że był królem, to jego sprawy religii, przepisów Prawa nie interesowały. Nic dziwnego, że rodzina Jezusa bała się w momentach w których On jawnie się sprzeciwiał możnym. Faryzeusze mieli Świątynię-władzę, Chrystus zaś swą miłość i "niepokojąco" rosnącą liczbę zwolenników. Dlatego musiał umrzeć w ich oczach. Natomiast my wiemy, że przede wszystkim musiał umrzeć jako znak sprzeciwu wobec zła, które puszy się by rządzić, jako Odkupiciel człowieka z niewoli Szatana.
      I dzisiaj jest wiele praw, zasad które przeczą miłości, są dewastacją sumień. To nasze europejskie,nowoczesne społeczeństwo żyje innymi prawami niż Dekalog, właśnie takimi ułomnymi ludzkimi, a nie boskimi. Stąd nasze problemy, nawet i ten cały kryzys.
      Brakuje mi w tym naszym świecie, właśnie "Chrystusów" którzy protestowaliby wobec zła, by zachować przede wszystkim miłość. Często widzę, że ci którzy są namaszczeni przez Boga i piastują urzędy apostolskie i mają władzę nad duszami, autorytet, to właśnie oni milczą w imię poprawności politycznej, żeby tylko czasem nie wywołać burzy. Nie ważne że się szarga krzyżem w miejscach publicznych, że niegodziwcy typu Nergala są opłacani za pieniądze podatnika w tanich show. A może powinniśmy ja lub ty to zrobić, walczyć gdy oni śpią i uważają że rozejdzie się to po kościach, że dobro zawsze zwycięży, że Bóg sam sobie z tym poradzi? Ja mam rodzinę, wystarczy że ktoś zagrozi moim bliskim i jestem już bezsilny, unieszkodliwiony, w skali społecznej jestem niczym. Co nieco można zdziałać w najbliższym otoczeniu i to wszystko. Zatem co, organizować się w komitety społeczne i inne inicjatywy? To jest, to funkcjonuje, ludzie dobrej woli nie śpią, ale brak mi tych "Chrystusów" którzy otwarcie zawalczą, wyrażą sprzeciw, nawet za cenę więzienia lub życia jak np.Kard Wyszyński czy ks.Jerzy. Kto jak nie oni? Niech staną się choć trochę "niegrzeczni", niech walczą o Królestwo Boże już tu na ziemi, a nie o św.spokój. Niech nie boją się być niepopularni przecież to właśnie oni nie mają nic do stracenia.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół