Nowy numer 16/2018 Archiwum

Wiele niewiadomych zaostrza sytuację

Wiele w żaden sposób niepotwierdzonych informacji pojawia się w niedzielę w Kijowie w związku z demonstracjami zwolenników integracji europejskiej oraz starciami z milicją, które - jak uważa opozycja - zostały sprowokowane przez władze.

W internecie krążą wiadomości o przygotowaniach do stanu wyjątkowego, które rozpowszechniają miejscowe media, a następnie przekazują media światowe. W Kijowie tej informacji nikt na razie nie potwierdza, choć opozycja twierdzi, że tak naprawdę jest.

W sieci powtarzana jest także wiadomość z czasów pomarańczowej rewolucji 2004 r. o rosyjskim specnazie, który rzekomo wylądował na jednym ze stołecznych lotnisk. W Kijowie tych informacji nikt obecnie nie potwierdza nawet nieoficjalnie.

Nie znajduje również potwierdzenia informacja o dziewczynie, która rzekomo zmarła po przeprowadzonej w sobotę nad ranem przez milicję akcji likwidacji protestów na Majdanie (placu) Niepodległości); informacja ta rozsyłana jest na Facebooku i Twitterze.

Według nieoficjalnych danych w poniedziałek na Ukrainie lub też tylko w Kijowie może zostać wprowadzony stan wyjątkowy - pisze w niedzielę rosyjska agencja ITAR-TASS.

Do głównych potyczek w Kijowie doszło przed siedzibą prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza na ulicy Bankowej. Budynek zaatakowali młodzi, ubrani na sportowo ludzie. Opozycja ogłosiła, że atak jest prowokacją władz z użyciem wynajętych dresiarzy. (zob.: Szturm na siedzibę Janukowycza "to prowokacja"). Wezwała ludzi, by odeszli z Bankowej.

Na Bankowej interweniowały oddziały specjalne milicji Berkut, atakując tłum zorganizowaną kolumną i strzelając granatami hukowymi. Ludzie byli brutalnie bici, milicja użyła gazu łzawiącego. Stojący naprzeciw ludzie także użyli gazu. Demonstrujących wyparto z ulicy, ale starcia trwały dalej. Według MSW rannych zostało około stu milicjantów.

W starciach Berkutu z tłumem pobity został polski dziennikarz Paweł Pieniążek; według świadków został uderzony kilkanaście razy pałką w głowę.

Wcześniej w niedzielę demonstranci w Kijowie zajęli siedzibę władz miejskich oraz dom prorządowych związków zawodowych.

Demonstracje w niedzielę rozpoczęły się od wiecu pod pomnikiem wieszcza narodowego Tarasa Szewczenki. Zgromadzeni wznosili hasła na rzecz integracji z UE i przeciwko władzom. Tymczasem tłum schodził się na Majdan Niepodległości w centrum miasta.

Na Majdanie demonstracje trwały od ponad tygodnia, ale w sobotę rano wkroczyli tam milicjanci Berkuta, którzy rozpędzili protest, bijąc ludzi pałkami i rozpylając gaz łzawiący. Rannych zostało kilkadziesiąt osób, w tym dwóch obywateli polskich. Demonstranci powrócili na Majdan w sobotę późnym popołudniem. W niedzielę ich liczbę na placu niektóre media określały nawet na 500 tysięcy.

Arsenij Jaceniuk, kierujący opozycyjną partią Batkiwszczyna, powiedział w niedzielę, że uczestnicy protestu nie odejdą z Majdanu Niepodległości, dopóki rząd nie poda się do dymisji. Inny z przywódców opozycji, Witalij Kliczko stojący na czele partii Udar, podczas wystąpienia na Majdanie Niepodległości zaapelował do prezydenta i rządu, by ustąpili.

Rzecznik premiera Ukrainy Mykoły Azarowa, Witalij Łukjanenko zapewnił, że władze nie straciły kontroli nad wydarzeniami w stolicy, a rząd pracuje "w normalnym trybie".

W Kijowie są polscy politycy - wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Jacek Protasiewicz i lider partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński. Obaj wystąpili w niedzielę na Majdanie Niepodległości. Polacy zawsze będą was popierali - mówił Protasiewicz. Wskazał, że wygłasza te słowa w porozumieniu z prezydentem Bronisławem Komorowskim i premierem Donaldem Tuskiem. W uzgodnieniu z przewodniczącym PE Martinem Schulzem przekazał też demonstrantom, że Ukraina jest częścią Europy, a w Europie niedopuszczalne jest używanie siły wobec pokojowych demonstracji.

Kaczyński również zapewnił Ukraińców, że Polska zawsze będzie wspierać sprawę integracji europejskiej Ukrainy. Skrytykował brutalną akcję milicji, która w sobotę nad ranem rozpędziła demonstracje na Majdanie, raniąc kilkadziesiąt i zatrzymując 35 osób.

Na wiecu na Majdanie obecny był również były premier i były przewodniczący PE Jerzy Buzek.

Zdaniem ekspertów, sytuacja na Ukrainie grozi eskalacją napięcia. Jak zauważył wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Eberhardt, hasła proeuropejskie coraz bardziej przekształcają się w żądanie dymisji Janukowycza, a on zrobi wszystko, by u władzy się utrzymać. Duże jest ryzyko prowokacji, która pozwoliłaby władzom zrzucić winę na opozycję za przebieg protestów - ocenił ekspert.

W Kijowie i innych ukraińskich miastach demonstracje trwają od 21 listopada, kiedy rząd tego państwa ogłosił, że wstrzymuje przygotowania do podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE.

« 1 »

Zobacz także

  • a propos
    02.12.2013 13:15
    Może to nie ta sama grupa, która profanowała krzyż w Warszawie?
    doceń 0

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama