• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zmarła matka ks. Popiełuszki

    jdud /Solidarność/KAI

    dodane 19.11.2013 12:20

    W Szpitalu Miejskim w Białymstoku zmarła Marianna Popiełuszko. Pogrzeb matki bł. ks. Jerzego Popiełuszki odbędzie się w sobotę 23 listopada o godz. 11.00 w Suchowoli. Liturgii żałobnej będzie przewodniczył i homilie wygłosi metropolita białostocki abp Edward Ozorowski. M

    Los Marianny Popiełuszko nie różnił się od losu milionów polskich kobiet - całe życie ciężko pracowała na roli, wyszła za mąż, urodziła dzieci, modliła się na różańcu, rytm jej życia określały pory roku i wykonywane w polu prace - pisała Milena Kindziuk w wydanej w ub. roku książce "Matka świętego. Poruszające świadectwo Marianny Popiełuszko. Matka bł. ks. Jerzego Popiełuszki zmarła dziś w Szpitalu Miejskim w Białymstoku. Miała 93 lata (niektóre źródła podają, że urodziła się nie w 1920, ale w 1910 roku, czyli miałaby 103 lata, ale sama twierdziła, ze jest z rówieśniczką Jana Pawła II).

    Urodziła się na wsi na Białostocczyźnie, wyszła za mąż w wieku 22 lat, w czasie wojny, urodziła pięcioro dzieci, z których dwoje umarło - córeczka, która nie miała dwóch lat i syn Jerzy. I właśnie z powodu syna - księdza, duszpasterza, który stał się symbolem oporu w ponurych czasach PRL, po ogłoszeniu stanu wojennego, męczennika systemu totalitarnego, stała się osobą znaną, ikoną porażonej cierpieniem matki, która jednak przebacza oprawcom.

    W swojej książce Milena Kindziuk odtwarzała kolejne etapy zwyczajnego życia Marianny, atmosferę rodzinnego Grodziska, w której "wiarę wbija się mocno w serce", a do kościoła, choć oddalonego o kilka kilometrów, nie chodzi tylko chory. Właśnie przez pryzmat wiary, odczytywała Marianna Popiełuszko swoje życie. Modliła się o to, żeby być matką kapłana, a gdy syn poszedł do seminarium i otrzymał święcenia, wspierała go z daleka modlitwą i sporadycznymi wizytami (gdyż dziecka nie rodzi się dla siebie, jak tłumaczy swej rozmówczyni).

    Dopiero po latach zrozumiała też, jak bardzo syn ją chronił, gdy nie przyznawał się, że był w wojsku poniżany, nieraz torturowany za to, że nie zdjął z palca różańca czy za modlitwy, których nie wyrzekł się nawet w obliczu gróźb i szykan. "Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą ani torturami. Może to i dobrze, że akurat ja, bo może ktoś inny by się załamał, a jeszcze innych wkopał" - pisał o tym okresie jej syn.

    Nie znała szczegółów, przeczuwała jedynie narastające niebezpieczeństwo i grozę. Aprobowała działalność syna, choć przeczuwała, że za swoją postawę może zapłacić najwyższą cenę. Ale dla niej było oczywiste i wyznaje to w prosty sposób - bo "oddanie życia za wiarę jest wpisane w powołanie kapłańskie". Tak się stało z jej synem i opis wydarzeń - gdy 20 października dowiedziała się z dziennika telewizyjnego o jego porwaniu, a dziesięć dni później o jego śmierci - są najbardziej przejmującymi stronicami tej opowieści.

    Jak wyznawała pani Marianna, przez ten tragiczny czas przeszła szczęśliwie tylko dzięki identyfikacji z Maryją, Która też straciła Syna, bo "serce moje by tego nie wytrzymało". Nie wytrzymało by identyfikacji skatowanego ciała ks. Jerzego w prosektorium, tego, że jest "bólem do samego nieba". Tak jak syn, Marianna okazała się jednak bardzo twarda. Zaś głębia jej wiary, ujęta w kilku zdaniach, robi na odbiorcy wstrząsające wrażenie.

    Paradoksalnie, właśnie w tej otchłani, Marianna Popiełuszko odnajdywała niebo, choć "każda kosteczka mnie wtedy bolała od cierpienia". Z pogodą i spokojem przyjmuje swój los, jest szczęśliwa, widząc, jak bardzo jej syn pomagał ludziom nie tylko za życia, ale też po śmierci, gdy spotyka się na grobie ks. Jerzego z Janem Pawłem II oraz prezydentami, premierami, arystokratami. A także w dniu beatyfikacji Syna na Placu Piłsudskiego w Warszawie.

    We wszystkich sytuacjach jest sobą, pełną pogody i humoru, zwykłą Marianną Popiełuszko z białostockiej wioski, przemieniona przez mocną wiarę w kobietę, która idzie do nieba ze swoim krzyżem, bo, jak wyjaśnia autorce - inaczej nie sposób się tam dostać.

    Książka Mileny Kindziuk, "Matka świętego. Poruszające świadectwo Marianny Popiełuszko" ukazała się w ub. roku w Wydawnictwie Znak.

    Przeczytaj też: Okopy w środku Europy

     

    «« | « | 1 | » | »»

    Wybrane dla Ciebie

    • Stanisław_Miłosz
      20.11.2013 08:17
      Czas zacząć myśleć o ... beatyfikacji. Nie za to że była mamą ks. Jerzego, za tą zwykłą codzienność. Codzienność świadectwa wiary. Świadectwa szarego, nie spektakularnego, nie narzucającego się. Beatyfikacja była by tu uznaniem i wyróżnieniem postawy, której śp. Marianna Popiełuszko jest wzorcem i reprezentantem. To dzięki takim mamom jak p. Popiełuszko Polska jeszcze jest polską ze wszystkim tym co się z tym wiąże: wiernością Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie.

    • Pokolenie
      20.11.2013 17:12
      Co za pokolenie - urodzonych przed wojną. To ludzie naprawdę wielkiego formatu. Zawstydzają mnie i moich rówieśników.
    • Jill
      20.11.2013 21:18
      Jakoś nie pasuje mi ta "matka" w tytule..
      "Mama" byłoby lepsze. I koniecznie wielką literą..
    • Szymon
      20.11.2013 21:40
      Miałem wielką potrzebę by odwiedzić p.Marię nie zdążyłem , spóźniłem się . Gdy tylko ukazała się książka Matka Świętego , odwiedziłem kilka księgarń by ją dostać ,było ciężko (mały nakład) ale udało się ,poszła w obieg i krąży . Tydzień temu kupiłem drugi egzemplarz taki który leży przy Biblii w widocznym miejscu na biurku,by w każdej chwili zajrzeć i fragment przeczytać.Dziś modlił się kard Stanisław Dziwisz u franciszkanów w Krakowie za mamę ks Jerzego .byłem
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół