• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Strach się bać!

    dodane 02.11.2013 08:00

    O tym, czy katolik ma prawo bać się śmierci i co trzeba zrobić, by zasłużyć na niebo, dyskutowali Marcin Jakimowicz i o. Leon Knabit OSB.

    Gdy przed laty o. Joachim Badeni OP mówił: „Niedawno zjawiła mi się dusza, bardzo wyraźna – dokładnie wiem, kto to był – i prosiła, bym koniecznie w jej intencji odmówił część bolesną Różańca. Zrobiłem to i poszło mi całkiem dobrze. Nawet dość pobożnie odmówiłem. I ta dusza zniknęła”, wykazywał się odwagą... – Zwykły Kowalski nie ma na tyle odwagi, boi się wyśmiania. Dlaczego? – zagadywał Marcin Jakimowicz znanego benedyktyna z Tyńca.

    – Bo z o. Badeniego nikt normalny się nie śmiał! On był mistykiem. Odwagę miała też Matka Teresa, gdy bezradnie wołała w ciemnościach: „Panie Boże, gdzie jesteś?” – mówił o. Knabit wspominając także swoje ostatnie i dość nietypowe pożegnanie z o. Joachimem. Obudziło go wtedy wyraźne pukanie do drzwi. – Wygramoliłem się z łóżka, patrzę: trzecia w nocy. Pukanie było wyraźne, to nie był sen. Otwarłem drzwi, ale na korytarzu nikogo nie było. Pomodliłem się, bo pomyślałem, że może to komu potrzebne – opowiadał o. Leon. Nad ranem dostał SMS: „Przed kilkoma godzinami zmarł o. Joachim Badeni”. Jego przyjaciel w drodze do nieba zapukał do Tyńca…

    – Gdy umierają mistycy, to pewnie nie muszą bać się śmierci. A czy przeciętny katolik, który umiera może w samotności, w szpitalu, ma prawo bać się śmierci? – zastanawiał się dziennikarz „Gościa Niedzielnego”. – Pamiętam śmierć pewnej pobożnej zakonnicy, mistyczki wręcz. W ostatnich swoich chwilach też się bała… Tak jak Pan Jezus, który w Ogrojcu mówił do Ojca: „Jeśli możesz, oddal ode mnie ten kielich”. Ja ufam, że im bliżej Jezusa jesteśmy, tym łatwiej będzie nam kiedyś odchodzić, bo miłosierdzie Boga jest ponad wszelkie nasze lęki i grzechy – przekonywał o. Leon.

    A co trzeba zrobić, by zasłużyć na niebo? Recepta o. Knabita jest prosta: trzeba stać się jak dziecko, ufać w Bożą miłość i starać się każdą chwilę przeżyć jak najlepiej.

    Podczas spotkania promującego książkę Marcina Jakimowicza „Ciemno czyli jasno. Jaki mowicz, takie rozmowy”, zorganizowanym na zaproszenie Mężczyzn św. Józefa w Kamieniołomie przy krakowskiej parafii św. Józefa, poruszony został również temat, który ostatnio często pojawia się w mediach – pedofilia. – Nie boi się ojciec, że jeśli podczas oprowadzania wycieczki po tynieckim opactwie pogłaska po głowie jakąś dziewczynkę, to może mieć na głowie prokuraturę? – pytał M. Jakimowicz. – Nie! – stanowczo odpowiedział o. Knabit dodając, że współczesny świat skompromitował dobry i bardzo potrzebny dotyk, a wszędzie doszukuje się smutnych podtekstów. – Pan Jezus był pierwszym, który przytulał i obejmował dzieci i wtedy nikomu to nie przeszkadzało – podkreślał o. Leon.

    Książka „Ciemno czyli jasno. Jaki mowicz, takie rozmowy” ukazała się nakładem Wydawnictwa „Niecałe” oraz Wydawnictwa Kurii Metropolitarnej „Gość Niedzielny”. Jest ona zbiorem poruszających wywiadów Marcina Jakimowicza (m.in. z o. Leonem, Ireneuszem Krosnym i Anną Golędzinowską), opublikowanych na łamach "Gościa Niedzielnego" w latach 2008-2013. Można ją nabyć w dobrych księgarniach.

    Już w najbliższy poniedziałek, 4 listopada, w kapitularzu przy klasztorze oo. dominikanów odbędzie się kolejne spotkanie promujące tę książkę. Tym razem jej autor będzie rozmawiał z Jaśkiem Melą. Zapraszamy, wstęp wolny!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Moria
      02.11.2013 13:55
      Modlitwa za konających w życiu św. Faustyny Kowalskiej


      św. Faustyna napisała w "Dzienniczku":


      "O, jak bardzo potrzebują dusze konające modlitwy. O Jezu, natchnij dusze, aby się często modliły za konających." (Dzienniczek, 1015)

      „Często obcuję z duszami konającymi, wypraszając im miłosierdzie Boże. O, jak wielka jest dobroć Boża, większa, niżeli my pojąć możemy. Są momenty i tajemnice miłosierdzia Bożego, nad którymi zdumiewają się niebiosa. Niechaj sądy nasze umilkną o duszach, bo przedziwne jest z nimi miłosierdzie Boże” (Dzienniczek, 1684).

      Pan Jezus powiedział do św. Faustyny:
      "Módl się, ile możesz, za konających, wypraszaj im ufność w moje miłosierdzie, bo oni najwięcej potrzebują ufności, a najmniej jej mają”(Dzienniczek, 1777).


      -------------------------
      Koronka do Miłosierdzia Bożego
      Pan Jezus powiedział do św. Faustyny :
      Napisz: gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny.” (Dzienniczek, 1541)



      W nocy nagle zostałam przebudzona i poznałam, że jakaś dusza prosi mnie o modlitwę i że jest w wielkiej potrzebie modlitwy. Króciutko, ale z całej duszy prosiłam Pana o łaskę dla niej. (Dz 809)

      Na drugi dzień już po dwunastej, kiedy weszłam na salę, ujrzałam osobę konającą i dowiedziałam się, że agonia zaczęła się w nocy. Kiedy stwierdziłam - była to wtenczas, kiedy mnie proszono o modlitwę. Nagle usłyszałam w duszy głos: - odmów tę koronkę, której cię nauczyłem. Pobiegłam po różaniec i uklękłam przy konającej i zaczęłam z całą gorącością ducha odmawiać tę koronkę, Nagle konająca otworzyła oczy i spojrzała się na mnie i nie zdążyłam zmówić całej koronki, a ona już skonała z dziwnym spokojem. Gorąca prosiłam Pana, aby spełnił obietnicę, którą mi dał za odmówienie tej koronki. Dał mi Pan poznać, że dusza ta dostąpiła łaski, którą Pan mi przyobiecał. Dusza ta była pierwsza, która doznała obietnicy Pańskiej. Czułam, jak moc miłosierdzia ogarnia tę duszę. (Dz 810)

      "Kiedy weszłam do swej samotni, usłyszałam te słowa: "każdą duszę bronię w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie tę koronkę, albo przy konającym inni odmówią, jednak odpustu tego samego dostępują. Kiedy przy konającym odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę i poruszą się wnętrzności Miłosierdzia Mojego, dla Bolesnej Męki Syna Mojego." O, gdyby wszyscy poznali, jak Wielkie jest miłosierdzie Pańskie, ale jak bardzo my wszyscy potrzebujemy tego miło­sierdzia, a szczególnie w tej stanowczej godzinie."(Dz 811)


      ---------------------

      Z życia św. Faustyny:

      Jak opowiada Jad. O., wychowanka, która pracowała z s. Faustyną w Wilnie w ogrodzie: "co godzinę podsuwała nam akty strzeliste za konających. Gdyśmy ją pytały, dlaczego tak często modli się za konających odpowiadała, że to jest wszystko za mało, że trzeba by stale się modlić, bo co sekundę umiera jakiś człowiek na kuli ziemskiej i potrzebuje pomocy". (Arch. S. F. Wspom.)


      źródło:

      Maria Tarnawska SIOSTRA FAUSTYNA KOWALSKA, ŻYCIE I POSŁANNICTWO, Zgromadzenie SS. Matki Bożej MIłosierdzia, Kraków
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół