• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Troje Polaków w ćwierćfinałach w Wimbledonie!

    PAP

    dodane 01.07.2013 20:23

    Agnieszka Radwańska, po wygranej w 4. rundzie z Bułgarką Cwetaną Pironkową 4:6, 6:3, 6:3, awansowała do 1/4 finału wielkoszlemowego turnieju na trawie w Wimbledonie (pula 22,56 mln funtów). W nim rozstawiona z "czwórką" tenisistka spotka się z Chinką Na Li (6.). Natomiast Łukasz Kubot zmierzy się z Jerzym Janowiczem w ćwierćfinale tenisowego turnieju.

    Był to trzeci wielki polski akcent na londyńskich kortach, bowiem przed Radwańską do ćwierćfinału awansowali Jerzy Janowicz (nr 24.) i Łukasz Kubot. Zagrają oni przeciwko sobie w środę. Natomiast Radwańska kolejny mecz ma już we wtorek.

    Do pojedynku z Pironkową Polka przystąpiła jako faworytka, nie tylko dlatego, że jej rywalka jest dużo niżej notowana - na 72. pozycji w rankingu WTA Tour. Obie dobrze się znają, a krakowianka na otwarcie drugiego tygodnia Wimbledonu poprawiła bilans ich pojedynków na 8-2, w tym na trawie na 3-1, a w Wimbledonie na 3-0.

    Mimo to ich spotkanie w czwartej rundzie, a przynajmniej jego początek, nie rozwijały się po myśli Radwańskiej, która długo nie mogła znaleźć właściwego rytmu uderzeń. Bułgarka walczyła za to ryzykownie, zmieniała tempo wymian i nie bała się grania dropszotów, które są popisową bronią jej rywalki.

    24-letnia krakowianka przegrała pierwsze cztery gemy, zanim zdołała po raz pierwszy utrzymać swój serwis. Zaraz po tym zaczęła mozolnie odrabiać starty i coraz częściej przejmowała inicjatywę w wymianach, jednak zdołała wyjść tylko na 3:4, a następie na 4:5, broniąc po drodze dwie piłki setowe przy swoim serwisie.

    Chwilę później, przy podaniu Bułgarki i stanie 0-40, jeszcze dwukrotnie wyszła z opresji, ale nie udało jej się to już przy szóstej piłce, po 42 minutach.

    Choć Pironkowa dalej grała ryzykownie i agresywnie, to jednak stopniowo zaczęła się rysować przewaga Polki w decydujących punktach. Skutkiem bardziej precyzyjnych uderzeń i spokoju było prowadzenie 3:0 z jednym przełamaniem, którego nie wypuściła już z rąk. Rozstrzygnęła na swoją korzyść pierwszego setbola, po kolejnych 41 minutach rywalizacji.

    Zaraz po tym Pironkowa skorzystała z pomocy medycznej, ponieważ doskwierał jej ból prawej kostki. Mimo to kontynuowała walkę, choć już w trzecim gemie straciła swój serwis.

    To był przełomowy moment w spotkaniu, bowiem dalej obie tenisistki pilnowały utrzymywania swoich podań do stanu 5:3 dla Polki. Wtedy Radwańska zdobyła kolejnego "breaka" przy pierwszym meczbolu, po dwóch godzinach i 14 minutach. W ten sposób osiągnęła swój dziewiąty wielkoszlemowy ćwierćfinał, a czwarty w Londynie, podobnie jak w latach 2008-09 i w ubiegłym sezonie.

    Przed rokiem dotarła w Wimbledonie do pierwszego w karierze finału, w którym przegrała z Sereną Williams. W obecnej edycji mogła trafić na Amerykankę rundę wcześniej, ale ta w poniedziałek poniosła porażkę z Niemką o polskich korzeniach Sabine Lisicki 2:6, 6:1, 4:6.

    Lisicki we wtorek zagra z Estonką Kaią Kanepi, a Radwańska z Li. Stawką będzie 900 punktów i czek na 400 tysięcy funtów. Łukasz Kubot zmierzy się z Jerzym Janowiczem w ćwierćfinale tenisowego turnieju w Wimbledonie. "Niech wygra lepszy z nich, żeby poszedł dalej i awansował do finału, a kto wie, może nawet i wygrał cały turniej" - powiedział PAP były trener Kubota Paweł Jaroch.

    Natomiast Łukasz Kubot zmierzy się z Jerzym Janowiczem w ćwierćfinale tenisowego turnieju. "Niech wygra lepszy z nich, żeby poszedł dalej i awansował do finału, a kto wie, może nawet i wygrał cały turniej" - powiedział PAP były trener Kubota Paweł Jaroch.

    Po raz ostatni Polak wystąpił w ćwierćfinale męskiego singla w Wielkim Szlemie w 1980 roku. Wówczas Wojciech Fibak osiągnął tę fazę we French Open, Wimbledonie i US Open. W poniedziałek w 1/8 finału Janowicz pokonał Austriaka Juergena Melzera 3:6, 7:6 (7-1), 6:4, 4:6, 6:4, a Kubot wygrał z Francuzem Adriano Mannarino 4:6, 6:3, 3:6, 6:3, 6:4.

    "Mamy dwóch Polaków w ćwierćfinale, ale niestety, będą grali ze sobą. Taka sytuacja to coś niewiarygodnego, bo jeszcze 10 lat temu nie mieliśmy nikogo nawet w kwalifikacjach Wimbledonu. Polski tenis poszedł bardzo do przodu i miejmy nadzieję, że przełoży się to na wzrost popularności tej dyscypliny w naszym kraju. Szkoda, że obaj zawodnicy nie spotkają się w półfinale czy w finale" - podkreślił Jaroch, który prowadził Kubota na początku jego kariery we Wrocławiu i w kadrze makroregionu.

    Oceniając szanse obu zawodników Jaroch przyznał, że nie będą w stanie niczym wzajemnie się zaskoczyć, ale mecz będzie z pewnością niezwykle ciekawy.

    "Wszyscy wiemy jak mocnym serwisem dysponuje Jerzy, a Łukasza pewnie częściej będziemy oglądali pod siatką. O wyniku może zdecydować dyspozycja dnia i mam tylko nadzieję, że żaden z nich nie spali się psychicznie" - dodał.

    Trener przyznał, że choć w ćwierćfinałowej rywalizacji będzie kibicował Kubotowi, to chciałby, żeby zwycięstwo przypadło tenisiście, który jest w lepszej formie.

    "Niech wygra lepszy z nich, żeby poszedł dalej i awansował do finału, a kto wie, może nawet i wygrał cały turniej" - podsumował.

    Olbrzymim sukcesem polskiego tenisa nazwał ojciec Jerzego Janowicza - Jerzy poniedziałkowy awans jego syna oraz Łukasza Kubota do ćwierćfinału wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie.

    To pierwszy w historii wielkoszlemowy ćwierćfinał z udziałem dwójki polskich zawodników.Jak powiedział PAP Jerzy senior, spotkanie syna oglądał wraz z żoną Anną w domu w Łodzi. Takie były ustalenia jeszcze przed rozpoczęciem turnieju. Dodał, że do Londynu wybierają się we wtorek, bo mecz ćwierćfinałowy chcą obejrzeć już na żywo. "Trzymaliśmy kciuki za syna i cieszymy się bardzo z jego awansu".

    Przyznał, że oglądając każde spotkanie Jurka wraz z żoną bardzo je przeżywają. Dyskutują zarówno nad każdym udanym zagraniem jak i tym nieudanym. Ojciec podkreślił, że nie ma czegoś takiego jak zwątpienie. Także ich syn nie zna tego słowa. Jeśli zawodnik myśli o tym, to powinien dać sobie spokój ze sportem.Janowicz przyznał, że nigdy nie podpowiada synowi jak ma grać. Od tego jest trener i sam zawodnik. Uważa, że Jerzy junior jest zawodowcem, potrafi się skoncentrować i realizować plany szkoleniowca. Rodzice są od załatwiania przeróżnych innych spraw tak, aby ich syn nie musiał o nich myśleć. Jerzy senior powiedział, że przede wszystkim trzymał kciuki za syna, ale cieszy się również z awansu Kubota. "Niezależnie, który zawodnik wystąpi w półfinale turnieju - zagra Polak".Z sukcesu Polaków cieszy się również prezes MKT Łódź Ewa Nadel. To właśnie w tym klubie Jerzy Janowicz zaczynał przygodę z tenisem i tu ją kontynuuje. Jak wspomniała, w MKT grał również Kubot. Przyznała, że oglądając spotkanie "Jerzyka" śmiech, radość przeplatała się ze łzami. "Kibicuję obu zawodnikom, choć nie ukrywam, że jeden z kciuków będę bardziej ściskała za Jurkiem".Pytana, czy któryś z tych tenisistów ma szansę na finał odpowiedziała: "to jest sport i wszystko jest możliwe". (PAP)jaw/ kali/

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół