• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Tych miasteczek nie ma już…

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 18/2013

    dodane 02.05.2013 00:15

    Muzealne Miasteczko. Jest wczesne popołudnie. W barze u Jaworskich ruch jak zwykle o tej porze. Wśród gości głównie mieszkańcy Siedliszcza. Polacy i Żydzi. Po prawej stronie przy stoliku siedzi małżeństwo. Właśnie sprzedali krowę.

    Smoluszka była częścią rodziny. Małżeństwo, popijając piwo i oranżadę, z żalem wspomina ukochane zwierzę, oddane za bezcen żydowskiemu kupcowi. Adam Jaworski, właściciel baru, donosi beczki z piwem z lodowni. Opróżnia także szybko zapełniające się spluwaczki. Goście muszą być zadowoleni. – Tak z dużym prawdopodobieństwem wyglądał jakiś fragment dnia działającej przed wojną piwiarni Adama Jaworskiego i jego syna Edwarda. Piwiarnia ciągle stoi. Już, niestety, nie w Siedliszczu. Tam zostały tylko resztki murów. Cały budynek jednak wiernie odtworzono w Muzeum Wsi Lubelskiej i włączono do tworzonego właśnie Miasteczka Muzealnego.

    Dom polsko-żydowski

    W piwiarni u Jaworskich nadal tętni życie. Odwiedzają ją goście – uczniowie, którzy w ramach lekcji muzealnych wcielają się w rolę ówczesnych mieszkańców. W jednej izbie piwiarni wyobrażane są wydarzenia, które rozegrały się w różnych miejscach i czasie. To nie jest zwykłe zwiedzanie i zwykła lekcja muzealna. – To intensyfikacja wrażeń – podkreśla Halina Stachyra, kierownik działu edukacji. – Uczniowie stają się częścią tamtejszego życia. Budynek, ściśle złączony z piwiarnią, to sklep żelazny Hersza Libhabera i sklep z gotowym obuwiem jego syna Jankiela Libhabera. Po śmierci obu braci odkupiony przez Jaworskich. Z drugiej strony piwiarni bracia Adam i Ludwik Jaworscy mieli masarnię. W lubelskim skansenie ona ciągle funkcjonuje. Co prawda nikt już tu nie prowadzi ubojni ani przeróbki mięsa, ale można będzie zobaczyć sprzęt służący do takich czynności ówczesnym mieszkańcom miasta.

    Od szewca do aresztu

    Tuż obok zabudowań Jaworskich stoi kopia przepięknego ratusza z Głuska. – Przywróciliśmy mu tylko pewne detale, których stojący ciągle w Głusku ratusz już nie ma – opowiada kustosz muzeum Grzegorz Miliszkiewicz. W ratuszu będzie eksponowany gabinet burmistrza i sekretarza Magistratu, sala posiedzeń rady miejskiej oraz posterunek Policji Państwowej. Obok dom z Wojsławic, należący do dwóch rodzin: krawca Tuchmana i szewca Fafki. Jak przystało na dom żydowski, ściany w środku i piec są niebieskie, a meble białe. Idąc dalej, widzimy dom z Wąwolnicy, w którym muzealnicy urządzają mieszkanie zamożnego burmistrza. W mieście nie brakuje też aresztu. – To odtworzony areszt z miasteczka Samoklęski – opowiada Grzegorz Miliszkiewicz. – Pojawił się w gminie wraz ze stworzeniem ustroju, w którym do aresztu wsadzano osoby skazane za drobne przestępstwa lub tych, którym wymierzano karę grzywny, ale z powodu okazania świadectwa ubóstwa, wystawianego przez gminę, zamieniano ją na karę kilku dni pozbawienia wolności. Zaraz za kopią remizy z Wilkowa (która do dziś w Wilkowie stoi) biegnie ulica Stodolna. Jak sama nazwa wskazuje, stoją przy niej głównie stodoły. – Ich właściciele, mieszczanie rolnicy, mieli domy bliżej rynku – opowiada kustosz. – W II połowie lat 30. XX w. w stodole z Kamionki gospodarowała rodzina Krupów, w stodole z Tyszowiec jednocześnie Malinowscy i Żukowscy, a w okólniku z Ostrowa Lubelskiego rodzina Borówków. Przechowywali tu swoje narzędzia, plony i inwentarz. Nie brakuje też domku wypoczynkowego z lat 30., wzorowanego na do dziś stojącym domku w Zem- borzycach. – Obrazuje on nowoczesne usługi z lat 30. – podkreśla Grzegorz Miliszkiewicz. – Odtworzono tu restaurację prowadzoną przez Władysławę Walczyńską i Antoniego Wojcika. Będzie tu także sklep spożywczy i gabinet dentystyczny. Kilka metrów dalej znajduje się szkoła, przeniesiona z miejscowości Bobrowniki, zbudowana tam tuż po powstaniu styczniowym. Sala lekcyjna wyposażona jest w 29 ławek i ma wystrój z 1936 r.

    Klimat II RP

    W Miasteczku Muzealnym najwcześniej pojawiły się kościół i plebania. Nieopodal kościoła, na bruku z drobniejszych kamieni, stoją jatki (budki rzeźników i masarzy) z Grabowca. W dni targowe obwoźni kupcy rozkładali tu stragany, a okoliczni chłopi handlowali z wozów i z ziemi. Na środku rynku znajduje się element nieodzowny na ówczesnych rynkach – studnia (bywały też żeliwne pompy). – Nasza studnia jest odwzorowaniem studni stojącej przy kościele św. Agnieszki w Lublinie na Kalinowszczyźnie – opowiada Grzegorz Miliszkiewicz. Pomysł na prezentację obiektów architektonicznych miasteczek narodził się już z chwilą założenia Muzeum Wsi Lubelskiej. Miasteczka są niezwykłym zjawiskiem pokazującym koegzystencję wsi i miasta. Wspólnie tworzyły organizm gospodarczy. W lubelskim skansenie nie znajdziemy obrazu jednego wybranego miasteczka. To muzealna kompozycja urbanistyczna, której celem jest ukazanie charakteru i klimatu wybranych miejsc 70 miasteczek II Rzeczypospolitej. – Aktualnie funkcjonuje tylko ćwierć miasteczka, które powstało w większości ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, ale mamy nadzieję, że w ciągu kilkunastu lat przybędą kolejne pierzeje: wschodnia, południowa i zachodnia, bo w tej chwili młodzież musi sobie wiele dopowiadać – mówi G. Miliszkiewicz.

    Parateatr

    Żydówka Zysla Mintz wystawiła rozgrzane żelazko na węgiel przed dom. W protokołach policyjnych zapisali, że paliła ognisko przy drzwiach swojego domu. Policjant oczywiście wymierzył jej karę. Natomiast w miasteczku na Podlasiu pali się dom. Mieszkańcy w popłochu, ale i w ciszy łapią lichtarze, pierzyny i wytaczają skrzynie na kółkach. Ratują, co się da. Być może łatwiej będzie sobie wyobrazić te sceny, gdy wczujemy się w Zyslę, policjanta czy ofiary pożaru i na własne oczy zobaczymy te wydarzenia. – Mamy dziesiątki, setki zebranych autentycznych historii, które zwiedzający odgrywają wiernie z zeznaniami świadków i protokołami policyjnymi – podkreśla Halina Stachyra. Żeby stworzyć młodzieży komfortowe warunki zwiedzania, w izbie Moszka Kleinera przygotowano specjalną konstrukcję edukacyjną. Jedni palą w piecu, inni gotują żydowskie jedzenie, jeszcze inni ubierają się w chałaty i czapki krymki. Przygotowanie scenek z udziałem widzów możliwe jest dzięki posiadanym przez muzeum rekwizytom. W jednym z budynków została nawet stworzona przez Łucję Kondratowicz-Miliszkiewicz specjalna rekwizytornia. Można znaleźć tam wszystkie niezbędne do odegrania scenek stroje i elementy wystroju wnętrz.

    Zabawy dla dorosłych

    – Po raz pierwszy muzealnicy mogą proponować szkole taką edukację – podkreśla Halina Stachyra. – Młodzi obserwują przygotowywania do jarmarku, goszczenie się w piwiarni, załatwianie spraw w urzędzie. Dzięki takim działaniom mają zupełnie inne spojrzenie na ten okres. Muzealnicy swoją ofertę kierują także do osób dorosłych i nie muszą to być koniecznie grupy zorganizowane. – Przewidziane są zabawy na rynku – informuje Grzegorz Miliszkiewicz. – Mamy przenośne ławki i specjalny program rozrywkowy, np. prezentujemy historię prania. Ludzie sami rekonstruują różne czynności. Oficjalne otwarcie Miasteczka Muzealnego planowane jest na ostatnią dekadę czerwca, ale już teraz wszyscy chętni mogą uczestniczyć w niekonwencjonalnych lekcjach i oglądać fragmenty miasteczek, których już w większości nie ma.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół