Nowy numer 16/2018 Archiwum

Piłkarski łącznik

Aspirant Wojciech Olszewski to jedyny na Dolnym Śląsku spotters należący do elitarnej Spotters Team Polska. Żeby zostać spotterem, trzeba trzech rzeczy: być policjantem, być kibicem i kochać to, co się robi.

W wolnym tłumaczeniu z języka angielskiego spotters to ktoś, kto obserwuje i reaguje na podstawie swoich spostrzeżeń. Spottersami są np. osoby prognozujące pogodę albo przyrodnicy zajmujący się klimatem. Ale asp. Olszewski – na co dzień asystent w Wydziale Prewencji KPP w Polkowicach – ma inne zadanie, które sam określa rzeczownikiem „łącznik”. – Właściwie powinno być: współpracownik, ale to słowo źle się u nas kojarzy – śmieje się. – Tak naprawdę chodzi o to, żeby na stadionach było bezpieczniej. My, spottersi, jesteśmy łącznikami między kibicami i policją. Chcielibyśmy, żeby na polskie stadiony przychodziły całe rodziny, a pseudokibice wynieśli się z nich zupełnie. A to jest możliwe – zaznacza.

Heysel mogło się nie zdarzyć

Kibicem został, zanim jeszcze poszedł do podstawówki. Od samego początku obiektem jego dziecięcej, a później młodzieńczej admiracji, był piłkarski klub z Lubina. Na Zagłębie chodził z chrzestnym, później z kolegami z podwórka, a teraz z ekipą kolegów z pracy. Bo policjantów, którzy nigdy nie przestali być kibicami, jest w Polsce bardzo wielu. Właśnie z tego środowiska Komenda Główna Policji wytypowała w 2008 r. funkcjonariuszy, którym zamierzano w przyszłości powierzyć odpowiedzialną funkcję spottersa. Po raz pierwszy tego terminu użyto w Anglii, gdzie od końca lat 70. XX wieku policjanci-kibice pomagali w rozładowywaniu napięć na stadionach. Jak bardzo było to potrzebne, dowiodła tragedia na belgijskim Heysel, gdzie w 1985 r., w wyniku zamieszek podczas meczu Juventusu z Liverpoolem zginęło 39 osób. Gdyby byli tam spottersi, być może nie doszłoby do tragedii. Ideę policjanta-kibica szybko zaczęły doceniać kolejne narodowe związki piłkarskie. Po Anglii przyszła kolej na Belgię, Holandię, Niemcy i Austrię. Od 2008 r. spottersi działają także w Polsce. Patronat nad spottersami sprawują m.in. Komenda Główna Policji, PZPN i Ekstraklasa SA. Do udziału w tym przedsięwzięciu wytypowano kilkuset policjantów, wśród nich dwóch z Polkowic: Wojciecha Olszewskiego i Tomasza Szwajkę. W cywilu – kibice Zagłębia Lubin. Obaj pojechali na kurs do Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Po jakimś czasie Olszewskiemu zaproponowano wstąpienie do prestiżowego Spotters Team Polska. Oznaczało to, że znalazł się w gronie 21 osób towarzyszących każdemu meczowi polskiej reprezentacji.

Po jednym na klub

Spotters nie ma przy sobie żadnych tzw. środków przymusu bezpośredniego. – Jesteśmy bezbronni – przyznaje asp. Olszewski – ale też nie na siłowych przepychankach polega nasza misja – mówi. Spotters jest ubrany po cywilnemu, ma na sobie tylko niebieską kamizelkę z napisem Police, symbolem Unii Europejskiej i flagą Polski. – Przepisy wymagają, żeby każdy klub od II ligi do ekstraklasy miał swojego spottersa – wyjaśnia Olszewski. – Moim klubem niejako służbowym jest KS Polkowice. Inni policjanci-kibice są spottersami na meczach Zagłębia Lubin, Śląska Wrocław, Miedzi Legnica, Górnika Wałbrzych i Chrobrego Głogów. Jednak z całej dolnośląskiej grupy spottersów tylko on ma prawo jeździć na mecze Biało-Czerwonych. Zna na pamięć właściwie każdy większy stadion w Polsce. Za granicą musi być na miejscu dzień wcześniej. Spottersi zapoznają się wtedy z obiektem, drogami ewakuacyjnymi i swoimi sektorami. W dzień meczu są na miejscu cztery godziny przed otwarciem bram stadionu. W tym czasie patrolują ulice, dworce, lotniska. Na stadionie są jeszcze przed kibicami. Później zajmują miejsca w swoim sektorze na najwyższym miejscu i... kibicują naszym. Ale to pozorna sielanka, bo stale spoczywa na nich odpowiedzialność za obserwowanie tłumu, rozładowywanie napięć, a czasami muszą odpowiadać na najbanalniejsze pytania kibiców. Kamizelka z napisem Police zobowiązuje. Choć nikt nie wymaga od nich jej noszenia.

Chuliganka to nie kibicowanie

Spottersi drużyn ligowych są zdania, że dolnośląskie rozgrywki nie są ani bardziej niebezpieczne, ani bardziej sielankowe od innych. – Jeśli nie liczyć derbów Zagłębia ze Śląskiem – zaznaczają. Osobną kategorią są pseudokibice. W środowisku spottersów panuje opinia, że z nimi po prostu nie da się dogadać. – Jako policjanci wiemy o tych ludziach bardzo dużo. Ale zazwyczaj za mało, żeby przedstawić niektórym z nich zarzuty – przyznają. O tym, jak bardzo spottersi znają środowisko boiskowych chuliganów, świadczy ich znajomość realiów pseudokibicowskiego półświatka: kto z kim ma „kosę”, kto z kim zgodę, kto i gdzie planuje ustawki, kto handluje prochami, a kto jest odpowiedzialny za wnoszenie na stadion materiałów pirotechnicznych. – Cały czas siedzimy na kibicowskich forach, spotykamy się z ludźmi, jeździmy na mecze. Robimy to, bo chcemy, żeby kibicowanie było tym, czym było dawniej. Zależy nam na tym, bo jesteśmy kibicami – mówi asp. Olszewski. Jego zdaniem, w programie spotterskim ciągle za mało jest profilaktyki, rozmów z dziećmi i nastolatkami, uświadamiania na poziomie podwórka, że chuliganka to nie kibicowanie. – Gdybym mógł, całe dnie przesiadywałbym w przedszkolach, szkołach i jeździł po wioskach – mówi. – Wtedy, prędzej czy później, pseudokibice odejdą ze stadionów.

dla takich jak Szymek

Gdy gra polska reprezentacja, naszych spottersów wspomagają koledzy z zagranicy. Ich liczba zależy głównie od tego, z kim gramy. – Wiadomo, jak z Niemcami czy Rosją, to są zawsze mecze większego ryzyka, przyjeżdża też więcej kibiców z ich krajów. Wtedy np. niemieckich spottersów jest czterech i jeszcze kilku umundurowanych. Ale jak gramy np. z Wyspami Owczymi, to środki ostrożności są minimalne – przyznaje asp. Olszewski. Ciepło wspomina mecz z Węgrami w Poznaniu. Przyjacielsko nastawieni kibice madziarscy mieli kłopot z wniesieniem na stadion ogromnego baneru z napisem „Polak, Węgier dwa bratanki...”. – Przepisy stadionu w Poznaniu zabraniają wnoszenia materiałów większych niż dwa na dwa metry – wyjaśnia policjant. Ale spottersi wyprosili w końcu u organizatorów zgodę, z zaznaczeniem, że baner ma nie przeszkadzać innym kibicom. Mimo różnych ocen misji, jaką spełniają spottersi, dwuznaczności jest w ich pracy mniej, a więcej rzeczywistego pożytku. – Jeśli przyjąć, że naszym zadaniem nie jest interweniowanie, ale wychowywanie kibiców, to nasza misja jest czymś bardzo ważnym – uważa spotters z Polkowic. – Sam na mecze chodzę z 5-letnim synem Szymkiem. Chciałbym, aby każde nasze wspólne kibicowanie było świętem.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama