• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Habemus papam

    Jacek Dziedzina

    |

    GN 09/2013

    dodane 28.02.2013 00:15

    O tym, jak w przeszłości wybierano papieży, z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Jacek Dziedzina.

    Jacek Dziedzina: Konklawe w sensie ścisłym to dość późny wynalazek. Jak w takim razie wybierano biskupa Rzymu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa?

    Bp Grzegorz Ryś: – Do IV wieku papieża wybierał cały rzymski Kościół – zarówno duchowieństwo, jak i lud. Właściwie to kwestia nie tylko pierwszych czterech wieków, ale całego pierwszego tysiąclecia, że papieża wybierają wierni Rzymu, tyle tylko że w międzyczasie wprowadzano różne niuanse. Na przykład nie zawsze byli to wszyscy wierni, albo do wszystkich wiernych należał konsensus co do kandydata, a sam wybór był dokonywany przez duchowieństwo.

    Organizowano jakieś tajne głosowanie?

    – Nie, wybór dokonywał się przez aklamację. Zresztą tak samo wybierano biskupów w całym Kościele. Jeśli biskup umarł, osierocony Kościół zbierał się na modlitwie, wchodził człowiek, jak św. Ambroży do katedry w Mediolanie, i zapadała decyzja, że to on będzie następcą. I to był wybór powszechny. Leon Wielki (V w.) mówił, że ten, który wszystkim przewodzi, przez wszystkich musi być akceptowany. Stąd nawet jeśli od IV wieku w Rzymie wybór należał zasadniczo do duchownych, to pytano lud, czy zgadza się na wybranego. Bo jeśli biskup Rzymu ma przewodzić całemu Kościołowi, to cały Kościół powinien go przyjąć.

    Kościół pierwszych wieków był bardziej demokratyczny niż dzisiejszy?

    – Tu nie chodzi o demokrację, tylko o teologię urzędu biskupiego. Biskup jest wobec Kościoła obrazem Oblubieńca, którym jest Chrystus. Myślenie o urzędzie biskupim jest takie jak o małżeństwie. Biskup jest oblubieńcem, Kościół – oblubienicą, a ponieważ to jest małżeństwo, to musi być zgoda obu stron.

    Poza tym biskup nie może zmieniać diecezji, bo małżeństwo jest nierozerwalne. Taka praktyka funkcjonowała w Rzymie przynajmniej do końca IX wieku, ale nawet w XIII stuleciu była jeszcze taka świadomość. Jeśli ktoś został biskupem dla danej diecezji, to w niej musiał pozostać. Wyjątkiem przełamującym regułę w Rzymie był pod koniec IX wieku przypadek papieża Formozusa, który był wcześniej biskupem Porto. Ale ponieważ jako jeden z najbliższych współpracowników papieża Mikołaja I żył i działał na co dzień w Rzymie, wybrano go na papieża. Sam Rzym miał problem z zaakceptowaniem tego wyboru, a po śmierci urządzono papieżowi proces, zaś podjęte przez niego decyzje uznano za nieważne.

    Czyli jednak demokracja – nawet „pośmiertna”.

    – Niezupełnie, bo kiedy Koryntianie wymówili posłuszeństwo swojemu biskupowi, interweniował ówczesny papież Klemens, który nakazał mieszkańcom Koryntu biskupa przyjąć. A zatem to nie jest demokracja w takim sensie, że ponieważ biskupa się wybiera, to można go tak samo w każdej chwili odwołać. Samo designatio personae może odbyć się przez wybór ludu, przez aklamację, ale już władza biskupa nie jest władzą, którą lud może mu odebrać, bo to jest władza, jaką biskup otrzymuje od Chrystusa.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół