• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jezu, boję się, przyjdź!

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 48/2012

    dodane 01.12.2012 17:00

    „Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi”.

    Powodów do obaw mamy zawsze wiele. Boimy się o przyszłość swoją, bliskich, świata. Skąd biorą się nasze lęki? Nieraz uciekamy w jakieś ogólnoludzkie zatroskanie o losy świata, byle nie wziąć odpowiedzialności za siebie lub za innych. Strach o siebie, o swoje bezpieczeństwo, o dobre samopoczucie, o zdrowie może być czynnikiem prowadzącym do grzechu, do jakiejś narcystycznej koncentracji na sobie samym. Warto zaprosić Jezusa do krainy swoich lęków. Poprosić o to, by wprowadził tam trochę ładu. By pokazał, czego naprawdę warto się bać, a co jest tylko ucieczką, produktem schorowanej wyobraźni czy kompleksów. 2 „Zbliża się wasze odkupienie”. Chrześcijańskie spojrzenie w przyszłość nazywa się nadzieją. Jest w niej z jednej strony realizm. Tak, świat i nasze życie czekają wstrząsy. Trzeba przejść przez trudny czas. Niejedno w życiu ci się posypie, mówi Bóg. Ale zaraz dodaje: „gdy się to dziać zacznie, nabierz ducha i podnieś głowę”. Człowiek wiary doświadcza kryzysów i smutku, ale pośrodku tego wszystkiego podnosi głowę, nie daje się złamać. Nadzieja nie jest środkiem uśmierzającym ból, nie jest cudownym sposobem ominięcia kryzysu, nie jest zagłuszeniem problemów. Chrześcijaństwo to pascha – przejście! Musisz przejść przez morze łez, ocean rozpaczy, rzekę beznadziei, dolinę śmierci. Przez sam środek! Z podniesioną głową! Bóg nie pozwoli ci zginąć. On jest Twoim wybawicielem, ratunkiem. Patrz na Niego. Licz na Niego. Nie pytaj, jak cię uratuje, tylko ufaj. 3 „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe od obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych”. Ociężałość serca. Martwimy się nadwagą, ale o wiele gorsze jest przeciążenie duchowe, nadmiar trosk. Żyjemy w ciągłym stresie, wiecznie do tyłu z terminami. Kiedy już nie wyrabiamy, znieczulamy się alkoholem, zakupami, konsumpcją, przygodnym seksem, czymkolwiek. Byle na chwilę zapomnieć, odpocząć. Ale kiedy wraca świadomość, jest jeszcze gorzej. Wyrzuty sumienia, zniechęcenie, gorycz, frustracja, poczucie klęski. Równia pochyła. Nagle orientujemy się, że jesteśmy w potrzasku. Co robić? 4 „Uważajcie na siebie” – mówi Jezus. „Czuwajcie i módlcie się”. O Boże! Znów to samo. To już słyszeliśmy tyle razy… Nie ma cudownego leku na życiowe „zakręcenie”. Trzeba uczyć się żyć uważnie. Tak jak uważnie trzeba prowadzić samochód. Nie wolno lekceważyć niepokojących znaków na naszym niebie. Nie uważać siebie za mocarza, który weźmie na klatę wszystko. Modlić się nie znaczy tylko odmawiać pacierze, ale stawać przed Synem Człowieczym w codzienności. Omawiać z Nim swoje sprawy, wybierać z Nim, uczyć się oddawać Mu to, co nas przerasta. Naprawdę nie wszystko muszę, nie wszystko ode mnie zależy. Bóg ma ostatnie słowo. Dlatego modlimy się: Przyjdź! Już dziś, teraz, do mojego chorego serca. Przyjdź, pomóż, ocal! To jest Adwent.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      W pierwszym czytaniu

      W drugim czytaniu

      przewiń w dół