• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Urzędnik ma się dobrze

    PAP

    dodane 02.11.2012 07:18

    Samorządy zatrudniają urzędników od razu na najwyższych stanowiskach. W niektórych urzędach nawet 90 proc. pracowników to inspektorzy - stwierdza "Dziennik Gazeta Prawna".

    Jak podkreśla "DGP", jest to spowodowane złą organizacją urzędów i zatrudnianiem osób z polecenia szefostwa. W dodatku zgodnie z przepisami, bo wystarczy wskazać, że za przyjęciem przemawiają szczególne potrzeby urzędu.

    Jednak zatrudnieni jako inspektorzy mogą zapomnieć o rozwoju zawodowym. Bowiem muszą się liczyć z tym, że praktycznie do końca kariery będą pracować na tym stawisku.

    Eksperci przyznają, że brak ścieżki awansu w samorządach to poważny problem. "Urzędnicy nie wspinają się po szczeblach drabiny kariery. Rozwój zawodowy w ich przypadku to często fikcja" - mówi dr Stefan Płażek z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego UJ.

    Jak dodaje, nic dziwnego, że urzędnicy są sfrustrowani, jeśli zajmują to samo stanowisko przez 30, a nawet 40 lat.

    A ścieżka kariery powinna być przejrzysta i zaczynać się od najniższych stanowisk. Ale jeśli przepisy tego nie wymagają, to samorządy rozdają te najwyższe już od pierwszego dnia pracy.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Stanisław_Miłosz
      02.11.2012 23:58

      "Jak dodaje [dr Stefan Płażek z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego UJ], nic dziwnego, że urzędnicy są sfrustrowani, jeśli zajmują to samo stanowisko przez 30, a nawet 40 lat."

       

      Ale jeśli są (urzędnicy) młodzi i wykształceni to mają jeszcze sporo czasu na sfrustrowanie. Póki co są jeszcze możliwości awansu poziomego - wystarczy zmienić siatkę płac dostowując ją do nowych europejskich wyzwań związanych z modernizacją Polski i naturalny elektorat mimo tych drobnych codziennych bytowych trudności będzie trwał w poczuciu życiowego sukcesu. Tym bardziej, że perspektywa 30, a tym bardziej 40 lat, z samej natury wieku (znaczy - bycia młodym) jest tak abstrakcyjna, że nim się w tym zagrożeniu połapią, będa już w wieku emeryralnym. A wtedy, to już po ptakach - tylko zapisać się w kolejkę na refundowaną przez NFZ eutanazję.

       

      Zatem - nie jest tak tragicznie jak twierdzi dr Płażek. A poza tym, po co ich niepotrzebnie straszyć wszczepiąjąc im poznawczy dysonans - jak się nie wie o zagrożeniu to przecież jakoś tak lżej na duszy, nieprawdaż?

       

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół