• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Polacy na medal

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 31/2012

    dodane 02.08.2012 00:00

    Na swoim sztandarze umieścili cztery daty: 1340, 1656, 1918 i 1988. Czemu?

    Do bydlęcego wagonu mogli zabrać całkiem sporo: trzy krowy (jedna się w drodze nawet ocieliła) i dwa konie, poza tym sprzęty domowe i rolnicze. Mieli to wszystko ze sobą, ale gdy żegnali się ze swoją ojcowizną, nie robili tego na poważnie. W duchu mieli bowiem nadzieję, że garstka, która zostawała, będzie miała rację, gdy ironicznie rzucała w ich kierunku: „Ledwie do Krakowa dojedziecie, jak trzeba będzie wracać”. Nie wrócili – przez następne 45 lat.

    Tylko na chwilę

    Gdy kończyła się okrutna wojna, wielkie mocarstwa zdecydowały po swojemu ułożyć mapę Europy i pokreślić życiorysy milionów ludzi. Ząbkowie, gdy wsiadali do swego transportu, ostatni raz spoglądając z rozrzewnieniem w kierunku ukochanego Lwowa, nie mieli pojęcia, co ich czeka na Ziemiach Odzyskanych. Prawdę mówiąc, na miejscu, po dwóch tygodniach jazdy, nie zależało im nawet na tym, żeby szukać jakiegoś dobrego gospodarstwa dla swojej rodziny (z dużą stodołą, solidną oborą i domem z czerwonej cegły). – Patrzyło się tylko, czy w oknach są szyby i zajmowało się taki dom, bo przecież wciąż wierzyliśmy, że tak jak kazano nam wynieść się ze swej ul. Zielonej, tak będą nam kazać wracać – wspomina Tadeusz, który dotarł do podświdnickiej Tomkowej, gdy miał zaledwie 5 lat. Od samego początku widać było duże różnice między różnymi grupami osiedleńców. – Na nas mówiono pogardliwie Ukraińcy – pamięta Zofia Smolka, siostra Tadeusza. – Naszej starszej siostrze nauczyciel (był z Poznańskiego) nie uznał świadectwa z V klasy, bo, jego zdaniem, u nas za mało było polskości – kręci głową z dezaprobatą.

    Virtuti Militari

    Tylko jedno miasto otrzymało ten order. Przyznał je sam Marszałek w dowód uznania za bohaterstwo lwowiaków w walce z bolszewikami w roku 1920. W II Rzeczypospolitej trudno było o miasto, które szerzej i bardziej bezkompromisowo rozsławiało Polskę i broniło jej dumy. Dlatego tytuł nadany miastu „Semper fidelis” (zawsze wierny) z wielką konsekwencją haftowano na sztandarach i wykuwano na kamiennych herbowych kartuszach. – Cierpieliśmy więc, gdy przez 45 lat PRL-u o Lwowie oficjalnie nie mówiło się nic. Tak zresztą jak o całych Kresach – mówi Zofia. – Tylko w domu mama opowiadała czasami o sąsiadach, zwyczajach, historii. Opowiadała o tym, jak w roku 1360 Lwów stał się polski, jak w 1565 r. w tutejszej katedrze król Jan Kazimierz przed wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej obrał Maryję za Królową Polski. Tutaj też z entuzjazmem witano odrodzenie ojczyzny po 124 latach niewoli. – Proszę przejrzeć nasz kalendarz – zachęca Tadeusz. – W tym roku umieściliśmy w nim postaci związane ze Lwowem i okolicami. To są wielkie nazwiska dwudziestolecia, a przecież rok ma jedynie 12 miesięcy. W sumie to i na każdy dzień znalazłby się ktoś warty odnotowania, a pochodzący z naszych stron.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół