• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Albo atom albo CO2

    Tomasz Rożek

    dodane 01.06.2012 13:17

    Japonia zamknęła wszystkie swoje reaktory jądrowe. Oficjalnie po to, by je sprawdzić.

    Dane Światowej Organizacji Zdrowia (a także wiele wcześniejszych ekspertyz) jasno mówią, że uszkodzone w wyniku trzęsienia ziemi i fali tsunami reaktory w elektrowni Fukushima nie są i nie będą w przyszłości groźne dla zdrowia. Co jednak zrozumiałe, kryzys i poczucie zagrożenia jeszcze długo będą siedziały w głowach Japończyków. Krótko po wydarzeniach w Fukushimie japoński rząd zdecydował się zamknąć wszystkich 50 reaktorów. Oficjalnie po to, by sprawdzić ich zabezpieczenia. Taki ruch był elementem uspokajania opinii publicznej. Kilka dni temu zamknięto na czas nieokreślony ostatni reaktor. W pewnym sensie nastąpił powrót do 1966 roku, kiedy Japonia cały swój prąd produkowała w elektrowniach opalanych węglem, gazem i ropą.

    Rezygnacji z atomu domaga się znacząca większość Japończyków. Tak samo jak redukcji CO2. Niestety, nie można zjeść ciastko i dalej mieć ciastko. Wiedzą o tym doskonale Niemcy. Coraz częściej słyszy się głosy dobiegające z kręgów rządowych, że zamykanie reaktorów i stawianie na zieloną energię to utopia. Tego nie da się w skali całego kraju zrobić. Już raz Niemcy zamykali siłownie atomowe, po to by 2 lata później z programu likwidacji atomu zrezygnować. Myślę, że sytuacja się powtórzy.

    Ale wracając do Japonii: Kraj ten chciał być światowym liderem w walce z globalnym ociepleniem. Pomijając fakt, że „ludzka” emisja CO2 nie musi mieć z ociepleniem wiele wspólnego, dzięki atomowi Japończykom udawało się utrzymać emisję na względnie niskim poziomie. Ciekawe, co w Japonii będzie silniejsze, strach przed reaktorami (i akceptacja drogiego i szkodliwego dla środowiska – bynajmniej nie z powodu emisji CO2 – produkcji prądu w procesie spalania) czy chęć cięcia emisji?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • gr3
      03.06.2012 01:12
      W rocznicę katastrofy w Fukushimie, Polskie Radio (chyba za PAP) podawało co godzinę w wiadomościach, że w wyniku awarii reaktora zginęło 21 tysięcy ludzi... Być może w Japonii była prowadzona podobna dezinformacja i sianie paniki oparte, nazywając wprost - na kłamstwie. Nie mówiło się o rozerwanych ropociągach, ani też o tym, że elektrownie jądrowe (te pozostałe) ratowały system energetyczny, bo do konwencjonalnych były problemy z dostarczaniem paliwa. Tylko kto i po co robi ludziom wodę z mózgu? Cieszą takie artykuły, jak ten, obiektywnie pokazujące prawdę.
    • Bronak Kamarołski
      05.07.2012 07:30
      W Fukushimie konstrukcja elektrowni wytrzymała wstrząsy. Zlekceważono tam fakt, że trzęsienia ziemi mogą wywołać tsunami i wybudowano zbyt niskie ekrany chroniące przed tsunami (same ekrany także wytrzymały) W związku z tym woda morska przelała się górą do zbiorników ze skażoną wodą i dostała się do instalacji chłodniczej. Cofając się, wypłukała wszystko. Elektrownię wyłączono z systemu energetycznego, ponieważ trzeba było wymienić wodę w systemie jej chłodzenia nie zaś dlatego, że została uszkodzona. Ale kogo z polityków to obchodzi.
      Paradoksalnie, może to Polsce przynieść pozytywne efekty, ponieważ Niemcy zrezygnowały z energii z elektrowni atomowych (takie są populistyczne zapewnienia niemieckich polityków), w związku z tym będzie się w Niemczech budować elektrownie węglowe. Oznacza to, że Niemcy nie pozwolą sobie na kupowanie zezwoleń na emisję CO2, i... storpedują cały rynek handlu tymi zezwoleniami. Na czym skorzysta niewątpliwie gospodarka Polski.
      Ale być może mylę się...
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół