• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Boże osiołki

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 21/2012

    dodane 24.05.2012 00:15

    O ewangelizacji, ubogich, charyzmatach i walce duchowej z ojcami Enrique Porcu i Antonello Cadeddu rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz

    Ks. Tomasz Jaklewicz: Podczas rekolekcji dla księży Ojcowie powtarzali często słowa, które Bóg skierował do Jonasza: „Wstań i idź”. Kiedy Ojcowie sami usłyszeli takie wezwanie w swoim życiu?

    O. Enrique Porcu: – Bóg budził nas na dwa różne sposoby: poprzez ubogich i poprzez charyzmaty. Pan Jezus powiedział: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”. Zaczęliśmy więc pewnego dnia przyjmować ubogich do naszego domu zakonnego, wiedząc, że to jest Jezus. To wprowadziło jednak zamieszanie. Zobaczyliśmy pewien paradoks. Dotąd głosiliśmy, że Jezus jest obecny w ubogich, ale kiedy zaczęliśmy sami przyjmować ich w naszym domu przy stole, pojawiły się trudności. Ubodzy łamali rytm życia naszej wspólnoty. To było bardzo trudne, bo musieliśmy wybrać pomiędzy uporządkowanym życiem i wieloma kochanymi braćmi a przyjęciem słowa Bożego, które mówi, że Chrystus to ubogi, pukający do naszych drzwi. Musieliśmy wybrać. Mocnym momentem było spotkanie ze sparaliżowanym żebrakiem, który opowiedział nam, że pukał do drzwi domów wielu księży i zakonników, ale jedynymi, którzy go przyjęli, byli prostytutka i alkoholik. W tym momencie poczuliśmy w sercu, że Jezus mówi: „prostytutki i alkoholicy wyprzedzą was w drodze do nieba”. Żeby być tam, gdzie był Jezus, musieliśmy zostawić nasz dom, nasze zabezpieczenie. Zdecydowaliśmy się zostać bez domu, żeby przyjąć tych, którzy nie mieli rodziny.

    O. Antonello Cadeddu: – Drugi punkt to charyzmaty. W sposób konkretny, na każdym kroku, zauważamy je, a właściwie Ducha Świętego dotykającego serc ludzi, których spotykamy na ulicy. W młodych żyjących dyskotekami, w małżonkach, którzy przeżyli rozpad swojej rodziny. Modlimy się za te osoby. Widzimy moc Ducha Świętego, która przemienia serce kamienne w serce z ciała. Jesteśmy zaskoczeni, gdy widzimy, jak w naszych domach gościnnych dokonują się uzdrowienia z narkomanii czy alkoholizmu bez żadnych lekarstw. Wystarczy Eucharystia, modlitwa osobista, Różaniec i ludzie wracają do zdrowia. Jasne, że na początku przeżywają moment pewnego zdenerwowania, ale później to wszystko przechodzi. Co więcej, te osoby zaczynają się same modlić i pomagają sobie nawzajem, służą mocą Ducha Świętego i charyzmatów. Po wyjściu z własnych zniewoleń stają się ewangelizatorami razem z nami. Mamy na przykład homoseksualistę, którego spotkaliśmy w jednej z faweli, w której pracujemy. Ten człowiek przygotowywał się do operacji, żeby stać się kobietą. Kiedy go poznaliśmy, miał jakąś infekcję. Zawieźliśmy go do szpitala, ale nikt nie chciał go przyjąć. Kiedy wreszcie umieściliśmy go w szpitalu, poprosił o. Enrique o chrzest. Chciał być mężczyzną i skończyć z życiem homoseksualisty. Ojciec Enrique zapytał go, jak chciałby się nazywać, a on powiedział: „Jan”. Ojciec powiedział mu: „będziesz Jan Maria”. A teraz on głosi Ewangelię razem z nami na ulicy, gdzie są homoseksualiści. To jest owoc jedynie Ducha Świętego.

    Można więc powiedzieć, że przeżyliście takie „powołanie w powołaniu”, podobnie jak Matka Teresa…

    O. Enrique: – Tak, jest tylko ta różnica, że Matka Teresa była święta. My jesteśmy bardziej szaleni niż święci (śmiech).

    Rozmawiamy podczas rekolekcji dla księży diecezji koszalińsko--kołobrzeskiej. Skąd wziął się pomysł, aby na 40-lecie tej diecezji zorganizować ewangelizację zamiast „kościelnej akademii”?

    O. Enrique: – Biskup Edward Dajczak zna jednego z członków naszej wspólnoty. I przez niego zostaliśmy tu zaproszeni. Chcielibyśmy powiedzieć, że podczas naszego pobytu widzimy, jak Duch Święty działa w bardzo wyjątkowy sposób w tej diecezji. To ważne, żeby kapłani i świeccy mieli świadomość tej łaski, która zostaje tu, w tych dniach udzielona. Nie z powodu naszej obecności, ale z powodu waszej otwartości na działanie Ducha Świętego. To nie są ludzkie plany, które tu się spełniają, ale Jego poruszenia. Nie znaliśmy wcześniej tej diecezji ani oczekiwań biskupa. My zawsze jesteśmy zaskoczeni działaniem Ducha Świętego, bo sami mamy mało wiary. Szukaliśmy rozeznania i jesteśmy zdziwieni, że pokrywa się ono z intuicjami biskupa. Pięknie jest dostrzegać tę harmonię. Kto tego nie wie, mógłby powiedzieć, że biskup napisał nam, co mamy mówić, że poinformował nas o projekcie diecezjalnym. Kiedy rozmawialiśmy z nim o naszych uczuciach, byliśmy poruszeni. Dla niego to, co mówiliśmy, było potwierdzeniem tego, co Duch Święty pokazał mu już wcześniej. Duch Święty wzywa do tego, aby ludzie tej diecezji wzięli tę ziemię w posiadanie. To pierwsza myśl, która powraca. A druga to ta, żeby zanieść tutejszych ludzi do Serca Maryi stojącej pod krzyżem, żeby stali się rodziną. Duch Święty tworzy z nas rodzinę, więc prosimy o Pięćdziesiątnicę, o nowy wiatr, który powieje nad Koszalinem.

    Ta diecezja uchodzi za jedną z biedniejszych w Polsce. Być może Pan Bóg chce się posłużyć tym Kościołem lokalnym dla dobra całej Polski.

    O. Enrique: – Pan Jezus urodził się w ubogim Betlejem… Rzeczywiście Boże plany nie są zgodne z naszą logiką.

    O. Antonello: – Dlaczego nie mamy myśleć o nowej Pięćdziesiątnicy dla całej Polski?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    • Katolik
      27.05.2012 12:22
      ALLELUJA!!! JEZUS ŻYJE!!! :)
    • Grzegorz
      28.05.2012 09:58
      Byłem w Nowej Cerkwi na mszy celebrowanej przez o. Antonello. To było niesamowite przeżycie duchowe. Chwalmy Pana!
    • Bartek
      25.01.2013 09:44
      Należę do warszawskiej grupy Wspólnoty Przymierza Miłosierdzia i muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczony tym jak sprawnie i skutecznie działa ta Wspólnota. Kochani, oby tak dalej:)
      Jesteśmy Razem w Sercu Boga!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół